Kamień na kamieniu

Karolina Guzińska
opublikowano: 29-10-2010, 00:00

Gdyby ruiny rzymskich świątyń z Baalbek leżały we Włoszech, a nie w Libanie, świat zachłystywałby się ich urodą. A tak… to zapomniana perła kultury.

Kompleks świątynny ku czci Jowisza Heliopolitańskiego to cud antycznego świata. Dla wielu najważniejsze rzymskie ruiny na Bliskim Wschodzie. Cóż, Liban to jeden z najcenniejszych obszarów archeologicznych. Na Światowej Liście Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO figurują: Tyr, Byblos, Anjar, Święta Dolina i Las Bożych Cedrów. No i Baalbek, które ze wszystkich libańskich starożytności porusza chyba najbardziej.

Ruiny rzymskiej świątyni z Baalbeku
Ruiny rzymskiej świątyni z Baalbeku
None
None

 

 

Ku czci Baala

Niewielkie miasto (12 tys. mieszkańców) leży 86 km na północny wschód od Bejrutu, w urodzajnej dolinie Bekaa wtulonej między pasma gór Liban i Antyliban. Istnieje co najmniej od czwartego tysiąclecia przed Chrystusem. Nazwano je Baalbek od imienia fenickiego boga Baala, lecz szczyt rozkwitu osiągnęło jako Heliopolis: Miasto Słońca. Do tej rangi podniósł je, po podboju, Aleksander Macedoński. Heliopolis uważano za jeden z najpiękniejszych greckich ośrodków. Ale Grecy, tak jak przedtem Fenicjanie, nie zagrzali długo miejsca — miasto przechodziło z rąk do rąk, bo przecinały się w nim szlaki handlowe łączące wybrzeże Morza Śródziemnego z Homs i Damaszkiem. Potem przejęli je Rzymianie — Oktawian August założył w Heliopolis kolonię weteranów Julia Augusta Felix — następni byli Arabowie, Mongołowie...

Fenicjanie czcili w Baalbek nie tylko Baala — boga deszczu, burzy i urodzaju — ale także Asztarte — boginię miłości, płodności i wojny. Wyparły ich greckie bóstwa Helios i Afrodyta, ale i one musiały ustąpić bogom rzymskim, którym wzniesiono w tym mieście 13 świątyń. Do naszych czasów przetrwały trzy: Jowisza Heliopolitańskiego, Bachusa i Wenus. To pozostałości ich sanktuariów jedziemy zwiedzać, chociaż… Ponoć te wszystkie zmiany bóstw były pozorne. Jowisz był rzymskim odpowiednikiem Baala, a Wenus Asztarte.

Wjeżdżamy do miasta rue Abdel Halim Hajjar, jedną z dwóch głównych ulic. Po lewej stronie mijamy stanowisko archeologiczne na wzgórzu. Kompleks świątynny znajduje się blisko centrum, ale z parkingu trzeba tam dojść — a wyjście z klimatyzowanego autobusu i zanurzenie się w lepkim upale to wyzwanie. Majestatyczne ruiny, widziane przez szyby auta, wabią jednak jak magnes… Oglądamy je skąpane w słońcu, lecz równie piękne są nocą, wspaniale oświetlone.

Idziemy. Mijamy banki, bary, kawiarnie, ulicznych handlarzy i stragany z pamiątkami. Kolorowe chusty arafatki, chroniące przed palącym słońcem, cieszą się największym wzięciem wśród nielicznych rano turystów. Tym bardziej że sprzedawcy wiążą je na głowach klientów w malownicze zawoje.

 

 

Moc i potęga

Świątynny kompleks w Baalbek powstawał kilkaset lat: od 15 r. p.n.e. do III w. n.e. Zwiedzanie rozpoczynamy od świątyni Jowisza. Największej, ale nie najlepiej zachowanej. Wznoszono ją 50 lat — rozpoczęto przed nastaniem ery nowożytnej, za panowania cesarza Augusta, a ukończono już pod rządami Nerona (około 60 r. n.e.).

Przetrwała tylko podstawa i sześć samotnych, majestatycznych kolumn. Ale nawet pozostałości dają wyobrażenie o ogromie założenia — sanktuarium miało 88 metrów długości i 48 metrów szerokości. Składało się z monumentalnej bramy, czyli propylejów, sześciokątnego dziedzińca i wielkiego ołtarza ofiarnego oraz właściwej świątyni, wzniesionej na 12-metrowym podwyższeniu z kamiennych bloków o masie 400 i 800 ton. Budowla wspierała się na 54 kolumnach korynckich z asuańskiego granitu, połączonych fryzem z byczych i lwich głów. Kolumny imponowały skalą: 22 metry wysokości i 2 metry średnicy.

Po ukończeniu świątyni Jowisza prace budowlane w Heliopolis nabrały tempa. W pierwszej połowie II stulecia cesarze Trajan, Swetoniusz i Karakalla ufundowali kolejne sanktuaria i dziedzińce.

Tuż obok świątyni Jowisza powstał najpiękniejszy obiekt kompleksu — sanktuarium ku czci Bachusa, nazywane małą świątynią. Wznosi się na podium okolonym kolumnadą z lwim fryzem. Do głównego wejścia prowadzą schody zwieńczone propylejami rzeźbionymi w roślinne wzory. Za nimi znajduje się przedsionek zdobiony rowkowatymi, korynckimi półkolumnami i podwójnymi rzędami nisz. Kolejne schody wiodą do niedostępnego dla wiernych sanktuarium, gdzie stała figura bóstwa. Wejście zdobią reliefy z wizerunkami Bachusa popijającego wino w towarzystwie wiotkich, skąpo odzianych dziewcząt i chłopców.

Świątynie Jowisza i Bachusa przetrwały, bo Arabowie wykorzystali je do własnych celów: włączyli w skład fortyfikacji zwanych Qalaa. Ze świątyni Merkurego pozostały już tylko schody… Za to wciąż można oglądać wspaniały przykład rzymskiej architektury z III wieku — przybytek ku czci Wenus. Świątyńkę o rzadko spotykanym okrągłym kształcie z licznymi żłobkowanymi kolumnami.

 

 

Głaz płodności

Pierwsi archeolodzy pojawili się w Baalbek już w XIX wieku, by odtwarzać jego piękno i przepych. Ale wzgórze świątynne to niejedyny skarb miasta. Warto zobaczyć meczet Omajjadów z VIII wieku, który powstał w miejscu rzymskiego forum i późniejszego kościoła św. Jana. Fragmenty tej bizantyjskiej świątyni wyraźnie widać, a do budowy meczetu powtórnie wykorzystano jej granitowe i wapienne kolumny.

Zachowały się także resztki rzymskiej dzielnicy miejskiej (m.in. teatr), pozostałości wspomnianych arabskich murów miejskich (XII w.), łaźni i karawanseraju.

No i ciekawostka — dawny kamieniołom przy południowym wjeździe do miasta, gdzie obrabiano bloki do budowy świątyń. Leży tam kamienny monolit z I wieku uważany za największy obrobiony blok kamienny na świecie. Ten Kamień Południa — zwany też Kamieniem Brzemiennej Kobiety — ma 22 metry długości i prawie 5 metrów wysokości. Przypuszczalnie waży około 1170 ton — ciężar niewyobrażalny. Zanim na tych ziemiach nastał islam, małżeństwa, które miały problemy ze spłodzeniem potomka, wspinały się na Kamień Południa, by się na nim kochać. Ludzie wierzyli, że monolit ma cudowną moc obdarzania płodnością. Ciekawe, czy jej nie stracił… Może bezdzietne pary, zamiast od razu chwytać się kosztownych metod zaradczych, powinny najpierw pojechać do Baalbek?

Garść informacji

Jak się dostać:

Od czerwca LOT prowadzi bezpośrednie loty do Bejrutu

trzy razu w tygodniu. Rejs trwa około 3,5 godz., bilet w obie strony kosztuje od 1380 zł. Pierwsze rejsowe połączenie Warszawa — Bejrut przewoźnik otworzył

już w 1939 r.

 

Waluta:

Funt libański (LL),

1 USD = 1500 LL.

 

Festiwal:

Baalbeck International Festival to jeden z największych festiwali na Bliskim Wschodzie (muzyka klasyczna, jazz, world music, rock, pop, balet i teatr). Trwa od początku lipca do połowy sierpnia. Artyści występują na scenach zaaranżowanych wśród ruin. Znane nazwiska ściągają co roku około 40 tys. widzów. Występowali tu m.in. Charles Aznavour, Herbert von Karajan, a ostatnio Orkiestra Sinfonietta Cracovia pod batutą Krzysztofa Pendereckiego. Bilety 20-150 USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane