Kałach i jego ferajna

ACEK ZALEWSKI
opublikowano: 2014-03-28 00:00

Jedną z kultowych scen filmu „Psy 2: Ostatnia krew” jest próbne przestrzeliwanie karabinków maszynowych przez handlarza bronią. Sprawdzanym towarem są wciąż pożądane na całym świecie kałasznikowy.

Jedną z kultowych scen filmu „Psy 2: Ostatnia krew” jest próbne przestrzeliwanie karabinków maszynowych przez handlarza bronią Radosława Wolfa (Artur Żmijewski) i skaptowanego przez niego Franza Maurera (Bogusław Linda). Dzieje się to w roku 1994, a sprawdzanym w Radomiu towarem są stare, ale jare, wciąż pożądane na całym świecie kałasznikowy.

Marka globalna: Karabinek maszynowy Michaiła Kałasznikowa z 1947 r. w wersji z drewnianą kolbą stałą zwie się  AK, z metalową składaną - AKS. Magazynek mieści 30 pocisków (FOT. iStock)
Marka globalna: Karabinek maszynowy Michaiła Kałasznikowa z 1947 r. w wersji z drewnianą kolbą stałą zwie się AK, z metalową składaną - AKS. Magazynek mieści 30 pocisków (FOT. iStock)
None
None

W naszym cyklu „Było, nie minęło” przedstawialiśmy już firmy z różnych branż, sięgające korzeniami do odzyskania przez Polskę w 1918 r. niepodległości. Dla młodego państwa wyjątkowe znaczenie miało zbudowanie od podstaw przemysłu zbrojeniowego, współcześnie zwanego — z polityczną poprawnością — obronnym. Na scalonych ziemiach trzech zaborów zbrojeniówka realnie nie istniała, ponieważ Rosja, Niemcy i Austro-Węgry na wszelki wypadek zaopatrywały swoje formacje mundurowe w broń przywożoną z metropolii.

Trójkąt bezpieczeństwa

Zanim II Rzeczpospolita zdecydowała się na bardzo kosztowną inwestycję, sprawą strategiczną stało się znalezienie miejsca. Chodziło o punkt jak najbardziej oddalony od nieregularnej linii granicznej Polski, żeby w razie konfliktu wpadł w ręce najeźdźcy jak najpóźniej.

Dlatego wykluczono np. Śląsk, a także stolicę. Stratedzy wytyczyli tzw. trójkąt bezpieczeństwa w dorzeczu środkowej Wisły. W latach trzydziestych XX wieku zgodnie z tą doktryną ulokowano tam Centralny Okręg Przemysłowy. Ale znacznie wcześniej, już w 1922 r., Centralny Zarząd Wytwórni Wojskowych kluczową inwestycję pod nazwą Państwowa Wytwórnia Broni umieścił w Radomiu. Budowa postępowała bardzo szybko, ale po wycofaniu się marszałka Józefa Piłsudskiego na boczny tor w 1923 r. tempo od razu zwolniło. Zakłady ukończono w 1927 r., otrzymały krótszą nazwę Fabryka Broni i przeszły pod zarząd Państwowych Wytwórni Uzbrojenia. Podstawowym asortymentem Radomia stała się strzelecka broń powtarzalna, mausery i długie karabiny, stanowiące wyposażenie polskiej piechoty we wrześniu 1939 r. W sumie do wybuchy wojny wyprodukowano ich lub poddano renowacji ponad 600 tysięcy. Wyrobem najsłynniejszym stał się jednak 9-milimetrowy powtarzalny pistolet VIS, podobny do amerykańskiego colta. Pochodząca od nazwisk konstruktorów Piotra Wilniewczyca i Jana Skrzypińskiego nazwa brzmiała najpierw WIS, a później zmieniona została na wersję łacińską VIS — co znaczy siła.

