Kafka w aparacie skarbowym

Kazimierz Krupa
23-07-2003, 00:00

Jeszcze nie tak dawno funkcjonowało w naszym kraju około 10 tysięcy jednoosobowych spółek z o.o. Produkowały, eksportowały, zatrudniały dziesiątki tysięcy pracowników, płaciły podatki. Dzisiaj już 3 tysiące z nich jest przeszłością, a ich właściciele mają poważne kłopoty z ZUS, a przede wszystkim z urzędami kontroli skarbowej. Los pozostałych siedmiu tysięcy spółek jest przesądzony, a kiedy dokonają żywota, a ich właściciele wpadną w tarapaty, zależy tylko i wyłącznie od nastroju pracowników urzędów kontroli skarbowej.

A wszystko za sprawą dwóch przepisów zawartych w kodeksie handlowym i ich dowolnej i niejednoznacznej interpretacji. Kodeks handlowy został zastąpiony przez kodeks spółek handlowych, ale na kłopoty tych, którzy pod rygorami k.h. prowadzili działalność, nie ma to żadnego wpływu. Otóż zachodzi sprzeczność, przynajmniej w interpretacji urzędników kontroli skarbowej, pomiędzy art. 158 kodeksu handlowego i art. 235 (patrz obok).

No i co? Niby jedyny wspólnik ma „wszystkie uprawnienia przysługujące zgromadzeniu wspólników”, ale niech spróbuje określić swój zakres obowiązków jako prezesa firmy, albo — nie daj Boże — wysokość swojego wynagrodzenia. Wtedy do gry wchodzą przedstawiciele fiskusa.

Najpierw, skwapliwie, pobierają podatki (zaliczki na poczet PIT) od wypłaconych przez spółkę jej prezesowi i właścicielowi wynagrodzeń, a później... Później uznają, że wynagrodzenia zostały wypłacone nieprawidłowo, bo wspólnik nie miał prawa ich określić, nie są więc „kosztami uzyskania przychodów” i podstawa do opodatkowania jest zasadniczo wyższa od wcześniej, de facto, zatwierdzonej i usankcjonowanej. A to natychmiast rodzi zaległość podatkową. Jeszcze tylko izba skarbowa musi zatwierdzić powstanie zaległości (a dlaczego ma tego nie zrobić) i można iść do kasy. Tak, do kasy, bo na fundusz motywacyjny dla pracowników UKS odprowadzane jest do 30 proc. zatwierdzonych zaległości podatkowych, co znakomicie zwiększa aktywność urzędników w ich „wykrywaniu”. Przepis, sam w sobie motywujący, wykorzystywany jest co najmniej opacznie. Pieniędzy na zaległości podatkowe w spółce nie ma i kłopoty gotowe. Kłopoty kończące się najczęściej upadłością. Prywatnie każdy prawnik, a nawet urzędnik skarbowy przyznają, że sytuacja bardziej przypomina „Proces” Kafki niż proces legislacyjny, prawny czy gospodarczy. Ale to prywatnie, bo z urzędem skarbowym każdy z nich też się spotyka, ale już nie prywatnie.

Błędne koło może przerwać Sąd Najwyższy wydając w tej sprawie orzeczenie w siedmioosobowym składzie, ale czy będzie miał odwagę. W końcu sędziowie, nawet tego sądu, też składają zeznania i płacą podatki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kafka w aparacie skarbowym