Wielokrotnie na łamach „Pulsu Biznesu” wykazywaliśmy, że eksport jest motorem napędowym polskiej gospodarki. W pełnym tego słowa znaczeniu — bez sprzedaży produktów naszych firm nie da się osiągnąć trwałego i zadowalającego poziomu wzrostu gospodarczego. Co najwyżej gospodarka będzie pełzać, a polskie firmy produkować tyle, ile Polacy kupią. Zyski będą marne, ludzie nie będą więc więcej zarabiać. To i nie kupią więcej, i koło się zamyka.
Problem w tym, że życie eksportera nie jest łatwe. Rządy wszystkich bodaj państw na świecie bronią swoich rynków przed towarami z zewnątrz, najchętniej importując tylko to, czego nie wydobywają bądź nie produkują. W takich warunkach eksportują tylko najlepsi — firmy, które potrafią zredukować koszty znacznie poniżej poziomu zagranicznej konkurencji i zaoferować ceny atrakcyjne nawet po nałożeniu na towary ceł.
Z drugiej strony każdy rynek ma swoją specyfikę. Kluczem do sukcesu eksportowego — poza konkurencyjnością cenową — jest więc dobre rozeznanie realiów poszczególnych rynków. Nie da się bowiem na tych samych zasadach sprzedawać nawet podobnych produktów w Rosji, Japonii i Francji. Każdy rynek ma swoje ograniczenia, czego dowodem są nasze bezskuteczne próby uzyskania informacji w ambasadzie rosyjskiej na temat szans dla polskich eksporterów.
Dlatego wysiłki polskich eksporterów — którzy z definicji mają nad wieloma konkurentami przewagę w postaci niższych kosztów pracy — muszą być jednoczesnym marszem w różnych kierunkach. Do Unii Europejskiej — bo wraz z integracją do niej nam najbliżej. Na Wschód — bo nikt tak dobrze jak Polacy nie zna tamtejszych realiów życia gospodarczego. Do obu Ameryk — bo tam mamy wielu przyjaciół. Wreszcie do Azji i Afryki — bo to też duże i chłonne rynki.
Problem polega na tym, że z każdym dniem czas ucieka. A gospodarka, jak przyroda, próżni nie lubi. Tam więc, gdzie nie pojawią się polskie produkty, ktoś inny zacznie sprzedawać swoje. Nie warto więc oglądać się na pomoc rządu i polityków, bo dla nich eksporterzy to żaden elektorat. Polscy przedsiębiorcy muszą sami szukać nowych rynków już dziś. Bo jutro może być za późno. I znów trzeba będzie zamykać fabryki.