Jerzy dla jeży

30-08-2017, 22:00

Nauczyciel i przyrodnik z zamiłowania, Jerzy Gara, założył w Kłodzku Ośrodek Rehabilitacji Jeży. Udziela pomocy zwierzętom i edukuje ludzi, jak pomagać jeżom w potrzebie.

— Proszę go włożyć do czapki razem z termoforem, jeżorek jest wychłodzony! — Jerzy Gara instruuje kolejną osobę, która dzwoni z pytaniem, jak ratować znalezionego jeża. Takich telefonów codziennie odbiera nawet kilkadziesiąt. Od ośmiu lat, gdy założył w swoim domu w Kłodzku Ośrodek Rehabilitacji Jeży „Jerzy dla Jeży”. Dzisiaj już na tyle znany, że trafiają tu zwierzęta z całej Polski.

Wyświetl galerię [1/4]

Nauczyciel i przyrodnik z zamiłowania, Jerzy Gara, założył w Kłodzku Ośrodek Rehabilitacji Jeży. Udziela pomocy zwierzętom i edukuje ludzi, jak pomagać jeżom w potrzebie MW

Jesienne sierotki

Jerzy Gara jest emerytowanym nauczycielem zawodu w Zespole Szkół Agrotechnicznych w Bożkowie i od lat z zamiłowania przyrodnikiem. Jego przygoda z jeżami zaczęła się jeszcze przed powstaniem ośrodka, gdy jeże, poszukując pomocy, przyszły do jego ogródka. — To było niedzielne popołudnie w pierwszej połowie września 2006 r. Żona woła mnie do ogródka, patrzę, a tam mama jeżowa i cztery maluchy! Pomyślałem, że za późno się urodziły, już jesień. Jak im pomóc? Same nie przeżyją — wspomina Jerzy Gara. Zaczął szukać informacji, kontaktów do osób, które się znają na jeżach.

— Potem zaczęły się pojawiać kolejne jeże, bo dzieci w szkole wiedziały, że się nimi zajmuję i przynosiły znajdy. Nawet w grudniu znalazły jakieś zgubione maluchy. A przecież według potocznej wiedzy jeże zimą śpią — opowiada. Teraz już wie, że jeż idzie spać, gdy jest gotowy do hibernacji, czyli stanu, w którym ma zgromadzony taki zapas tłuszczu, by mógł przetrwać zimę. Duży jeż łatwiej zdobywa pożywienie, a mały może długo szukać jedzenia, o które trudno późną jesienią.

— Często trafiają do mnie jesienią jeże ważące zaledwie po 20 deka, czyli maluchy, które w normalnych warunkach ważyłyby z pół kilograma. Przy późnych miotach na początku matka zajmuje się młodymi, jednak po pewnym czasie już nie ma jak ich karmić. Wtedy zwykle je zostawia i szykuje się do hibernacji — wyjaśnia Jerzy Gara. Najstarszy jeż, o którym wiadomo, przeżył szesnaście lat. W naturze żyją na ogół do dziesięciu. Ale szanse młodych jeży na przeżycie bez opieki są niewielkie. Siedem na dziesięć nie dotrwa do następnego roku.

Miejskie życie jeża

Zdaniem Jerzego Gary jeże całkiem dobrze przystosowały się do życia w miejskich warunkach. Dlatego znalezionego w mieście osobnika nie należy wywozić do lasu, nie odnajdzie się tam.

— Te, które zwykle spotykamy, są miejskie, nie leśne, nie boją się, a nawet proszą o pomoc — uważa. Nie przywiązują się do miejsca, wciąż się przemieszczają, w ciągu nocy dorosły potrafi przewędrować nawet 3 km. W ośrodku młode jeże mieszkają w boksach wyściełanych pociętymi gazetami i papierowymi ręcznikami.

— Podkłady higieniczne się nie sprawdziły, stosuję je tylko dla jeży rannych lub chorych. Siano i słoma też się nie sprawdziły, bo za dużo w nich zarodników grzybów, a to, co jeżyk potrafi zrobić z podkładem, którym się chce pobawić, jest nieprawdopodobne. Prześledziłem tok produkcji farby, druku, uważam, że gazety są bezpieczne — wyjaśnia opiekun. Najmłodsze trafiają do inkubatora. Potem każdy ma domek z ogródkiem zaprojektowany przez Jerzego Garę. — Jeże w bardzo młodym wieku mogą żyć razem. Ale ich charaktery bywają różne. Toleruje się rodzeństwo, mama i dzieci, ale w innych konfiguracjach bywa, że całą noc stroszą igły — mówi Jerzy Gara.

Życie najeżone przeszkodami

Przez ręce Jerzego Gary przeszły setki jeży. Każdy ma na boksie identyfikator: gdzie i kiedy został znaleziony, jak się nazywa. Imiona na literę Z, np. Zwałek, dostają jeże zachodnie — o jednolitym szarym umaszczeniu, wschodnie, mające białą plamę na piersi — mają imiona na W, jak Wybiełka. W porze karmienia w pokoju z boksami słychać pracowite ciamkanie i chrupanie. Maluchy są karmione strzykawką, starsze odżywiają się mącznikami, drewnojadami, otrębami, kocią karmą i gotowaną marchewką.

