Takich wzrostów na warszawskiej giełdzie, jak w ostatnich 10 dniach, nie było od wielu miesięcy. Indeks blue chipów wzrósł w tym czasie ponad 13 proc. Gwałtownie wzrosły obroty, co też jest dobrą wróżbą. Inwestorzy i analitycy głowią się już nad jednym: czy to tylko odreagowanie wcześniejszych, rocznych spadków? A może na GPW powoli i po cichu wraca hossa?
Jeszcze w styczniu krajowi analitycy byli prawie jednomyślni. Mówili, że przecena akcji polskich firm jest przesadzona i giełdzie należy się odbicie. Kolejne miesiące spadków drastycznie zmniejszyło jednak grono optymistów.
- Nie widać żadnych argumentów, aby teraz akcje drożały . Za oceanem utrzymuje się niepewność. Poza tym rośnie inflacja, a polska gospodarka zwalnia - ostrzegało wielu specjalistów jeszcze miesiąc temu.
Za Zachodzie przyjęło się w świecie finansjery, że 20 proc. spadek indeksów od szczytu hossy oznacza oficjalne rozpoczęcie bessy. To groziło jeszcze dwa tygodnie temu inwestorom za oceanem. Ostatecznie zdołali wymknąć się z objęć bessy, w czym duża zasługa taniejącej ropy naftowej. Podobna niepisana reguła działa w drugą stronę. 20 proc. wzrost po długoterminowych spadkach sugeruje zakończenie sezonu bessy i rozpoczęcie wypasu byków. Ku uciesze właścicieli akcji polskich firm i klientów akcyjnych funduszy inwestycyjnych warszawski parkiet jest coraz bliższy wyrwania się z objęć niedźwiedzi. Wychodzi na to, że indeksowi największych firm WIG20 do rozpoczęcia nowej hossy, lub powrotu do tej sprzed roku, brakuje około 7 proc. To niecałe 200 pkt.
Warto zwrócić uwagę m.in. na Turcję. Podobnie jak Polska zaliczana jest ona
przez globalnych inwestorów finansowych do koszyka rynków rozwijających się.
Używając terminologii zachodniej turecki parkiet bessę ma już za sobą. Główne,
tamtejsze indeksy od lipca wzrosły 24 proc. Wcześniej, od października 2007
roku, bessa zrabowała inwestorom tureckim prawie 43 proc.