Kibicujesz w TVN? Płać!

Rafał Kerger
opublikowano: 01-12-2008, 00:00

TVN jako jedyna stacja z "wielkiej czwórki" bierze pieniądze za oglądanie na żywo swoich show. Wątpliwe etycznie? Tak twierdzi medioznawca.

Bilety na wczorajszy finał "Tańca z Gwiazdami" były po 200 zł. Zabrakło ich już w czwartek

TVN jako jedyna stacja z "wielkiej czwórki" bierze pieniądze za oglądanie na żywo swoich show. Wątpliwe etycznie? Tak twierdzi medioznawca.

Publiczność będzie grała na małym ekranie coraz większą rolę. Stan na dziś: nawet oklaski, owacje na stojąco, buczenie i śmiechy nagrywa się przed programem i potem montuje wedle uznania reżysera telewizyjnego show. Kulisy pracy tzw. warm up-ów, czyli "rozgrzewaczy publiczności", w programach w rodzaju "Taniec z gwiazdami", "Mam talent", "Jak oni śpiewają" są znane nie od dziś. W tym roku jeden z nadawców zaskoczył czymś innym. Po raz pierwszy widzowie muszą zapłacić za klaskanie w ulubionych programach.

Dla dobra widzów

Większość rozrywkowych hitów jesiennych ramówek najważniejszych stacji telewizyjnych właśnie się kończy. Finał "Tańca z gwiazdami" z Chrisem de Burgh (TVN) widzieliśmy wczoraj. "Mam talent" (też TVN)? Także już po finale. Ostatnie odcinki "Jak oni śpiewają" (Polsat), "Fabryki gwiazd" (Polsat) i "Gwiazdy tańczą na lodzie" (TVP1) zbliżają się milowymi krokami. Na zimę z udziałem publiczności w studiu zostaje właściwie jedynie publicystyka.

TVN wprowadził istotne novum: brał od widzów pieniądze za uczestnictwo w telewizyjnych show. Co prawda widzowie musieli też płacić za oglądanie kabaretów u Piotra Bałtroczyka w Polsacie, ale to jednak inna sytuacja (za kabaret zawsze się płaciło — obojętnie, czy były pokazywane w telewizji, czy nie). Natomiast za udział w kilkugodzinnym nagraniu, klaskanie na zawołanie, wychodzenie do toalety albo możliwość ziewania od ucha do ucha, gdy wydaje się, że kamera nie patrzy — nigdy. A tym bardziej z własnej woli (TVN daje stosowny regulamin).

TVN tłumaczy, że zaczął sprzedawać bilety na "Taniec z gwiazdami" (200 zł), "You can dance" (75 zł) i "Mam talent" (100 zł), by… wyjść naprzeciw oczekiwaniom widzów. Wciąż ponoć okazywali stacji niezadowolenie, że ciężko się dostać na nagranie.

— Teraz dystrybucja wejściówek przynajmniej odbywa się w cywilizowany sposób — mówi Karol Smoląg z Grupy TVN.

Czyżby zatem inne stacje nie były cywilizowane, bo nie zamierzają naśladować konkurencji?

— Telewizja Polska nie planuje konieczności zakupu biletu, by znaleźć się na widowni w czasie realizacji programu — informuje Aneta Wrona z TVP.

— W przypadku realizowanych z rozmachem scenicznych widowisk muzycznych, kiedy to na widowni może przebywać nawet do kilkuset osób, wybieramy metodę, polegającą na zgłaszaniu się chętnych za pomocą sms-a lub e-maila — to Tomasz Matwiejczuk z Telewizji Polsat.

Żadnej różnicy

Sporo światła na posunięcie TVN rzuca prof. Wiesław Godzic. Zarzuca stacji, że przy tak bałahej sprawie mogłaby bardziej myśleć o misji niż o zarobku.

— Sprzedaż biletów na nagrania to kontrowersyjny i wątpliwy etycznie pomysł. Nawet biorąc pod uwagę to, że jest więcej chętnych niż miejsc —mówi wprost medioznawca.

Jego zdaniem TVN wpisał się, co prawda, w ten sposób w najnowszą tendencję na rynku, czyli przemianę z telewizji niedoboru na telewizję nadmiaru — ludzi i tematów. Tylko że zrobił to w infantylnie prosty sposób. Tym bardziej, że nie wyszedł przecież przed szereg dla pozyskania lepszej jakościowo publiczności. Robert Jarek, rozgrzewacz publiki w "You can dance", przyznał, że nie odczuł żadnej różnicy po pojawieniu się "płatnych" widzów. Stacja nie zrobiła też chyba tego z chęci zysku. Na "Mam talent" sprzedawała co program 50 miejscówek po 100 zł co program, czyli zarabiała marne (jak na jej budżet) 5 tys. zł na tydzień.

— Myślę, że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby uhonorowanie założycieli internetowych fanklubów, które tworzą się przy programach, a nawet forma zgłoszeń sms-owych — uważa Wiesław Godzic.

Pewnie to pomysł lepszy, ale za to mniej medialny. A stacja z Wiertniczej jest — jak wiadomo — mistrzynią autopromocji. I lubi się odróżniać. Nawet za cenę krytyki w sprawie biletów na "robienie za tło".

Zdrugiej strony: czy płatne bilety na show z celebrities to naprawdę "samo zło? Przecież rynek kształtuje podaż i popyt. I zysk.

Rafał Kerger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy