Karawana pojedzie dalej

Marcin Bołtryk
opublikowano: 20-10-2008, 00:00

W styczniu 2008 roku za 100 euro można było w Polsce kupić 121 litrów oleju napędowego. Dziś już tylko 87. Żadna firma transportowa nie przewidziała tak dużych zmian. Czas bankructw?

ciągu ostatnich dwudziestu lat polski rynek transportu drogowego przeszedł gruntowną metamorfozę. Na początku lat dziewięćdziesiątych, wraz z pojawieniem się wolnego rynku, powstało mnóstwo firm oferujących usługi transportowe choć, co trzeba przyznać, często ich jakość nie stała na wysokim poziomie. Wykonywano je starym, zużytym taborem, bez zaplecza logistycznego — rynek dopiero się organizował.

Drugim etapem rozwoju rynku usług transportowych było pojawienie się dużych firm międzynarodowych, oferujących oprócz usług transportowych również usługi logistyczne i magazynowe.

— Ostatnie cztery lata to z kolei ogromny wzrost flot — zwłaszcza w transporcie międzynarodowym, związany ze wzrostem gospodarczym naszego kraju po wstąpieniu do Unii Europejskiej — mówi Marek Kortyla, dyrektor Raben Transport.

W ostatnich kilku latach systematycznie rosły inwestycje polskich przedsiębiorstw. Również konsumpcja utrzymywała się na nienotowanym od wielu lat poziomie.

— Wydawać by się mogło, że są to pozytywne przesłanki dla naszej branży, ponieważ w ślad za inwestycjami i konsumpcją rośnie zapotrzebowanie na transport towarów. Sytuacja nie jest jednak najlepsza. Notujemy zdecydowaną nadpodaż usług, co w efekcie może prowadzić wiele firm do bankructwa — uważa Marek Kortyla.

Sami sobie

Cała branża transportu drogowego boryka się z dużymi problemami organizacyjnymi i finansowymi. Ma na to wpływ wiele czynników — zarówno tych obiektywnych, jak i wywołanych przez samą branżę.

Adam Rams, wiceprezes spółki Delta Trans, podkreśla, że odczuwalne spowolnienie gospodarcze i rysująca się na horyzoncie groźba recesji popychają wiele firm, zwłaszcza drobnych, do drastycznego i nienaturalnego zaniżania cen usług, tak by umożliwić im zaangażowanie pojazdów — choćby wyłącznie dla pokrycia kosztów ciążących na nich spłat kredytowych czy leasingowych.

— Oszczędności kosztów szukają wszyscy, również usługodawcy. Na rynku usług transportowych można zauważyć już ostrą, niezdrową konkurencję w zabieganiu o klienta, co w połączeniu z kondycją i problemami branży staje się prawdziwą groźbą pojawienia się cen dumpingowych — ostrzega Adam Rams.

Jednak głównym problemem jest utrata rentowności spowodowana w głównej mierze bardzo wysokimi cenami paliw. A udział paliwa w koszcie transportu wynosi od 30 do 40 proc.!

— Ceny paliwa od stycznia 2008 roku wzrosły o blisko 25 proc. Jak łatwo obliczyć, ogólne koszty usługi transportowej są wyższe o 7,50-10 proc. — wyjaśnia Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający w spółce Dartom.

Kolejnym czynnikiem mającym wpływ na koszty firm transportu międzynarodowego jest kurs euro. Powszechnie przyjęło się, że stawki transportu międzynarodowego są liczone we wspólnej walucie europejskiej, której wartość w Polsce systematycznie spada.

— Tylko w tym roku kurs euro spadł o 11 proc. Oznacza to, że przychody złotowe firm świadczących międzynarodowy transport drogowy również zmalały o 11 proc. Myślę, że żadna firma transportowa nie przewidziała tak dużych zmian czynników makroekonomicznych. Oczywista wydaje się konieczność wzrostu stawek transportowych. Niestety — za wzrostem kosztów nie nadążają podwyżki frachtów — mówi Andrzej Szymański.

I tutaj dochodzimy do problemu, który w jakiś sposób spowodowali sami przedsiębiorcy transportowi. 2007 rok przyniósł bardzo dobrą koniunkturę na rynku europejskim oraz polskim. Popyt na usługi transportowe przerósł podaż i większość przewoźników zaczęła powiększać tabor. To, co powinno się okazać pożywką dla rozwoju branży, stało się jej zmorą. Wszystko przez brak jakichkolwiek planów rozwojowych firm transportowych w naszym kraju.

— Kiedy słyszałem, że firma posiadająca 10 samochodów zamawia kolejnych 20 albo firma posiadająca 50 samochodów zamawia 30, to zastanawiałem się, czy aby na pewno wiedzą, co robią. Boom okazał się bardzo krótki. Jesień ubiegłego roku przyniosła ochłodzenie rynku, a od początku bieżącego roku możemy już mówić o recesji. Dotyczy to oczywiście całej Europy, nie tylko Polski. Obecnie na rynku transportowym mamy dużą nadwyżkę podaży nad popytem. Trudno w takiej sytuacji podwyższać ceny klientom, gdyż zawsze znajdą inną firmę transportową, która wykona usługę taniej, zgodnie z mylnym przekonaniem, że "lepiej jechać, niż stać" — wyjaśnia Andrzej Szymański.

Oczywiście taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie, a rynek powoli powróci do równowagi. Jednak proces ten będzie postępował kosztem upadków zarówno dużych, jak i małych firm transportowych. Pierwszym silnym tego symptomem był upadek firmy Rico.

— Następne przed nami, i to już w bardzo bliskiej przyszłości — zaznacza Andrzej Szymański ze spółki Dartom.

Potrzebna pomoc

Rynek transportowy w Unii Europejskiej — bo z takiej perspektywy musimy patrzeć na nasze problemy — jest regulowany dyrektywami Komisji Europejskiej, które są wprowadzane do prawodawstwa poszczególnych państw członkowskich w niejednolity sposób.

— Komisja przygotowuje rozporządzenie harmonizujące warunki funkcjonowania przewoźników w całej Unii. Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych apeluje do rządu o wprowadzenie stanu kryzysowego w transporcie międzynarodowym i czasową blokadę dopływu nowych firm na rynek. Jednak wprowadzenie takich regulacji może nie być łatwe, ponieważ musi być przedyskutowane z Komisją Europejską. Nowe regulacje zależą bardziej od instytucji europejskich niż krajowych — zaznacza Marek Kortyla.

Adam Rams podkreśla, że udział państwa powinien się pojawić np. w zakresie prowadzenia restrykcyjnych kontroli przestrzegania obowiązujących norm prawnych przez funkcjonujące na rynku podmioty.

— Kontroli wymaga przede wszystkim przestrzeganie czasu pracy kierowców, przestrzeganie technicznych norm eksploatowania pojazdów, jakości i rodzaju używanego paliwa, zapewnienie należytej dbałości o ochronę środowiska. Zrównanie jakości oferty transportowej do pewnego poziomu zapewniłoby zachowanie zasad bezpieczeństwa, ale też pozwoliłoby zniwelować różnice kosztów związanych z funkcjonowaniem podmiotów, a to z kolei uniemożliwiłoby wielu, zwłaszcza drobnym firmom nienaturalnie zaniżać ceny bez względu na skutki — mówi Adam Rams.

Branża spodziewa się też obniżki cen oleju napędowego.

— Proszę zwrócić uwagę, że przez ostatnie dwa miesiące cena baryłki ropy zmalała o 30 proc. W tym samym czasie w Polsce cena oleju napędowego zmalała tylko o 10 proc. Rząd ma realny wpływ na polskie rafinerie i powinien zmniejszyć marże koncernów paliwowych. Dlaczego w czasie, gdy polski transport chyli się ku upadkowi, polskie rafinerie notują rekordowe zyski? Widać na tym przykładzie, że rząd faworyzuje jedną gałąź przemysłu kosztem innej — komentuje Andrzej Szymański ze spółki Dartom.

Przyszłość, upadłość

Coraz częściej mówi się o groźbie masowych upadków firm transportowych.

— Już w chwili obecnej słyszymy od firm leasingowych, że nie chcą odbierać samochodów przedsiębiorcom niepłacącym rat leasingowych, bo co później mają z nimi zrobić. Rynek sprzedaży samochodów ciężarowych jest praktycznie martwy. Jako pierwsze padają mniejsze firmy transportowe, ale większe firmy, które nie mają odpowiedniego zaplecza finansowego, również są na krawędzi bankructwa — mówi Andrzej Szymański.

Również Adam Rams przewiduje falę upadków małych przedsiębiorstw transportowych.

— Stabilniejsze firmy mogą szukać wzrostu możliwości oraz konkurencyjności w fuzjach lub w dywersyfikacji oferty. Zróżnicowanie świadczonych usług to sposób, by uniezależniać się od jednego źródła dochodu, które w przypadku transportu niesie ryzyko utraty płynności finansowej oraz rentowności. Upadki małych firm, łączenie się większych oraz rozwój operatorów pod kątem oferowanych usług może zaowocować powstaniem silnych, przodujących na rynku jednostek — mówi Adam Rams.

Jeśli sytuacja w transporcie nie ulegnie poprawie, to zmaleje liczba funkcjonujących na rynku firm przewozowych. Wysoka wartość złotego i prognozowane utrzymanie wysokich cen paliw osłabią pozycje polskich eksporterów, co jeszcze pogłębi kryzys na rynku transportowym. Taka sytuacja w branży będzie mieć odzwierciedlenie we wzroście wskaźnika bezrobocia.

— Jedynym rozwiązaniem jest konsolidacja, która — choć postępuje — jest cały czas niewystarczająca. Warto wziąć przykład z państw Europy Zachodniej, gdzie dokonano jej już wiele lat temu. Uporządkowała ona rynek takich usług, wpłynęła na podniesienie standardu obsługi i dziś chroni przewoźnika przed nagłymi wahaniami koniunktury — twierdzi Marek Kortyla.

Należy pamiętać, że upadek firm przewozowych wiązałby się z powstaniem nadwyżki ofert, którą mogłyby się zainteresować firmy transportowe ze Wschodu, np. z Ukrainy.

— W dłuższej perspektywie należy się jednak spodziewać, że rynek zacznie działać, a zmniejszenie konkurencji w wyniku naturalnej selekcji spowoduje wzrost cen na usługi przewozowe. A karawana musi jechać dalej — dodaje Adam Rams.

Marcin Bołtryk

20499

Tyle firm drogowego transportu międzynarodowego działa w Polsce obecnie...

8908

…a tyle ich działało w momencie wstąpienia naszego kraju do UE.

112248

Tyle pojazdów polskich obsługuje międzynarodowy transport drogowy obecnie...

44638

…a tyle ich było w momencie wstąpienia Polski do UE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu