Za oknem listopadowa norma: zimno i leje jak z cebra. Nic, tylko… łowić. Dla Piotra Szewczyka, prezesa i współwłaściciela spółki APSEnergia, jesienna słota to sprzymierzeniec.
— Urodziłem się w Kozienicach nieopodal Wisły. Od 30 lat mieszkam w Warszawie i okolicach. Wisła to moja rzeka. Mało kto wie, że w listopadzie można wypłynąć łódką po pracy, tak o 19-20, i łowić pokaźne sandacze. Znakomite okazy trafiają się od mostu Północnego do Siekierkowskiego. A gdy pada deszcz i jest zimno, sandacze biorą, aż miło — przekonuje Piotr Szewczyk.
W jego gabinecie wyposażeniem dodatkowym, oprócz pamiątek, zdjęć i prezentów z całego świata, jest złożony w kącie turystyczny namiot.
— W każdej chwili jestem gotowy do wędkowania — śmieje się biznesmen.
Mongolia czeka
APSEnergia to spółka z ponad 15-letnią historią i kontaktami handlowymi na świecie. Od kilku lat firma z podwarszawskiej Zielonki koncentruje się na rynkach byłych republik radzieckich. To tam sprzedaje coraz więcej rozwiązań i sprzętu m.in. do zasilania awaryjnego. Nowe rynki oznaczają nowe marzenia prezesa spółki — i to nie tylko związane z zarabianiem pieniędzy.
— Moim marzeniem jest połów ryb na Kamczatce i w Mongolii, szczególnie łososiowatych. Obmyślam też plan na złowienie tajmienia — dla Mongołów magicznej ryby.
Oczywiście praca, firma, pozostaje moją nadrzędną pasją. Nieprzypadkowo jednak mam nie tylko kilkanaście marynarek, ale też tyle samo wędek. Nie tak dawno miałem okazję łowić na Syberii, na rzece Ob. Było niemal minus 20, ryby brały jak szalone. A wieczorem bania i kąpiel w przeręblu, czyli stan nirwany — opisuje szef APSEnergia, który wędkowaniem zaraził się we wczesnym dzieciństwie.
115 cm dumy
Przez kilka dekad rozwijania wodnej pasji Piotr Szewczyk złowił tysiące ryb na setkach łowisk: od Kuby przez Holandię po Kazachstan i Syberię właśnie. Skandynawię, tak popularną ostatnio, z premedytacją omija. Za dużo tam wędkarskich turystów. W Polsce ulubionych miejsc ma co najmniej kilka. Jeśli nie łowi na Królowej Rzek, to wraz z kolegami (choćby z zawodowcami z serwisu PrzewodnicyWędkarscy.pl) zapuszcza się m.in. w okolice Puszczy Augustowskiej.
— Piękne i czyste jest też Jezioro Żarnowieckie — podkreśla Piotr Szewczyk.
Ulubiona wędka? Ta, na którą złowił swoją rekordową rybę. Mierzący 115 cm szczupak widnieje na zdjęciu, wiszącym na honorowym miejscu w gabinecie prezesa. Okaz po zmierzeniu oczywiście wrócił do wody. Gdzie się łowi takie ryby? Ano jest takie miejsce w rejonie Zalewu Szczecińskiego. A dokładnie? To już nie dla prasy, tajemnica łowcy.
— Złowiłem rekordzistę na zapasową wędkę, toporną, niedrogą, prostą. W końcu najważniejsza jest wiara nie w kij, lecz w przynętę — mówi Piotr Szewczyk.
I zaraz dodaje, że na wędkowaniu jego świat się nie kończy.
Dębliński wirus
I znów trzeba wrócić do dzieciństwa w Kozienicach, które leżą przecież rzut beretem od Dęblina. Kozienickie niebo pełne jest wojskowych samolotów, pilotowanych przez adeptów dęblińskiej szkoły. A więc nawet z wędką w ręku mały Piotrek często zadzierał nos ku niebu. Chciał latać.
— Zawodowym lotnikiem nie zostałem, amatorem i owszem. Mam licencję pilota, latam głównie po Polsce. Na razie wynajmuję samolot, w przyszłości być może kupię z kimś na spółkę niewielką maszynę — zdradza biznesmen.
A jeśli lata, to niekoniecznie w biznesach. Lotniska na Mazurach, Pomorzu to jego ulubione kierunki. Dlaczego? Przecież wędki na pokładzie nie znalazły się przypadkiem… Kolejna pasja Piotra Szewczyka wydaje się naturalnym następstwem poprzednich. Kulinaria są mu bliskie nie tylko dlatego, że dobrze jest umieć ugotować coś smacznego z tego, co nawinie się na haczyk.
Niezły jazz
Piotr Szewczyk doskonali kucharskie umiejętności pod okiem Kurta Schellera. Mistrz pokazuje mu, jak ugotować to, co prezes APSEnergia miał okazję skosztować w różnych zakątkach Polski i świata.
— Lubię kuchnię polską, włoską, ale i te mniej znane mają mocne strony. Dużo czasu spędziłem w Rosji, Kazachstanie, Uzbekistanie, Azerbejdżanie. Tam poznałem m.in. soczystą, cudowną baraninę, najlepszą na świecie. Przyrządzony z niej szaszłyk czy pilaw zapewniają niesamowite doznania — przekonuje Piotr Szewczyk. A jeśli jedzenie, to i napitek — znów z wątkiem podróżniczym. Prezes APSEnergia zwiedzał już winnice od Kalifornii (śladami bohaterów oscarowych „Bezdroży”) przez Włochy („do dziś nie wiem, co lepsze, Brunello Montalcino czy Barolo”) po Czechy („tu też jest czego smakować”). Jakby tego było mało, zawsze trzyma w pogotowiu aparat fotograficzny, a właściwie dwa, bo ten profesjonalny nie mieści się do podręcznej teczki. Przechowuje tysiące zdjęć z tysiącami wspomnień. Że niezły z niego Leonardo da Vinci? Absolutnie nie.
— Jeszcze muszę nadrobić edukację w dziedzinie jazzu. Kupiłem saksofon, biorę lekcje, mam nadzieję, że niedługo będę grał.
