Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) namierzyła instytucję, która doprowadziła w ostatniej fazie sesji w środę do "cudownego" odrobienia przez WIG20 niemal połowy strat notowanych jeszcze kilka minut wcześniej. Przy- pomnijmy. Na zamknięciu WIG20 stracił 4,9 proc., choć kilkanaście minut wcześniej spadek sięgał 9,1 proc.
— Za zlecenie odpowiedzialny jest jeden zagraniczny podmiot i jedno polskie biuro maklerskie — informuje Robert Wąchała, dyrektor departamentu nadzoru KNF.
Jak udało nam się ustalić, w środę wśród brokerów najwyższe obroty wypracował Dom Maklerski Banku Handlowego i ING Securities. Nie musi to jednak świadczyć, że właśnie ci brokerzy pośredniczyli w realizacji kontrowersyjnych zleceń (zazwyczaj należą oni do najbardziej aktywnych na parkiecie). W DM BH usłyszeliśmy, że biuro nie miało nic wspólnego z gwałtownymi zmianami WIG20. Komentarza nie udało się nam uzyskać z ING.
O błędzie nie ma mowy
Kluczem do wyjaśnienia giełdowej
zagadki będą ustalenia dotyczące motywów, jakie miał składający zlecenie warte
około 100 mln zł. KNF zwróci się wkrótce o pomoc prawną do nadzorcy rynku w
kraju, w którym zarejestrowana jest "podejrzana" zagraniczna instytucja.
Wiadomo, że chodzi o kraj z Europy.
Maklerzy zwracają jednocześnie uwagę, że duże zlecenia zakupu "po każdej cenie" czekały na realizację w systemie transakcyjnym przez kilka minut. Nie ma więc mowy o błędzie.
— Nikt nie reagował, bo najwyraźniej wszyscy spodziewali się wycofania zlecenia albo tego, że za chwilę pojawią się umówione zlecenia sprzedaży i popyt zostanie zaspokojony. Tak się jednak nie stało — relacjonuje Marek Dymkowski, makler CDM Pekao.
Zmiany będą albo nie
Ludwik Sobolewski, prezes
warszawskiej giełdy, w spokojnym tonie mówił wczoraj, że "mieliśmy do czynienia
ze specyficzną sytuacją, ale nie nadzwyczajną". Przyczyny tego, co się
wydarzyło, były bowiem zwyczajne: złożenie dużego zlecenia kupna walorów z
WIG20. Giełda chce jednak wyjaśnić, jakie były powody tak gwałtownych zmian.
Prezes GPW nie wykluczył również skrócenia fixingu (taki pomysł rozważany jest od dawna, zazwyczaj po tym, jak w tej fazie sesji dzieją się cuda). Zmiany w procedurze zamknięcia sesji uznał za "bardzo mało prawdopodobne".
— Być może należałoby ograniczyć zakres wahań cen na finiszu sesji — sugeruje Tomasz Nowak, makler Millennium DM.
Straty nie były duże?
Na szczęście gwałtowne zmiany na
rynku terminowym nie okazały się ostatecznie zbyt kosztowne dla zajmujących tzw.
krótkie pozycje (a więc tych, którzy obstawiają spadki). Najpopularniejsza seria
kontraktów terminowych na WIG20 rozpoczęła środową sesję od spadku o 10 pkt. do
1662 pkt, a indeks wystartował z poziomu 1668 pkt. (-5,1 proc.). Przecenę dość
szybko powstrzymano i rozpoczęło się mozolne wspinanie wskaźnika blue chipów do
poziomu 1700 pkt. Tzw. baza przez dłuższy czas była ujemna, tzn. cena kontraktu
utrzymywała się niżej niż poziom głównego indeksu. Sugerowało to duży pesymizm
na rynku.
— Rynek jest nie tylko coraz mniej przewidywalny, ale również coraz bardziej niezrozumiały — oceniają pytani maklerzy.
Najgłębsze spadki notowały wczoraj Agora, CEZ, Asseco Poland, TVN i PKN Orlen. Wszystkie te spółki dzień wcześniej kończyły sesję imponującymi wzrostami.
A jak sprawę oceniają nasi czytelnicy i co myślą o osobach kontrolujących GPW i krajowy rynek kapitałowy dowiesz się z piątkowego Pulsu Biznesu.