Już nie trują, ale chronią

Marta Markiewicz
opublikowano: 2006-04-10 00:00

Pod koniec lat 80. stan środowiska był zły i to m.in. za sprawą branży chemicznej, okrzykniętej głównym trucicielem.

Później zakłady albo upadały, albo się restrukturyzowały i dopasowywały do wymogów ochrony środowiska. Dziś już nie jest źle.

— Od początku lat 90. w branży zaszły duże zmiany zarówno na płaszczyźnie restrukturyzacji i modernizacji zakładów, jak i w podejściu do ochrony środowiska. Przykładem jest udział polskich firm z tej branży w programie „Odpowiedzialność i troska” (OiT) — chwali się Agata Drewniak odpowiedzialna za program OiT w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego.

W całym kraju i w regionie

Program „Odpowiedzialność i troska” jest międzynarodową inicjatywą firm przemysłu chemicznego. Powstał on w 1985 r. w Kanadzie, a realizowany jest przez narodowe stowarzyszenia chemiczne w 52 krajach i zrzesza blisko 87 proc. światowych producentów.

— Skuteczność programu można szacować m.in. na podstawie wskaźników poziomu oddziaływania branży na zdrowie i środowisko życia. Jednak o wyjątkowości programu decyduje przede wszystkim nastawienie na dialog ze społecznościami lokalnymi oraz klientami i dostawcami firm z branży chemicznej — wyjaśnia Agata Drewniak.

Na poszczególne lata realizacji projektu wyznacza się priorytety. W Polsce branża chemiczna ma już za sobą m.in. zrealizowane z sukcesem obniżenie zużycia energii, emisji dwutlenku węgla i siarki.

Chemicy nie poprzestają jednak na przystępowaniu do programów skupiających niemalże całą branżę. Na własną rękę starają się działać lokalnie, zgodnie z potrzebami najbliższego otoczenia.

— W trosce o stan wód Odry rozpoczęliśmy prace mające na celu skierowanie wód zanieczyszczonego potoku Lutynia do Centralnej Oczyszczalni Ścieków. Wartość tej inwestycji to 1,2 mln zł — wyjaśnia Bartosz Tęcza, dyrektor ds. ochrony środowiska w PCC Rokita.

Obawy przed REACH

System REACH (od angielskich słów „rejestracja, ocena i zezwolenia w zakresie chemikaliów”) to projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego oraz dyrektywy regulującej prawo chemiczne w Unii Europejskiej i krajach kandydujących. W uproszczeniu, nakłada on na producentów i importerów chemikaliów obowiązek uzyskiwania zezwoleń na wykorzystywanie wybranych związków chemicznych do produkcji oraz na obrót nimi. Ponadto producenci i handlowcy muszą prowadzić ewidencję obrotu tymi substancjami. Rozporządzenie powinno wejść w życie w pierwszej połowie 2007 r.

— Niejasności wokół projektu sprawiają, że branża chemiczna obawia się jego wprowadzenia nie tylko ze względu na ogromne koszty bezpośrednie, szacowane w Polsce na 344 do 416 mln EUR, ale i te pośrednie, które mogą być nawet 2 razy większe — konkluduje Bartosz Tęcza.

Branża chemiczna boi się zatem spadku konkurencyjności europejskiego przemysłu w porównaniu z państwami Azji czy obu Ameryk. Swoistym paradoksem jest to, iż wdrożenie systemu REACH, którego celem jest uporządkowanie prawa chemicznego, zapewnienie wysokiego poziomu ochrony zdrowia i środowiska oraz wsparcie konkurencyjności i innowacyjności przemysłu chemicznego może zakończyć się w Europie Środkowej i Wschodniej zahamowaniem jego rozwoju.

— Branża oczekuje zdecydowanego wsparcia ze strony przedstawicieli Polski w Parlamencie Europejskim oraz uzyskania środków z UE na wdrożenie systemu REACH tak, aby uratować polski przemysł chemiczny przed utratą konkurencyjności — mówi Bartosz Tęcza.