— Staram się z nimi nie zaprzyjaźniać, bo potem serce boli, gdy odchodzą, a oswajają się łatwo. Ten, którego pani trzyma na ręce, nie gryzie za mocno? Jeże to okropne łakomczuchy, palce wyglądają dla nich jak apetyczne gąsienice, więc próbują je zjeść. A dorosły jeż potrafi przebić skórę zębami. Dzisiaj dzwoniła pani, która przygarnęła dwutygodniowego jeżyka, dwa tygodnie później waży 600 g — jest za gruby — tłumaczy Jerzy Gara. Gdy ludzie dzwonią, namawia ich, żeby sami pomagali jeżom. Małemu wystarczy większe pudło, większemu potrzebny już jest wybieg zewnętrzny, żeby mógł się przygotować do życia. Ważne, by nie wypuszczać jeża w mieszkaniu. — Jego kolce rosną w jedną stronę, więc czasem, gdy wciśnie się w jakąś dziurę, nie może się wycofać.

Do tego pędzą do wypatrzonego miejsca z prędkością nawet 6 km na godzinę. Pewien pan z Warszawy wypuścił wbrew moim zaleceniom jeża w mieszkaniu. Ten wpakował się pod wannę i w niezabezpieczony otwór przy rurze kanalizacyjnej. Żeby go wydostać, pan rozebrał pół łazienki. Poza tym dla jeża niebezpieczne są ludzkie włosy. Jeżeli owiną mu się wokół łapki, mogą doprowadzić do spuchnięcia, a nawet martwicy — opowiada przyrodnik. Jeż lubi się chować w stosach liści, więc jeśli ktoś je pali bez przeszukania sterty, może się to źle skończyć. Podobnie jak spotkanie z psem.

— Psy atakują, jeże zwijają się w kulkę, wtedy psy rolują kulkę łapą, jeż jest do góry nogami, chce się rozwinąć i wyciąga najpierw tylną nóżkę. Pies zwykle ją odgryza. Tu jest jeżynka bez łapy, Wymietka. Nie wiem, czy w dodatku niedowidzi. Chodź, kruszynko moja, chodź grubasku, nie kłuj mnie, taka jesteś zjeżona, przestraszona! Samca bez łapy wypuszczę na wolność, ale samice zostają w ośrodku jako rezydentki. Problem w tym, że wbrew reklamom nie ma czegoś takiego jak jeżowa rodzina. Mama z tatą widzą się tylko raz, żaden jeż nie zna tatusia. Ona sama wychowuje dzieci i bez łapki nie da rady. W miocie jest zwykle 4-6 jeży, najwięcej miałem 9. Samica wtedy padła z wyczerpania — snuje opowieść Jerzy Gara.

W ośrodku mieszka jeż ofiara kosiarki, stracił pół mordki. Reszta jest zadrutowana, może przyjmować tylko płynny pokarm. Jest też jeż albinos. Nazywa się Targo. Nie ma szans przeżyć na wolności. — Cały czas szukam ludzi, którzy chcieliby przyjąć niepełnosprawnego jeża bez oka i bez łapki — mówi Jerzy Gara.

Jeże i jeżynki

Ośrodek został powołany do życia decyzją Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z 20 sierpnia 2010 r. Na mocy Ustawy o ochronie przyrody z 16 kwietnia 2004 r. tylko takie ośrodki mają prawo czasowego przetrzymywania zwierząt wymagających opieki, leczenia i rehabilitacji. Od siedmiu lat w leczeniu i opiece nad jeżami wspiera Jerzego Garę Katarzyna Ptak, lekarz weterynarii z przychodni Animal Care. Sympatycy jeży przysyłają karmę, gazety, papier.

Ośrodek Rehabilitacji „Jerzy dla jeży” ma stronę na Facebooku, na której są publikowane zdjęcia, filmy i historie podopiecznych. Na stronie internetowej są informacje o tym, jak jeżom pomagać, kiedy ich los wymaga ludzkiej interwencji, czym je karmić, jak masować brzuszek po posiłku, bo tego wymaga każdy nieletni jeż. Ośrodek wspierają także władze Kłodzka. Wspólnie z Małgorzatą Jaworską-Szwed Jerzy Gara założył fundację Primum i dzięki wpływom z tzw. jednego procenta udało się rozbudować wybieg dla jeży. Dzielą się wiedzą o jeżach szczególnie z dziećmi, jeżdżą na spotkania w szkołach i przedszkolach, na które opiekun zabiera najodważniejsze jeże.

— Wiosną jeży było 90. Pracowałem po 12 godzin dziennie. Kłuję się nieraz przy tej pracy i krew leci. Ale potem patrzę, jak zdrowe jeże idą w świat. No i niech idą! — uśmiecha się Jerzy Gara. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EWA TYSZKO

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Jerzy dla jeży