Dwaj inżynierowie wygrali konkurs Ministerstwa Spraw Wojskowych na pistolet oficerski. Opatentowany w 1931 r. VIS wszedł do produkcji w 1936 r. i szybko stał się podstawową bronią oficerską. Wyprodukowano ich w Radomiu niecałe 50 tys., z czego część trafiła potem do podziemia. Z niemałym trudem produkcję kontynuowali rusznikarze konspiracyjni. Tuż przed wojną twórcy VIS-a skonstruowali jeszcze zupełną na tamte czasy nowość — pierwszy polski 9-milimetrowy pistolet maszynowy Mors. Powstała jednak tylko seria informacyjna licząca kilkadziesiąt sztuk. Zapoczątkowaną również w II RP tradycją Fabryki Broni stało się skierowanie wolnych mocy do produkcji cywilnej. Konkretnie rowerów Łucznik, powstających na francuskiej licencji. Wyjechało ich z fabryki znacznie mniej niż karabinów, bo niecałe 90 tys., ale cieszyły się renomą i były nawet eksportowane.

Podczas kampanii wrześniowej w 1939 r. trójkąt bezpieczeństwa utrzymał się tylko tydzień, jako że Radom zajęli Niemcy już 8 września. Fabryka Broni szybko została wprzęgnięta do hitlerowskiej machiny, a Radom zyskał takie znaczenie, że w Generalnym Gubernatorstwie został siedzibą dystryktu. VIS-y przechrzczono na Pistole.35, a Waffenfabrik pracowała na trzy zmiany jako część Steyer-Daimler-Puch z Austrii. Z oczywistych powodów nadzór nad polską załogą był rygorystyczny, ale mimo to znaleźli się odważni ludzie dostarczający części broni żołnierzom konspiracji. Skończyło się to tragicznie w 1942 r. — na oczach całej załogi hitlerowcy powiesili przed fabryką 15 zaangażowanych w tę działalność pracowników.

Radziecka myśl strzelająca

Po wojnie firma bardzo szybko odzyskała strategiczną pozycję jako tajemniczy zakład nr 1 Zjednoczonych Zakładów Wyrobów Metalowych. W 1951 r. otrzymała kolejną nazwę, równie skrytą, co ideowo słuszną — Zakłady Metalowe im. gen. Waltera. W nowej rzeczywistości politycznej podobnie jak przed wojną koncentrowała produkcję na broni strzeleckiej. Szczytem wydajności był okres nakierowanego na zbrojenia planu sześcioletniego, a zwłaszcza wojny koreańskiej 1950-53. Cały czas jednak utrzymywano towarzyszącą produkcję cywilną. Nazwa Łucznik przeszła z rowerów na maszyny do szycia, przy czym bardziej poszukiwane były licencyjne Singery. Również na licencji wytwarzano zupełnie inne maszyny — do pisania, a oprócz tego najróżniejsze narzędzia i galanterię metalową. Główny nurt strzelecki opanowała technologia radziecka oparta na kalibrze 7,62 mm. Ze względów doktrynalnych inna w ogóle nie wchodziła w grę. Uruchomiono licencyjną produkcję pistoletu TT, czyli słynnej tetetki, która na wiele lat stała się podstawą uzbrojenia kadr Ludowego Wojska Polskiego i Milicji Obywatelskiej. Uruchomiono także produkcję ręcznego karabinu maszynowego zasilanego amunicją z taśmy.

Sztandarowym produktem Radomia na pół wieku stał się jednak karabinek maszynowy wymyślony wkrótce po wojnie przez radzieckiego mechanika Michaiła Kałasznikowa. On sam twierdził, że prototyp faktycznie zbudował, ale rysunek wykonała… żona. Notabene zmarł w stopniu generalskim bardzo niedawno, w grudniu 2013 r. w wieku 94 lat. Jego konstrukcja stała się najpopularniejszą bronią świata, używaną nie tylko przez armie Układu Warszawskiego, lecz także przez wszelkich partyzantów, rebeliantów, terrorystów etc. Największą zaletą „kałacha” stało się połączenie niezawodności z dużą siłą przebicia. Na licencji albo i bez był produkowany w wielu państwach, dlatego jest wiele jego mutacji. Produkcja z Radomia jakościowo lokowała się na górnej półce, dlatego wykorzystany we wspomnianym na początku filmie wątek wielomilionowej, choć nielegalnej transakcji był dość realistyczny.

