Jen to jeden z przebojów na rynku forex. W tym roku inwestorzy wzmacniali go bardzo skutecznie. We wrześniu, gdy Narodowy Bank Szwajcarii (NBS) powiedział dość spekulacjom, ustalając minimalny kurs wymiany franka na euro, gorący kapitał przepłynął z rynku EUR/CHF, dodatkowo zasilając rynek jena i szukając zysków. W ostatnich dniach gracze obstawiający kontynuację wzrostu jena mocno się sparzyli, bo śladem NBS poszedł Bank Japonii, interweniując na rynku. Japończycy mają dość tak jak Szwajcarzy, bo bardzo mocny jen obniża konkurencyjność gospodarki. Kurs dolara spadał wobec jena praktycznie nieprzerwanie od kwietnia tego roku. Kurs pary USD/JPY obniżył się od tegorocznego szczytu z 85 jenów za dolara do 75 jenów 27 października, co oznaczało najsilniejszy kurs japońskiej waluty od drugiej wojny światowej. Po interwencji Banku Japonii kurs pary USD/JPY wzrósł do 78 jenów.
Przewidywalność w cenie
Rekordowy kurs jena nie jest efektem dobrych danych makroekonomicznych. Japonia ma bardzo wysokie zadłużenie, a problemem gospodarki od lat jest stagnacja lub bardzo niski wzrost. Mocny jen jest zmorą eksporterów, w tym najpopularniejszych gigantów elektronicznych: Panasonica, Sony czy Toyoty, czołowego producenta samochodów na świecie. — Kurs jena nie ma nic wspólnego ze stanem japońskiej gospodarki, która od lat zmaga się z recesją, a w tym roku również z następstwami klęsk żywiołowych. Sytuacja eksporterów jest niezwykle trudna. Muszą radzić sobie z rosnącą konkurencją ze strony producentów z Korei Południowej. Wysoki kurs jena powoduje, że japońskie produkty stają się droższe — mówi Andrzej Tomczyk, analityk Admiral Markets. Dlaczego więc waluta kraju, którego gospodarka zwalnia, stała się tak silna? Według analityków, umocnienie jena miało wiele przyczyn. Spekulacja była jedną z nich. — W ostatnim tygodniu października spekulanci zwiększyli swoje długie pozycje w jenach o kwotę prawie 5,4 miliarda dolarów — dodaje Andrzej Tomczyk. Co jakiś czas japońska waluta jest nazywana kolejnym bezpiecznym aktywem. To przewidywalny kraj. — Japonia jest przewidywalna i dobrze radzi sobie w trudnych momentach. Mimo osłabienia gospodarki i zniszczeń wywołanych trzęsieniem ziemi ratingi tego kraju nie zostały obniżone. Japonia posiada wysoki poziom zadłużenia, ale jest to dług wewnętrzny, który znajduje się na podobnym poziomie od 10 lat. Inwestorzy zagraniczni nie posiadają dużego udziału w długu tego kraju — tłumaczy Marek Wołos, analityk TMS Brokers.
Bank powiedział dość
Władze Japonii zareagowały na działania spekulantów pod koniec października. Bank centralny interweniował, sprowadzając notowania pary USD/JPY z 75 jenów do 78 jenów za dolara. Operacja na rynku jena nie była tak silna jak wrześniowe zatrzymanie wzrostu franka przez SNB. Działania Banku Centralnego Japonii są przeprowadzane częściej, ale na mniejszą skalę. — To nie pierwsza interwencja Banku Japonii w ostatnim półroczu, zatem w przypadku umacniającego się jena jak najbardziej można się spodziewać kolejnych. Co istotne, po żadnej z interwencji nie było wiadomo, jakie środki zostały w nią zaangażowane. Oznacza to, że Bank Japonii działa ostrożnie i nie wykłada wszystkich kart na stół, a w sytuacji kryzysowej może wyjąć asa z rękawa — mówi Karolina Kamińska, analityk City Index. Ostatniego dnia października mieliśmy do czynienia z trzecią już interwencją w jena w tym roku. Wcześniej Bank Centralny Japonii wpływał na kurs swojej waluty 4 sierpnia i w dniach 16-18 marca (zbiorowa interwencja banków państw G8). Coraz częściej pojawiają się opinie, że interwencje w jena tak naprawdę nic nie dają. Wstrzymują spekulantów tylko na krótki czas, po czym kurs waluty dalej rośnie. Tak może być również teraz. — Wydaje się, że nawet ostatnie wydarzenia obserwowane na parze USD/JPY nie zmienią obrazu jena, który w dalszym ciągupostrzegany jest przez inwestorów jako bezpieczna przystań — Andrzej Tomczyk.
