KARTING STAJE SIĘ POPULARNY WŚRÓD FIRM
W Polsce działa już 20 torów dla miniwyścigówek
CHĘĆ RYWALIZACJI: Na imprezach integracyjnych pracownicy za punkt honoru stawiają sobie zwycięstwo nad szefem. Wyścigi są emocjonujące, bo zwierzchnikom nie wypada przegrać — śmieje się Krzysztof Justyna, dyrektor ds. marketingu wrocławskiego Kart-o-dromu. fot. ARC, TZ
Pierwsze tory gokartowe zaczęły powstawać w Polsce pod koniec 1996 roku. Obecnie jest ich około dwudziestu. Największy procent klientów hal stanowią indywidualni amatorzy jazdy miniaturowymi bolidami. Stale jednak wzrasta zainteresowanie możliwością spędzenia czasu na torze wśród przedstawicieli różnego rodzaju firm.
Hale emocji gokartowych cieszą się coraz większą popularnością. Pierwowzorem dla obecnych wyścigów kartowych były zabawy amerykańskich pracowników lotnisk obsługujących wózki bagażowe. Obecnie tego typu zabawę i emocje polecają najwięksi mistrzowie rajdowi.
Poczuć wiatr
Na w miarę stałą liczbę klientów mogą liczyć tory znajdujące się w halach. Działają one przez okrągły rok. Przedstawiciele torów mają różne zdania na temat sezonów, w których najwięcej amatorów kartów przewija się przez ich kluby. Jedno jest pewne, w kolejce trzeba czekać tylko w weekendy.
W gorszej sytuacji są tory na wolnym powietrzu. Działają latem i zainteresowanie nimi uzależnione jest od dobrej pogody. Zamknięto np. tor kartingowy zorganizowany na warszawskich Stegnach. Jak poinformował jeden z pracowników Stołecznego Ośrodka Sportowego — z powodu nieopłacalności przedsięwzięcia.
— Mamy za sobą dopiero jeden sezon letni. Nie przewidujemy, by nadchodzącego lata zmniejszyła się liczba chętnych na takie atrakcje. Na otwartym torze silniej czuje się pęd powietrza, a przy tym nie wdycha się spalin. Niektórzy nasi klienci przychodzą zwykle po deszczu, kiedy tor jest jeszcze wilgotny. Możliwości poślizgania się i ochlapania błotem nie mają w swoich samochodach — śmieje się Leszek Borowiec, współwłaściciel starachowickiego PKS & Lider.
Minizawody
Wyścigi organizowane przez niektóre kluby dają uczestnikom przedsmak prawdziwych zawodów. Większość torów wyposażona jest w komputerowy pomiar czasu. Wsiadający do pojazdów muszą chronić głowy kaskami. Korzystają z nich wymiennie, więc wszyscy zobowiązani są nałożyć pod nie cienkie, bawełniane kominiarki. Po zabawie należy je zwrócić, ponieważ właściciele oddają je do pralni.
— Jazda tymi specyficznymi pojazdami wywołuje sporo emocji. Przeciętnie gokart o mniejszej pojemności silnika (160 ccm) rozwija prędkość do 45 km/h. Te o pojemności 200 ccm osiągają prędkość do 65 km/h. Mamy też karty jeżdżące z prędkością 200 km/h. Korzystają z nich jedynie zawodowcy — opowiada Krzysztof Justyna, dyrektor ds. marketingu wrocławskiego Kart-o-dromu.
Przedstawiciele torów zapewniają, że nie zdarzył się jeszcze poważny wypadek. Częste są uderzenia w bandy z opon czy kolizje ze współuczestnikami jazdy, ale nie mają one poważnych konsekwencji. Zdarza się, jak zapewnia Leszek Borowiec, że z toru wypraszane są osoby, które jeżdżą zbyt brawurowo i stwarzają zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i innych.
— Jazda gokartem jest bezpieczna. Najmłodszy uczestnik zabawy na naszym torze miał 7 lat. Poza tym zdarza się, że z grupą uczniów przychodzą instruktorzy jazdy samochodem. Chcą oswoić przyszłych kierowców z jazdą i pozwolić im na odrobinę brawury, której będą musieli unikać na ulicy — przekonuje Waldemar Kwaśniewski, kierownik obiektu w Hołowczyc Karting Centrum.
Wygrać z dyrektorem
Zabawa ta coraz częściej jest doceniana przez firmy, głównie te zagraniczne. Zamawiają organizację imprez integracyjnych dla swoich pracowników, na które zabierane są nierzadko całe rodziny. Tego typu zabawa może też pomóc w rozmowach z potencjalnymi kontrahentami.
Imprezy zamknięte organizowane są wedle sugestii płacącego. Przygotowywany jest barek z kanapkami i kawą. Nie wchodzi w grę żaden alkohol.
— Typowe dla Polaków podejście do zabawy powoduje, że rezygnują z rezerwacji toru, gdy dowiadują się, że nie będzie można pić piwa. Nie są to najszybsze pojazdy, a nasz tor jest typowo rekreacyjny, jednak zabawa powinna mieć wszystkie elementy sportowej rywalizacji — przekonuje Leszek Borowiec.
Oprócz barku, firmy zamawiają puchary i dyplomy. Tor Imola w Piasecznie może się poszczycić dwiema tablicami z pamiątkowymi plakietkami po zawodach różnych firm. Elementem humorystycznym są dyplomy także dla „najdokładniejszych”.
— Wśród osób, które przychodzą do klubów, nadal przeważającą część stanowią klienci indywidualni. Zorganizowane grupy to tylko 20 proc. wszystkich klientów. W Niemczech hal gokartowych jest ponad 300, z tym że tam te proporcje są zupełnie odwrócone. Mniejszość stanowią detaliści. Zainteresowanie kartingiem wzrasta. Wiele zależy od formy promocji tego sportu, dlatego chętnie zgadzamy na udział w imprezach nagłośnionych w mediach. Na przykład pod koniec maja odbędzie się rajd dla kobiet — informuje Krzysztof Justyna.