Jawny bubel uderzy w biznes

Dawid Tokarz
30-01-2018, 22:00

Zapisy ustawy o jawności na własnej skórze odczują boleśnie m.in. Janusz Filipiak, Grzegorz Hajdarowicz i menedżerowie innych wielkich firm — łącznie nawet kilkuset

Ustawa o jawności życia publicznego, przygotowana przez Mariusza Kamińskiego, ministra w kancelarii premiera i koordynatora służb specjalnych, doczekała się krytyki z wielu różnych stron. Obszerne zastrzeżenia mediów, samorządów, organizacji pozarządowych, Rzecznika Praw Obywatelskich czy części ministrów dotyczyły różnych jej aspektów, jednak nie wszystkich. Na jeden z najbardziej kontrowersyjnych, a niekwestionowanych dotychczas zapisów projektu, zwrócił nam uwagę Konrad Młynkiewicz, radca prawny z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

TRUDY PARTNERSTWA PUBLICZNO-PRYWATNEGO:
Wyświetl galerię [1/2]

TRUDY PARTNERSTWA PUBLICZNO-PRYWATNEGO:

Ustawa o jawności życia publicznego sprawia, że wielu biznesmenów, w tym Janusz Filipiak i Grzegorz Hajdarowicz, szefowie giełdowych firm Comarch i KCI, będzie miało twardy orzech do zgryzienia. Tylko dlatego, że kiedyś zdecydowali się robić wspólne interesy z państwem lub samorządem… [FOT. WM, ARC]

— Ustawa rozszerza katalog osób, uznanych za „osoby pełniące funkcje publiczne”, do których stosowane będą ograniczenia dotychczasowej tzw. ustawy antykorupcyjnej. Będą to wszyscy członkowie zarządów „spółek zobowiązanych”, czyli takich, w których skarb państwa lub jednostki samorządu mają więcej niż 20 proc. udziałów lub akcji — tłumaczy Konrad Młynkiewicz.

Wzniosłe cele

Tymczasem dziś ten próg dla spółek skarbu państwa wynosi 50 proc., a w przypadku spółek samorządowych ograniczenia dotyczą tylko tych z nich, które są 100 proc. własnością gminy, powiatu czy województwa. Zgodnie z uzasadnieniem ustawy, która ma wejść w życie już 1 marca 2018 r., główny jej cel to „wzmocnienie transparentności życia publicznego w Polsce, a także mechanizmu kontroli społecznej nad władzami”.

Zapis o „spółkach zobowiązanych” ma natomiast pozwolić na „wzmocnienie kontroli i monitoringu sposobu zarządzania najważniejszymi spółkami skarbu państwa”. Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik na konferencji prasowej w październiku 2017 r. precyzowali, że chodzi m.in. o to, by menedżerowie dużych firm, w których państwo ma między 10 a 50 proc. akcji czy udziałów [do 20 proc. próg podniesiono dopiero ostatnio — przyp. aut.], a jednocześnie decydujący wpływ [choćby giełdowe KGHM czy PZU — przyp. aut.] nie mieli możliwości pobierania dwóch czy trzech pensji w ramach jednej grupy kapitałowej.

— To ogólne uzasadnienie wydawało się słuszne i logiczne. Głębsza analiza wskazuje jednak, że rozwiązanie jest za daleko idące, a zaproponowane lekarstwo może być gorsze niż choroba, którą miało wyleczyć. Uderzy bowiem rykoszetem w profesjonalnych menedżerów z prywatnego biznesu. Nie wiem, czy autorzy mają świadomość takich konsekwencji — zastanawia się anonimowo ekspert z jednej z największych firm doradczych.

Problem setek firm…

Z ustaleń „PB” wynika, że nie mają. Z towarzyszącej projektowi oceny skutków regulacji wynika, że ustawa… w ogóle nie będzie oddziaływać na przedsiębiorstwa i przedsiębiorców. Nic bardziej mylnego. Z naszych szacunków wynika, że status „spółki zobowiązanej” uzyska kilkaset firm. Ich menedżerów (często większościowych udziałowców tychże firm!) czeka prawdziwa rewolucja. Nie będą mogli prowadzić działalności gospodarczej, zasiadać w zarządach i radach nadzorczych innych firm, a nawet fundacji czy stowarzyszeń prowadzących działalność gospodarczą. Obejmie ich też zakaz posiadania więcej niż 10 proc. akcji lub udziałów w innych spółkach czy wykonywania na ich rzecz jakichkolwiek odpłatnych zajęć. Kogo konkretnie dotkną nowe przepisy?

Wśród spółek z mniejszościowym udziałem skarbu państwa dużą część stanowią te, znajdujące się w upadłości i likwidacji czy istniejące tylko na papierze. Sporo jest też jednak podmiotów aktywnych, zarządzanych przez menedżerów, wyznaczonych przez większościowych, prywatnychwłaścicieli. Chodzi m.in. o takie firmy, jak Metron-Term Toruń, Meprozet Kościan, Centrum Handlowe Wschód, Przedsiębiorstwo Przemysłowo-Handlowe Nida, Zakłady Chemiczne Jelchem, Zakłady Przemysłu Ziemniaczanego w Pile Zetpezet czy Chłodnia Szczecińska.

...i znanych biznesmenów

Na tej liście znajdują się też Dragmor i Gremi Inwestycje (GI, do niedawna KCI Park Technologiczny Krowodrza). W obu spółkach skarb państwa ma po około 25 proc. udziałów, a właścicielem większościowym są firmy z giełdowej grupy KCI. Prezesem Dragmoru i GI jest znany biznesmen Grzegorz Hajdarowicz. A to oznacza, że od 1 marca 2018 r… będzie osobą pełniącą funkcje publiczne, a co za tym idzie — nie będzie mógł równocześnie, jak do tej pory, być prezesem i większościowym akcjonariuszem KCI czy szefem rady nadzorczej notowanej na NewConnect spółki Gremi Media, wydającej „Rzeczpospolitą”, „Parkiet” i „Uważam Rze”. Komentarza Grzegorza Hajdarowicza, mimo prób, nie udało nam się uzyskać.

Nie wiemy więc, co w tej sytuacji zamierza zrobić. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się rezygnacja z prezesur w Dragmorze i GI, tyle że w jego przypadku to nie wystarczy. Projekt ustawy zakłada bowiem, że spółką zobowiązaną będzie też „każdy podmiot”, w którym inna spółka zobowiązana ma co najmniej 20 proc. udziałów lub akcji. Wszystkie ograniczenia dotkną więc też giełdowego KCI (albowiem GI jest akcjonariuszem tej spółki z pakietem 35 proc.), a także Gremi Mediów (kontrolowanych przez KCI). Krakowski biznesmen ma powód do zmartwienia. Nie tylko on. Ustawa rykoszetem uderzy też m.in. w Janusza Filipiaka, szefa i największego akcjonariusza giełdowego Comarchu.

Jeden z najbogatszych Polaków jest bowiem prezesem sportowej spółki MKS „Cracovia”, zarządzającej ekstraklasowym klubem piłki nożnej o tej samej nazwie. A w nim pakiet 33,6 proc. akcji ma miasto Kraków (właścicielem pozostałych jest Comarch). — Idee i intencje przyświecające autorom tego projektu są jak najbardziej słuszne. Jeśli jednak rzeczywiście jego zapisy idą tak daleko, że obejmują przypadki takie jak moje, to jest to zupełnie bez sensu — komentuje Janusz Filipiak. Nie miał pojęcia o tym, że przez prezesowanie klubowi piłkarskiemu może zostać „osobą pełniącą funkcje publiczne”.

PPP na cenzurowanym

Tymczasem taki sam status osiągną menedżerowie innych prywatnych firm, w tym kontrolowanych przez dużych zagranicznych inwestorów. Chodzi choćby o zajmujące się wydobywaniem kruszyw Kopalnie Surowców Mineralnych Kosmin, w których skarb państwa ma 31,1 proc. udziałów, a Eurovia, gigant budownictwa drogowego z Francji, 68,9 proc.

Dylemat, co w tej sytuacji zrobić, stanie też przed Maciejem Piorunkiem i Tomaszem Suchowierskim, członkami zarządu giełdowej spółki EMC Instytut Medyczny, kontrolowanej przez fundusz inwestycyjny Penta Investment. A to dlatego, że równocześnie zasiadają w zarządzie firmy EMC Silesia, w której 34,2 proc. udziałów ma miasto Katowice. Tego typu komunalnych spółek z udziałem zewnętrznych inwestorów jest znaczniewięcej.

W Gdańsku np. chodzi o świadczącą usługi wodociągowo-kanalizacyjne firmę Saur Neptun Gdańsk (w której miasto ma 49 proc., a prywatny Saur 51 proc. akcji) oraz o powstałą w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego spółkę Forum Gdańsk, budującą kompleks budynków handlowych, biurowych i kulturalnych (partnerem miasta jest w niej europejski gigant, specjalizujący się w budowie i zarządzaniu centrami handlowymi Multi Corporation).

W Poznaniu zapisy ustawy dotkną menedżerów Remondis Sanitech Poznań, spółki miasta i Remondisu, niemieckiego kolosa w branży gospodarki odpadami i recyklingu.

A w Szczecinie — Szczecińskiej Energetyki Cieplnej (SEC), zajmującej się produkcją i dystrybucją ciepła (Szczecin ma w niej 33,4 proc. udziałów, a właścicielem 66,4 proc. jest niemiecki gigant energetyczny E.ON). Przy czym w przypadku szczecińskiej spółki problem będzie znacznie poważniejszy, bo SEC ma aż 18 spółek córek. I każda z nich (!) też zostanie „spółką zobowiązaną”.

Legislacyjne „kwiatki”

To nie koniec kontrowersji. Oprócz drastycznych ograniczeń ustawa na „spółki zobowiązane” i członków jej organów nakłada też liczne obowiązki. Pierwszym jest nakaz prowadzenia rejestru wszystkich umów cywilnoprawnych, w których wydatki spółki przekroczą 2 tys. zł (rejestr miałby być przekazywany szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego). Drugim — obowiązek składania oświadczeń majątkowych, przy czym ten objąłby nie tylko członków zarządów, ale również rad nadzorczych firm, jej prokurentów, a nawet głównych księgowych. Ich łączną liczbę trudno oszacować, ale w grę wchodzi kilka tysięcy osób, które będą się musiały zastanowić, czy z powodu tych obostrzeń będą nadal chciały piastować swoje funkcje. Tak szeroki zakres oznacza też, że do składania oświadczeń zobowiązani będą… zagraniczni menedżerowie i członkowie rad nadzorczych „spółek zobowiązanych”. Oświadczenia byłyby przy tym składane „ministrowi właściwemu ze względu na przedmiot działalności spółki”, co w przypadku niektórych firm, zdaniem indagowanych przez nas prawników, może rodzić duże niejasności. Takich „kwiatków” w projekcie ustawy, skierowanej już do Stałego Komitetu Rady Ministrów, jest więcej. Naruszenie zakazów łączenia różnych funkcji ma bowiem stanowić „przewinienie służbowe, które podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej”. A oświadczenia o miejscu zatrudnienia lub działalności gospodarczej, prowadzonej przez małżonków menedżerów, mają być składane już nie ministrowi, ale „przełożonemu” (!). Kto jest „przełożonym” prezesów prywatnych firm? I na czym w ich wypadku ma polegać „odpowiedzialność dyscyplinarna”? Nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że opinię, czy działalność małżonka danego menedżera „może wywołać podejrzenie o stronniczość lub interesowność”, będzie wydawała… Specjalna Komisja do spraw Rozstrzygania Konfliktu Interesów, powołana przez premiera. © Ⓟ

Rewolucja w pigułce

Co Cię czeka, jeśli jesteś członkiem zarządu firmy, w której skarb państwa lub jednostka samorządu terytorialnego mają więcej niż 20 proc. udziałów lub akcji.

DRASTYCZNE ZAKAZY…

prowadzenia działalności gospodarczej zasiadania w zarządach i radach nadzorczych innych firm, a także fundacji i stowarzyszeń prowadzących działalność gospodarczą posiadania więcej niż 10 proc. akcji lub udziałów w innych spółkach wykonywania na rzecz innych firm jakichkolwiek odpłatnych zajęć

…I NAKAZY:

prowadzenia i przekazywania szefowi CBA rejestru wszystkich umów cywilnoprawnych, w których wydatki spółki przekraczają 2 tys. zł składania „ministrowi właściwemu ze względu na przedmiot działalności spółki” oświadczeń majątkowych (dotyczy nie tylko członków zarządów, ale też rad nadzorczych firm, jej prokurentów i głównych księgowych). składania „przełożonemu” oświadczeń o miejscu zatrudnienia lub działalności gospodarczej, prowadzonej przez małżonków udostępniania na stronie internetowej informacji o wydatkach, dokonanych za pomocą służbowych kart płatniczych

OKIEM PRACODAWCÓW

Potworek prawny

PIOTR WOŁEJKO

ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP

Zdaniem Pracodawców RP, nie ma potrzeby, by aż tak poszerzać katalog podmiotów, których menedżerowie będą objęci obostrzeniami, i w ten sposób ingerować w ich prawa do prywatności i swobodnego decydowania o własnych poczynaniach. Konstrukcja legislacyjna tych przepisów zawiera przy tym błędy i woła o pomstę do nieba. Ich zrozumienie dla kogoś, kto nie jest prawnikiem, może okazać się bardzo trudne. Cały rozdział dotyczący konfliktu interesów i oświadczeń majątkowych wymaga gruntownego przepracowania i licznych korekt. Jeśli nie zostaną dokonane na etapie rządowym, będziemy wnosić o to na etapie sejmowym. W tej ustawie niepotrzebnie połączono zupełnie osobne zagadnienia, jak polityka antykorupcyjna, dostęp do informacji publicznej, szczątkowe regulacje dotyczące stanowienia prawa czy sygnaliści. Te obszary tematyczne należy regulować odrębnymi aktami, a nie tworzyć potworki prawne, które gmatwają i tak skomplikowane już prawo.

OKIEM PRACODAWCÓW

Brak analizy skutków

MAGDALENA GARBACZ-KAJDA

ekspert Konfederacji Lewiatan

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że te bardzo daleko idące regulacje wprowadzane są bez jakiejkolwiek analizy ich konsekwencji ani określenia grupy docelowej, której będą dotyczyć. Całkowicie niezrozumiałe jest traktowanie firm, w których udział skarbu państwa (SP) czy jednostek samorządu terytorialnego (JST) przekracza 20 proc. na równi z podmiotami, w których SP czy JST są całościowym lub przeważającym udziałowcem. Jeszcze większe zdumienie budzi to, że z menedżerów zasiadających w zarządach tych firm czyni się osoby pełniące funkcje publiczne. Cel, jaki projektodawca postawił przed wprowadzaną regulacją, a więc zwiększenie jawności życia publicznego, w żaden sposób nie uzasadnia wprowadzanych zapisów. Nie można oprzeć się wrażeniu, mówiąc dyplomatycznie, że nie wszystkie zawarte w projekcie propozycje zostały przemyślane i przeanalizowane, a skutkami ich wprowadzenia w ogóle się nie zajęto.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Jawny bubel uderzy w biznes