Samorządowe władze podsumowują półroczne wykonanie budżetów 2010 (czytaj na str. 6-7), ale coraz bardziej gorączkowo myślą już o jesieni. W piątek, 12 listopada kończy się kadencja, natomiast w którąś z niedziel, 14 lub 21 listopada, odbędą się wybory. Dogrywka w części gmin o stanowiska wójtów (burmistrzów, prezydentów) odbyłaby się odpowiednio 28 listopada lub 5 grudnia.
Termin wyborów, zarządzanych przez prezesa Rady Ministrów, nie został jeszcze ustalony.
Wariant wcześniejszy ma pewną wadę — otóż niedziela 14 listopada kończy czterodniówkę, wszak piątek 12 listopada jest w wielu firmach dniem wolnym. Teoretycznie ciut niższa może więc okazać się frekwencja, jako że w wyborach samorządowych głosuje się wyłącznie w macierzystej gminie. Ale dla nowych sejmików i rad każdy tydzień to sprawa kluczowa. Nie jest im obojętne, czy sesje inauguracyjne odbędą się 7-8 grudnia, czy dopiero 15 grudnia. Już teraz wiadomo, że tylko niewielki odsetek budżetów na rok 2011 uchwalony zostanie do 31 grudnia — a jeszcze się zmniejszy, jeśli wybory odbędą się w wariancie późniejszym.
Klasa polityczna widziałaby wybory samorządowe raczej 21 listopada, obawiając się o frekwencję. Ale takie kalkulacje nie mają sensu, albowiem w połowie listopada elementem decydującym może być nie żaden długi weekend, lecz… jesienno-zimowa zadymka, która może się przytrafić w każdym terminie. Za to ściśnięcie o tydzień pracy sejmików i rad w okresie świąteczno-noworocznym to szkodliwe zjawisko, niezależne od pogody.