Gospodarcza obudowa wizyt głów państw, zwłaszcza zdarzających się rzadko, jest światowym standardem. Taka wartość dodana ma szczególne znaczenie w relacjach z państwami, w których pieczęć polityczna jest warunkiem koniecznym dla nawiązywania relacji biznesowych. W tym kontekście umowy dwustronne oraz dorobek polsko-kazachstańskiego forum gospodarczego, towarzyszącego wizycie 76-letniego prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, to bez wątpienia kroki we właściwym kierunku. Zwłaszcza że były pierwszy sekretarz republikańskiej partii komunistycznej z czasów ZSRR, a od 1991 r. pierwszy prezydent niepodległego Kazachstanu planuje jeszcze porządzić — w 2015 r. zaczął dopiero piątą kadencję.

Po długich staraniach rok temu prezydent wprowadził Kazachstan do Światowej Organizacji Handlu. Nieco wcześniej jednak jego republika stała się współzałożycielką Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EUG), istniejącej od 1 stycznia 2015 r. Ta niby-kopia Unii Europejskiej zawiązana została przez Rosję, Kazachstan i Białoruś, do których szybko dołączyły Armenia i Kirgistan. Nie tylko okoliczności, że siedziba EUG znajduje się w Moskwie, językiem jest rosyjski, a walutą wspólnego budżetu rubel, wskazują, że w zamyśle Władimira Putina to narzędzie odbudowy radzieckiego imperium. Traktat EUG zakłada swobodny przepływ kapitału, siły roboczej, towarów i usług, chociaż np. ropy i gazu dopiero od 2025 r. Mrzonką są jednak nadzieje polskich przedsiębiorców, że utworzenie EUG umożliwi wchodzenie przez państwa członkowskie, w tym Kazachstan, na rynek… Rosji. Mechanizm, który doskonale działa w UE, absolutnie nie funkcjonuje we wschodnim mutancie naszej wspólnoty.
Podczas rozmów politycznych, a także wczorajszego forum wystąpiło charakterystyczne zjawisko. Polskie członkostwo w UE podnoszono wielokrotnie, natomiast członkostwo Kazachstanu w EUG skrzętnie zamiatano pod dywan. Prezydent Andrzej Duda stworzył oderwaną od realiów parę Unia Europejska — Azja Centralna i w tym kontekście doszukiwał się nowego otwarcia relacji Polski z Kazachstanem. Tymczasem stosunki obu państw bezwzględnie należy rozpatrywać w ramach ich członkostwa w obu rywalizujących Uniach. Integracja EUG pod batutą Kremla to z naszego punktu widzenia proces wyjątkowo niewygodny.
W tym kontekście warto przypomnieć mityczny projekt Euroazjatyckiego Korytarza Transportu Ropy Naftowej. Najbardziej brakującym jego ogniwem był/jest rurociąg naftowy z ukraińskich Brodów, spinający terminal w Odessie z naszymi rafineriami w Płocku i Gdańsku. Dekadę temu ten projekt równie ambitnie co naiwnie forsował prezydent Lech Kaczyński. Jego największą słabością było/jest wyczerpywanie się złóż w Azerbejdżanie, dlatego usiłowaliśmy włączyć także ropę Kazachstanu ze wschodniego brzegu Morza Kaspijskiego, ale przesyłaną po jego dnie, z ominięciem Rosji! Nursułtan Nazarbajew do tamtej propozycji podszedł z politowaniem, ponieważ nigdy by nie zadarł z Władimirem Putinem. I dlatego na montowane przez Lecha Kaczyńskiego naftowe szczyty prezydenckie demonstracyjnie wręcz nie przyjeżdżał, przysyłając co najwyżej wiceministra. Czytaj też str. 8