Upadłość, ale nie upadek

Polska Rzeczpospolita Ludowa w późniejszych fazach nawet w okowach Moskwy podejmowała ambitne próby stworzenia własnej broni strzeleckiej, która systematycznie wchodziła na taśmę produkcyjną w Radomiu. Profesor Piotr Wilniewczyc po latach powrócił do idei Morsa i skonstruował pistolet maszynowy PM-63 RAK o przedwojennym kalibrze 9 mm. Noszony był w długiej kaburze przy udzie niczym colt z westernu głównie przez załogi czołgów lub przez komandosów. Niestety, właśnie z owej poręcznej broni w stanie wojennym w 1981 r. pluton specjalny milicji oddał strzały do górników w kopalni Wujek. Inną wdrożoną polską konstrukcją był pistolet oficerski P-64 Czak. W późniejszych latach oba typy były systematycznie udoskonalane i rozwijane. Zmiana ustroju w Polsce przeszła najmniej boleśnie w samej warstwie konstrukcji broni. Jeszcze w epoce schyłkowej PRL prototypy karabinków przechodziły na małe kalibry 5,6 mm, 5,45 mm czy 5,56 mm, które okazały się jak znalazł w epoce NATO. Produktem przemian z ostatniej dekady XX wieku jest produkowany dotąd w Radomiu i powszechnie znany polskim żołnierzom karabinek szturmowy Beryl na amunicję kalibru 5,56 mm. Gorzej transformację ustrojową przeszła sama firma. W 1990 r. kolejny raz zmieniono jej nazwę na Zakłady Metalowe Łucznik. Gospodarki rynkowej jako pierwszy nie wytrzymał cywilny sektor maszyn do szycia i do pisania. Do tego doszło systematyczne zmniejszanie budżetowych zamówień wojska, policji i podobnych służb na produkcję specjalną. Efektem było redukowanie załogi i zadłużanie się przedsiębiorstwa. Rozkręciła się spirala niemocy kolejnych zarządów i braku interwencji właściciela, czyli państwa. Wreszcie w 2000 r. sąd ogłosił nieuchronną upadłość Zakładów Mechanicznych Łucznik, które przez trzy czwarte wieku zaopatrywały polskie służby i formacje w karabiny i pistolety.

Na ich gruzach powstała nowa spółka: Fabryka Broni Łucznik Radom zawiązana z udziałem Agencji Rozwoju Przemysłu. W wyniku działań politycznych została dokapitalizowana, a później udziały agencji przejął Bumar. Nowy podmiot stopniowo stał się właścicielem obiektów i gruntów po upadłych Zakładach Mechanicznych Łucznik. Produkcja nie ogranicza się tylko do karabinków Beryl, pistoletów maszynowych Glauberyt i pistoletów Walther dla służb mundurowych. Mogą się w Radomiu doskonale zaopatrzyć amatorzy cywilnego strzelectwa sportowego. Fabryka corocznie prezentuje się na Międzynarodowym Salonie Obronnym w Kielcach, wzbudzając zainteresowanie nie tylko polskiej armii.

Amerykańskie wyzwanie

Niedawno, 5 marca, Agencja Rozwoju Przemysłu przekazała Fabryce Broni Łucznik Radom kosztującą 103 mln zł nową siedzibę. Została sfinansowana przez agencję (72 mln zł), Polski Holding Obronny (20,3 mln zł) i samą fabrykę (10,7 mln zł). Do czerwca nowe budynki mają zostać wyposażone w linie produkcyjne i najnowszej klasy urządzenia. Uroczystość przekazania obiektu zgromadziła tłum gości z premierem Donaldem Tuskiem. Fabryka będzie produkowała m.in. supernowoczesny karabin szturmowy 5,56 mm, wchodzący w skład tzw. modułowego systemu broni strzeleckiej (MSBS). A w najnowszych planach ma także ekspansję do… Ameryki, która jest największym na świecie i zarazem najbardziej konkurencyjnym rynkiem broni.

Produkcja sprzętu strzelającego na pewno nie uszlachetnia i nie ubogaca ludzkości tak jak, powiedzmy, medycznego czy komputerowego. Ale na tym dziwnym świecie już tak jest, że żaden liczący się kraj nie chce i po prostu nie może się jej pozbyć.