Leo Beenhakker to marka sama w sobie. Sponsorzy wydają na niego grube miliony, bo wiedzą, że na nim nie stracą. Skąd ta pewność?
Holenderski trener piłkarskiej reprezentacji Polski jest niezwykle łakomym kąskiem dla firm. Przemawiają za nim lata trenerskich doświadczeń i to nie byle gdzie, bo w Realu Madryt i na stanowisku trenera Holandii. Poza tym przyczynił się do poprawy morale naszych piłkarzy, co z kolei wpłynęło na ich lepszą i skuteczniejszą grę. Skutek? Pierwszy w historii awans do mistrzostw Europy, które w czerwcu i lipcu 2008 r. będą rozgrywane w Austrii i Szwajcarii. No i — co wcale nie najmniej ważne — Beenhakker to ciekawa i niezwykle medialna osobowość. Cechuje go profesjonalizm w działaniu, co podkreślają piłkarze, dziennikarze i większość trenerów.
Holender ma umiejętność, której najprawdopodobniej nie posiadało wielu jego polskich poprzedników na stanowisku selekcjonera, polegającą na właściwym dotarciu do skomplikowanych, częstokroć zakompleksionych i bojaźliwych umysłów naszych futbolistów. Wreszcie zaczęli wierzyć w siebie, w swoje umiejętności i przede wszystkim w grę zespołową. Kto zyskał na inwestycji w Beenhakkera? Na pewno Kompania Piwowarska ze swoim flagowym produktem — marką Tyskie. Może czas także na innych?