Cierpliwość się kończy
Spekulanci prowokują władze Japonii. Dalsze umacnianie się jena powinno wywołać kolejne interwencje w walutę. Według analityków, Japończycy nie powiedzieli ostatniego słowa. — Bank Japonii coraz bardziej daje do zrozumienia, że podobnie jak SNB, gotowy jest zatrzymać umocnienie swojej waluty. Jeżeli ostatnia z interwencji nie przyniesie oczekiwanego rezultatu, możemy oczekiwać kolejnych. Działania spekulantów postawiły banki centralne Szwajcarii oraz Japonii pod ścianą i zmusiły do ochrony gospodarek przed nadmiernym umacnianiem się walut — mówi Andrzej Tomczyk.
Nie zarobią na różnicach
W ostatnich przedkryzysowych latach popularna była jeszcze strategia carry trade, która polegała na zadłużaniu się w walucie o niskim oprocentowaniu i lokowaniu środków w aktywach wyżej oprocentowanych. Różnica w oprocentowaniu była zyskiem inwestora. Do tego typu inwestycji wykorzystywano m.in. silnego wówczas jena. Stosowanie carry trade obecnie jest również możliwe, ponieważ stopy procentowe Japonii wynoszą 0,1 proc. Jednak według analityków, ta strategia byłaby teraz o wiele bardziej ryzykowna niż 20 lat temu i tuż przed obecnym kryzysem. — Największym zagrożeniem dla tego typu transakcji jest ryzyko walutowe. Nawet najmniejsze zmiany kursów walut mogą prowadzić do bardzo dużych strat. Carry trade sprawdza się zatem w stabilnych czasach, gdy kursy walut nie ulegają znacznym wahaniom. Przy aktualnej niepewności na rynku ryzyko takich operacji byłoby zbyt duże — tłumaczy Karolina Kamińska.
OKIEM EKSPERTA
Szwajcarzy dali przykład
ADAM ANTONIAK
ekonomista Kredyt Banku
Ostatnie wydarzenia w Szwajcarii to dowód na to, że bank centralny jest w stanie wygrać z rynkiem bitwę o walutę. Kiedy dwa miesiące temu Narodowy Bank Szwajcarii zdecydował się przywiązać kurs franka do euro, było to odbierane jako bardzo ryzykowna decyzja. Obawiano się, że rynki rzucą bankowi wyzwanie i będą chciały przełamać linie obrony. Tak się jednak nie stało. Inwestorzy nawet przez chwilę nie próbowali zepchnąć kursu EUR/CHF poniżej wyznaczonego 1,20. Bali się, że poniosą stratę, więc nie
ryzykowali i odpuścili sobie Szwajcarię jako miejsce lokowania kapitału. Fakt, że gra toczy się dalej i jeszcze wszystko może się zdarzyć. Nie można wykluczyć, że niepokoje w strefie euro, np. związane z Włochami, spowodują na tyle silne napięcia na rynkach finansowych, że frank ponownie stanie pod silną presją na umocnienie. Ale na razie wszystko idzie zgodnie z planem, a czas działa na korzyść Szwajcarów — im dłużej wyznaczony kurs jest akceptowany przez rynki, tym trudniej będzie go przełamać.