KE: braki w kontroli chorego bydła

Unijni urzędnicy opublikowali raport po audycie związanym z nielegalnym ubojem chorych krów w Ostrowi Mazowieckiej.

Brakuje kontroli, bo brakuje ludzi. To jeden z wniosków, jaki można wysnuć z właśnie opublikowanego przez Komisję Europejską raportu po kontrolach w polskich rzeźniach i rozmowach z weterynarzami. Sprawa zaczęła się od emisji reportażu w stacji TVN, pokazującego nielegalny ubój chorych krów, których mięso trafiło potem do kilkunastu krajów.

Unijni urzędnicy byli w Polsce na początku lutego i pod koniec marca. Obecny raport dotyczy pierwszego terminu. Mowa w nim m.in. o poważnych brakach w realizacji urzędowych kontroli w ubojni, w której stwierdzono nielegalny proceder. Autorzy raportu podkreślają we wnioskach, że nie znaleźli nic, co mogłoby sugerować, że odpowiednie służby weterynaryjne brały pod uwagę szeroko dostępne informacje o pośrednikach poszukujących chorego czy rannego bydła czy też to, że wcześniej już się takie przypadki zdarzały. We wnioskach zaznaczono też, że zewsząd płyną informacjeo problemach z kadrami, co ogranicza możliwości przeprowadzenia kontroli. W efekcie system oficjalnych kontroli — jako nieefektywny — nie odstrasza przed nielegalnymi działaniami.

— Audyty unijne potwierdzają to, o czym mówiliśmy od dawna. System bezpieczeństwa żywności jest dobrze skonstruowany, ale z powodu braków kadrowych i finansowych staje się niewydolny. Wnioski Brukseli są jednoznaczne: należy natychmiast dofinansować Inspekcję Weterynaryjną. Minister rolnictwa obiecał przeznaczyć na ten cel do końca marca 40 mln złotych, ale obietnicy nie dotrzymał — komentuje Witold Katner, rzecznik prasowy Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej (KILW).

O dramatycznej sytuacji weterynarze rzeczywiście alarmują od dawna. KILW mówi o odchodzących każdego roku około 160 doświadczonych weterynarzach i rosnących obowiązkach. Od kilku lat branża walczy z afrykańskim pomorem świń, a przemysł mięsny cały czas zwiększa produkcję — rozwija się hodowla, ubój i przetwórstwo, a także eksport, co oznacza większe zapotrzebowanie na lekarzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu