Czytasz dzięki

Każdy biznes potrzebuje czasu

opublikowano: 28-05-2020, 22:00

Brak zegarmistrza w rodzinie to nie problem, lecz bodziec do znalezienia niepowtarzalnej rynkowej niszy. Bartosz Knop, prezes Balticusa, chce rozwinąć nowy segment zegarkowego biznesu w Polsce.

Pomysł na biznes najczęściej wypływa z inspiracji. Twórca polskiej marki zegarków Balticus, absolwent zarządzania i marketingu Politechniki Koszalińskiej i prawa handlowego w Bałtyckiej Wyższej Szkole Humanistycznej, pierwsze zawodowe kroki stawiał jako menedżer w branży… rybnej.

Wyświetl galerię [1/6]

MATERIAŁY PRASOWE

— Wywodzę się z ryb. Trochę pracowałem w małej lokalnej spółce Jantar w Pucku, ale wkrótce — w 2006 r. — przechwycili mnie Duńczycy z JG Trading, firmy przetwarzającej łososia norweskiego. Byłem zatrudniony w ich biurze w Esbjerg, jednak po kilku latach postanowiłem rozpocząć własną działalność w tej branży. Zostałem wspólnikiem i CEO spółki produkującej przetwory rybne na Islandii. W końcu, po 10 latach pobytu za granicą, stanąłem przed dylematem — zostać czy wrócić, co zrobić ze sobą i rodziną. Zdecydowaliśmy się na powrót do Polski. Sprzedałem swoje udziały w islandzkiej spółce i postanowiłem się skupić na rozwijaniu firmy Balticus, którą założyłem w 2014 r. — wspomina Bartosz Knop.

Przedsiębiorca ma dwie pasje — zegarki i samochody. Kiedy nadszedł czas na wybór dalszej drogi zawodowej, padło na czasomierze.

— Zafascynował mnie JS Watch, mały islandzki brand reklamowany jako „najmniejsza marka na świecie”. Postanowiłem spróbować zrobić coś podobnego w Polsce. Miałem kapitał i byłem w kwiecie wieku, więc to najlepszy moment, by zacząć działać. Skupiłem się na stworzeniu od podstaw własnej marki zegarków. Nigdy nie uważałem, że Polak nie może czegoś sprzedawać. Pracując w branży rybnej, nie miałem oporów, by dzwonić na Tajwan, do Izraela, wysłać mejl z ofertą i negocjować. Wydaje mi się, że w Polsce ludzie byli trochę przestraszeni, co jest hamulcem. Ja uczyłem się biznesu i życia na szerokim, otwartym rynku skandynawskim. Pozbyłem się wszystkich kompleksów. Dlatego na moich zegarkach pojawia się napis made in Poland — opowiada Bartosz Knop.

Zakładając spółkę Balticus, nawiązał współpracę z gdyńskim zegarmistrzem Piotrem Ogrodowiczem. Początkowy kapitał firmy wynosił około 2 mln zł. — Większość naszych zegarków projektuje Mateusz Przystał, młody artysta, który bardzo wcześnie rozpoczął pracę pod okiem znanego projektanta Janusza Kaniewskiego. Nie mamy własnej produkcji sensu stricto. Wytworzenie komponentów zlecamy w Chinach i Hongkongu, podobnie jak Szwajcarzy czy Japończycy, a niektóre modele składamy w Polsce. Zawsze o tym informuję — wyjaśnia Bartosz Knop.

Stała idea

Zegarki Balticusa i pomysł na markę nie bazują na utartych schematach. Bartosz Knop zaznacza, że nie chce się posługiwać symbolami.

— Naszym pierwszym komercyjnym zegarkiem był model Grey Seal, czyli foka szara. Wiązał się z moim dzieciństwem i fokarium na Helu. Nie chciałem brać i wciąż nie biorę pod uwagę czerpania pomysłów z historii i robienia modeli powiązanych z czołgami czy postacią Józefa Piłsudskiego. Mam opory przed wypuszczeniem serii historycznej, mimo że wywodzę się z Władysławowa, miejsca związanego z generałem Józefem Hallerem, Błękitną Armią… Przez wiele lat zachodziłem w głowę, czy takie podejście się nie gryzie się z misją marki. Mam jednak opory przed nawiązywaniem do historii, więc staram się być w zgodzie z własnym sumieniem i etyką. Być może gdy marka stanie się bardziej rozpoznawalna poza granicami kraju, aby podkreślić jej polskie pochodzenie, zrobię taką limitację — przypuszcza Bartosz Knop.

Alternatywą może być komercyjna współpraca z klubami sportowymi i firmami, które mają pomysł na własny zegarek. Bartosz Knop dobrze wspomina stworzenie modelu z okazji jubileuszu klubu sportowego Wisła Kraków. Projekt wystartował w 2018 r., a sprzedaż ruszyła rok później.

— Powstał nowy model dla uczczenia 114-lecia Wisły. Okazało się, że wielu ludzi kupiło wtedy swój pierwszy zegarek automatyczny. Współpraca z klubem wyszła naturalnie, bo to była inicjatywa Wisły Kraków — wspomina Bartosz Knop.

Rynek jubilerski w Polsce jest wart 3,9 mld zł, w tym za około 20 proc. odpowiadają zegarki.

— Nasz rynek ma bardzo dobry potencjał i szybko rośnie. Dzieje się tak, ponieważ klienci nie mają dostatecznej wiedzy ani zwyczajów — nie mają zegarków bądź nosili wcześniej Seiko za 200 lub 300 zł. Dopiero się uczą, że warto kupić coś lepszego — dodaje przedsiębiorca.

Aspekt społeczny

Powiązanie z ludźmi to część filozofii Balticusa. Spółka w ramach zbiórki crowdfundingowej zaprasza pasjonatów zegarków do budowania wspólnego brandu. Bartosz Knop oprócz inwestorów chce pozyskać także ambasadorów. Plan zakłada zebranie 2 mln zł do 10 czerwca 2020 r. Cel zbiórki jest prosty — rozwój marki, zwiększenie zasięgu i pozyskanie nowych klientów. Pieniądze zostaną więc przeznaczone na inwestycje badawcze, nowe modele zegarków i dofinansowanie udziału w targach. Do 27 kwietnia zebrano 645 tys. zł od 246 inwestorów.

— Pierwszą falą klientów Balticusa byli fani zegarkowi. Maniacy. Ludzie, którzy interesowali się branżą. Byli zafascynowani i zainteresowani budowaniem rodzimej marki. Zresztą wciąż kupują nasze zegarki i pokazują je innym. To jest taki oddolny ruch: kupują polską markę i wspierają polskie przedsiębiorstwo — mówi Bartosz Knop.

Czasami nie chodzi tylko o wsparcie — dla niektórych zegarek automatyczny to mechanizm z duszą.

— Dla pasjonatów zegarek jest także okazją do dyskusji. Czasem nawet podczas formalnego spotkania zmieniają tor rozmowy z powodu zegarków. Ktoś może mieć Omegę, Certinę, Tissota, a ja jeden mam wynalazek, markę mniej znaną, mniej rozpoznawaną, która nie wstydzi się jakości, przyciąga wzrok — zegarek Balticusa. To swego rodzaju czynnik społeczny, który wpływa na ludzi i budzi zaciekawienie — uważa Bartosz Knop.

Balticus ma za sobą sześć lat działalności. Zegarki tej marki trafiają na salony, jednak to dopiero początek większej przygody.

— Jeśli porównamy się z gigantami, widać, że brakuje nam historii, że jesteśmy na początku drogi. Produkujemy rocznie tysiąc zegarków wszystkich modeli, kosztują 2–3 tys. zł. Rolex produkuje rocznie około miliona sztuk, Swatch około 3,2 mln, natomiast Longines 2,1 mln. Jeśli mielibyśmy przyłożyć skalę do skali, to każdy zegarek Balticusa można by sprzedawać po 100 tys. zł. To oczywiście żart. Budowanie marki, jej postrzegania i prestiżu, a także zwiększanie skali działalności to zadanie na długie lata — przyznaje Bartosz Knop.

Nowe rynki

Na zegarki Balticusa jest popyt. Bartosz Knop z uśmiechem wspomina, że na początku sprzedawał 20 zegarków miesięcznie. Wśród klientów można znaleźć zagranicznych fanów marki, m.in. z Niemiec i Danii. Po zakończeniu zbiórki założyciel firmy planuje wprowadzenie nowych, nieszablonowych modeli do oferty.

— Będę robił wybitne modele nawet dla zabawy, dla prestiżu. Szwajcarzy też nie robią zegarków za milion euro, by je sprzedawać, lecz chcą pokazać, że mogą je produkować. W Polsce poruszamy się oczywiście w tych możliwościach, jakie mamy. Staram się je wykorzystać jak najlepiej. Postrzeganie marki Balticus jest bardzo dobre. Ostatnio rozmawiałem z klientem z Danii, który kupił nasze zegarki i mówił, że był sceptyczny, długo się zastanawiał. Kiedy jednak założył zegarek i sprawdził jego jakość, przekonał się do marki — mówi Bartosz Knop.

W planach jest też tworzenie czasomierzy dla bardziej wymagających klientów.

— Chcę utrzymać ceny startowe w okolicach 2 tys. zł. Uważam jednak, że nadszedł czas, by zaoferować droższe modele za 6–8 tys. zł klientom z innego segmentu. Każdy biznes potrzebuje czasu. Każdy biznes potrzebuje kapitału jak tlenu. Rynek jest bardzo chłonny i perspektywiczny. Polska jest nadal w ogonie Europy pod względem kwot wydawanych na biżuterię i zegarki. Potencjał jest ogromny. Dzisiaj preferencje trochę się zmieniają. Mam nadzieję, że mimo trudnych czasów marka Balticus ma dobrą przyszłość. Uważam, że lepiej polec, walcząc. Ryzyko i przeciwieństwa na rynku motywują — puentuje Bartosz Knop.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szymon Maj

Polecane