Łatwy do wyobrażenia scenariusz: ryzykowny, startupowy projekt nie zdał rynkowego egzaminu, a właściciel spółki decyduje się na jej zamknięcie. Wcześniej jednak przedsiębiorca specjalizujący się w wąskiej dziedzinie zawarł umowę inwestycyjną z funduszem venture capital lub aniołem biznesu i zgodził się na zapis o zakazie konkurencji po zakończeniu realizacji projektu. Zamknął sobie tym samym drogę rozwoju w tej samej lub pokrewnej branży. Inna ewentualność: niezadowolony ze współpracy ze start-upem inwestor postanawia wejść w biznes z innym zespołem, kopiując dotychczas rozwijany koncept. Wydawać się to może mało prawdopodobne, ale w myśl powiedzenia „strzeżonego pan Bóg strzeże” warto zadbać i o taką ewentualność i wprowadzić do umowy inwestycyjnej zapisy chroniące know-how firmy.

— Zazwyczaj młodzi przedsiębiorcy nie mają dużej świadomości prawnej i nie rozumieją języka umów inwestycyjnych. W takich warunkach o konstruktywnych negocjacjach nie może być mowy. A umowy inwestycyjne z zasady przygotowywane i narzucane są przez inwestora. Młodzi przedsiębiorcy natomiast często zgłaszają się do prawników zbyt późno, gdy umowy są podpisane i niewiele można już zrobić — zauważa Mateusz Brodnicki, radca prawny i partner w Filipiak Babicz Kancelaria Prawna.
W trakcie negocjacji
Pułapek w umowach inwestycyjnych bywa wiele. A z pozoru bezpiecznie wyglądające zapisy mogą w przyszłości przynieść start- -upowi więcej strat niż zysków. Problemem może okazać się np. zbyt duży udział inwestora w kapitale zakładowym spółki.
— Zdarza się, że inwestorzy oferują wsparcie finansowe, w zamian przejmując połowę lub większość udziałów w spółce. Może to zrodzić problem z zebraniem finansowania na kolejnych etapach rozwoju przedsięwzięcia — uprzedza Alexander Lubański, partner zarządzający w funduszu Black Pearls VC. Istotne są również warunki wypłat poszczególnych transz inwestycji. A na rynku zdarzają się przykłady umów, w myśl których inwestor jest uprawniony nawet do objęcia dodatkowej puli udziałów w przypadku braku osiągnięcia tzw. kamieni milowych przez spółkę.
— Częstym problemem jest również bezwarunkowe żądanie umów o zachowaniu poufności we współpracy z inwestorami lub strategicznymi kontrahentami. W praktyce dokumenty te nie mają dużej mocy sprawczej, ale ich każdorazowe negocjowanie wymaga dużego zaangażowania i ogranicza możliwości dynamicznego działania. Proponuję ograniczyć ujawnianie wrażliwych informacji na wstępnym etapie rozmów z inwestorami — bez regulującego to zapisu w umowie. Kluczowe dane wystarczy ujawnić tym podmiotom, które są rzeczywiście zainteresowane projektem — mówi Alexander Lubański. Już wewnątrz firmy pracę nad projektem w znaczący sposób ograniczyć może wprowadzenie do umowy inwestycyjnej zbyt szerokiego zakresu tzw. pozwoleń korporacyjnych.
— Należy znaleźć złoty środek między interesem inwestora przejawiającym się potrzebą „pilnowania” kapitału inwestycyjnego a potrzebą młodych przedsiębiorców — dynamicznego działania i szybkiego podejmowania decyzji w sprawie kolejnych wyznań na rynku nowych technologii. Dobrą praktyką jest przyjęcie przez strony budżetu, w ramach którego założyciele mogą się dość samodzielnie poruszać, natomiast przy przekraczających go wydatkach — uzyskiwać zgodę inwestora — zaznacza dr Patryk Filipiak, adwokat i partner w Filipiak Babicz Kancelaria Prawna.
Na wszelki wypadek
Ponieważ w negocjacjach z inwestorami to start-upowcy mają najczęściej słabszą pozycję, wielu z nich, chcąc za wszelką cenę uzyskać finansowanie, godzi się na wprowadzenie niekorzystnych dla siebie kar umownych i gwarancyjnych.
— Kary umowne zwykle zastrzegane są na korzyść inwestora, co nie powinno być regułą. Bywają wysokie i nieproporcjonalne do skali naruszeń założycieli albo oparte na nieprecyzyjnych podstawach. Młodzi przedsiębiorcy powinni ograniczyć przede wszystkim wprowadzanie kar o charakterze gwarancyjnym, w przypadku których nie mają wpływu na zdarzenie dające możliwość naliczenia kary przez inwestora — tłumaczy Mateusz Brodnicki. Ale wyjść jak Zabłocki na mydle można również, wprowadzając do umowy np. preferencje w razie likwidacji spółki.
— Jeśli przedsięwzięcie się nie powiedzie, zapisy takie zazwyczaj wskazują, że w pierwszej kolejności z majątku spółki spłacany jest inwestor, a dopiero potem pozostali wspólnicy. Bardzo często część przypadająca na inwestora konsumuje cały majątek spółki pozostały po likwidacji, w takim wypadku założycielom nie pozostaje już nic do podziału — dodaje Mateusz Brodnicki. Dobrze, by zapisy w dokumentach pozwalały młodym firmom na w miarę elastyczną zmianę strategii działania. Zawsze może się okazać, że konieczna jest modyfikacja pierwotnie przyjętego planu rozwoju.
— Branża startupowa jest bardzo dynamiczna, nowe technologie wymuszają często radykalne zamiany — ustalenia umowy inwestycyjnej zawartej nawet przed rokiem mogą okazać się nieprzystające do nowych wyzwań firmy. Dobra, uczciwa i elastyczna relacja na linii inwestor — start-up jest więc warta więcej niż bezwzględne egzekwowanie umów czy próba wykorzystania dominującej pozycji. Umowa inwestycyjna powinna to odzwierciedlać. Niestety, bywa, że inwestor działa na zasadzie „odpal i zapomnij” — lokuje kapitał w dany projekt i oczekuje z góry założonych rezultatów po określonym czasie, nie biorąc już czynnego udziału w dalszej działalności start-upu. To duży błąd — zastrzega dr Patryk Filipiak.
KOMENTARZ PARTNERA
Dlaczego Otwarty Bank Umów jest w Polsce potrzebny?
JULIA KRYSZTOFIAK-SZOPA prezes Fundacji Startup Poland, mentor programu Sebastiana Kulczyka — InCredibles
Ekosystem start-upów w Polsce dojrzewa — a wraz z nim akceleratory i fundusze Venture Capital inwestujące w firmy na wczesnym etapie rozwoju. Chociaż, jak wynika z naszego raportu Polskie Startupy 2017, coraz więcej start-upowców w Polsce jest już doświadczonymi przedsiębiorcami, to wciąż zdarza się, że do stołu negocjacyjnego z inwestorami siadają osoby, które w takiej transakcji uczestniczą po raz pierwszy.
Często nie mają świadomości skomplikowanej mechaniki prawnej i biznesowej inwestycji.
Nierzadko w takiej sytuacji start-upy nie zabezpieczają należycie swoich interesów, nie negocjują warunków przedstawianych im umów i bywają nieświadome konsekwencji, jakie niosą ze sobą poszczególne zapisy. Projekt Otwartego Banku Umów dla start-upów jest odpowiedzią na potrzebę stworzenia w Polsce standardów umów symetrycznych, które zabezpieczają interesy i przedsiębiorców, i inwestorów. Na początku opublikowaliśmy trzy najważniejsze szablony dokumentów. Wskazują one obszary, które powinna uregulować dobra umowa.
Szczególnie ważna jest, specyficzna dla rynku start-upów, umowa pożyczki konwertowanej na udziały. Jest to w Polsce stosunkowo nowa formuła, która rozwiązuje problem wyceny start-upu będącego w zalążkowym etapie rozwoju. Chcemy rozszerzać bazę umów, dlatego zapraszamy do współpracy doświadczone na polu inwestycji podmioty, które chcą współtworzyć dobre praktyki na naszym rynku.