Na trzy lata bank Millennium zaplanował znaczną rozbudowę sieci. Zanim do tego dojdzie, hojnie obdaruje dywidendą.
Giełdowy bank Millennium ma pieniądze na rozwój i nie zamierza w najbliższym czasie wyciągać ręki po kapitał.
— Współczynnik wypłacalności banku wynosi 19 proc. Mimo planów dynamicznego rozwoju jesteśmy przekonani, że w ciągu dwóch lat nie będzie mu potrzebne dokapitalizowanie — twierdzi Bogusław Kott, prezes banku.
Pełne poparcie
Z powodu wysokich kapitałów zarząd zaproponował akcjonariuszom podczas walnego wypłatę 85 proc. ubiegłorocznego zysku, czyli ponad 438 mln zł, w postaci dywidendy. Na akcję przypadnie po 0,54 zł.
— Pozostałą część chcemy przeznaczyć na kapitał zapasowy. Zgodnie z planem w przyszłości będziemy wypłacali akcjonariuszom 35-50 proc. zysku netto. W tym roku wypłata jest wyższa ze względu na zyski jednorazowe. Nie przewidujemy kolejnych takich wpływów — wyjaśnia Bogusław Kott.
Akcjonariusze z radością uchwalili wypłatę oraz bez problemów skwitowali radę i zarząd spółki z działalności za ubiegły rok.
Plan wydatków
— Na najbliższe trzy lata planujemy znaczne inwestycje m.in. w sieć placówek. Chcemy ich otworzyć 160, dzięki czemu sieć wzrośnie do 450. Będą to placówki wielofunkcyjne, obsługujące klientów detalicznych, VIP, małe i średnie firmy. Będą w nich także punkty sprzedaży kredytów hipotecznych i kart kredytowych — mówi Bogusław Kott.
Całość inwestycji pochłonie 190 mln zł i w związku z tym plan poprawy wskaźników zwrotu z kapitału i kosztów do dochodów przesunie się o dwa lata. Prezes uważa, że jest to niezbędne, jeśli bank chce zwiększyć udziały w rynku.
— Naszym sztandarowym produktem będą kredyty hipoteczne, które już stanowią 40 proc. portfela, i karty kredytowe. W tych segmentach chcemy mocniej powalczyć o rynek — mówi Bogusław Kott.
Bank myśli też o sekurytyzacji, np. portfela kredytów hipotecznych. Na razie taką działalność wpisał do statutu i prowadzi badania nad opłacalnością tego typu działań.