Już czas na remanent

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-06-11 00:00

Na początku 2003 r. szukająca oszczędności Kancelaria Sejmu zmniejszyła nakłady druków sejmowych. Przestano wrzucać je do skrytek wszystkim 460 posłom, a zaczęto wykładać w formule szwedzkiego stołu. I okazało się, że nawet nakład 300 egz. bywa za duży. Na przykład tomisko z dorobkiem komisji śledzącej Rywingate powielono w nakładzie 200 egz. — i wszyscy chętni zostali zaspokojeni.

Tylko część posłów przeniosła się z wersji papierowych na elektroniczne. Większość W OGÓLE nie zajmuje się ustawami spoza sfery ich bezpośrednich zainteresowań. Jak w takim razie głosują, często nad dziesiątkami szczegółowych poprawek? A według instrukcji przygotowywanych przez sekretariaty klubów. System ten powoduje, że o przepisach stanowionych formalnie przez całą izbę, faktycznie decydują bardzo wąskie grona — posłowie wyznaczeni przez partie do pilotowania danej ustawy. W nieco mniejszej skali to samo zjawisko występuje w Senacie.

Zdecydowanie ułatwia to wszelkie lobbowanie, mataczenie i manipulowanie prawem. Czasem wystarczy przekonać JEDNEGO skutecznego posła (jak uczy np. historia automatów do gier), który umie uzyskać dla swoich pomysłów akceptację kolejnych instancji — podkomisji, komisji, Sejmu, Senatu, prezydenta... W tej sytuacji trudno się nawet dziwić, że stanowienie prawa staje się przedmiotem bezprawia. Przypomnijmy choćby wojnę o nową ustawę VAT-owską, która miała powtórzone drugie czytanie w komisji, a mimo to niemal natychmiast doczekała się projektu nowelizacji (patrz tekst na str. 3). W podobnie zaognionej atmosferze przebiega praca nad bardzo spóźnionym prawem telekomunikacyjnym.

Niemal nieuchronne skrócenie kadencji wręcz wymusza na Prezydium Sejmu dokonanie pilnego legislacyjnego remanentu i ustalenia listy tematów, których dokończenie jest po prostu konieczne ze względu na interes państwa. Szczególnie upominamy się o ustawę o swobodzie gospodarczej — wszyscy podniecili się jej przyjęciem przez Sejm i skierowaniem do Senatu, a kompletnie zapomnieli o będącej jeszcze na etapie podkomisji ustawie towarzyszącej, czyli o przepisach wprowadzających! Tymczasem ta pierwsza ustawa bez drugiej nie ma żadnej wartości.

Skrócenie kadencji Sejmu przerywa proces legislacyjny. Jedynym wyjątkiem są obywatelskie projekty ustawodawcze. Pod rządami nowej Konstytucji RP posłowie i senatorowie nie są jednak natychmiastowo, dyscyplinarnie usuwani z gmachu przy Wiejskiej — jak to zdarzyło się w roku 1993 — i teoretycznie mogą pracować aż do dnia poprzedzającego dzień pierwszego posiedzenia Sejmu nowo wybranego. Wiele dobrego już nie zdziałają, ale te naprawdę potrzebne ustawy powinni bezwzględnie dokończyć.

Możesz zainteresować się również: