Kazus Stokłosy

opublikowano: 01-03-2013, 08:26

To już naprawdę koniec kariery

Proces Henryka Stokłosy trwał aż cztery lata, czyli tyle, ile… kadencja Senatu. Takie porównanie jest zasadne, albowiem twórca imperium Farmutilu ze Śmiłowa senatorem RP był przez pięć kadencji w latach 1989–2005, a później epizodycznie w 2011, czyli już podczas procesu, po wygraniu wyborów uzupełniających.

Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał winę jednego z najbogatszych Polaków i od razu orzekł jego aresztowanie.

Po wyroku w pierwszej instancji to rzadkość, oskarżeni albo są aresztowani wcześniej, albo cieszą się wolnością do apelacji. Sąd ocenił jednak postawę Henryka Stokłosy jako zwiększającą prawdopodobieństwo matactwa czy ucieczki z Polski. Były senator faktycznie ma problem — osiem lat odsiadki bez zawiasów oraz 600 tys. zł grzywny. Z długiej listy zarzutów na taki wyrok złożyło się m.in. korumpowanie dyrektorów z Ministerstwa Finansów i sędziego wojewódzkiego sądu administracyjnego, a także wyłudzanie funduszy europejskich. Podczas sprawowania mandatu senator wyciągnął 14,6 mln zł nienależnych umorzeń podatkowych. Notabene sąd oczyścił go z głośnych zarzutów zatruwania środowiska.

Jako dający pracę lokalny potentat Henryk Stokłosa był nieformalnym władcą regionu pilskiego. Wyborcy odwdzięczali się mandatem senatora, kolejne reelekcje były oczywistością aż do pęknięcia tego układu w roku 2005. Niezależnie od losów apelacji, skazany senator już trwale będzie odgrywał w Polsce rolę stracha — nie na wróble, lecz na jednomandatowe okręgi wyborcze. Do Senatu z oporami przeszły, ale próby zmiany ordynacji do Sejmu blokowane są i będą bardzo nośnym, zwłaszcza po wczorajszym wyroku, argumentem: „Grozi nam parlament pełen Stokłosów”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane