Drżyjcie lumpeksy i ciucholandy — niemiecki dyskont odzieżowy KIK potwierdza plany ekspansji w Polsce, o których pisaliśmy dwa tygodnie temu. — Pierwsze sklepy otworzymy w 2012 r. Szczegółowy harmonogram nie jest jeszcze gotowy, na razie nie ujawniamy, w jakich miastach i kiedy dokładnie je uruchomimy. Możemy natomiast zadeklarować, że do końca przyszłego roku będziemy mieli w Polsce 15-20 placówek — mówi Janina Hoffmeister z KIK.
KIK to odzieżowy bliźniak Obi, dobrze znanej na polskim rynku sieci marketów dla majsterkowiczów. Obie firmy należą do koncernu Tengelmanna, który nad Wisłą próbował też sił w branży spożywczej — do 2007 r. prowadził dyskonty Plus, ale sprzedał je Jeronimo Martins, właścicielowi Biedronki. Zdaniem ekspertów, Niemcy mają dużą szansę, by zaistnieć na polskim rynku.
— KIK będzie rywalizował raczej ze sklepami indywidualnymi i targowiskami, a nie sieciami ze średniego i wyższego segmentu cenowego,jak LPP czy Inditex. Głównego konkurenta upatruję wśród sieci dyskontowych, dystrybuujących odzież z niższej półki cenowej. Na razie na rynku dyskontów odzieżowych mamy zaledwie kilku większych graczy — Pepco, Textilmarket czy SNC — jednak ich liczba będzie rosła. W okresie od maja 2010 do maja 2011 r. to właśnie sieci dyskontowe zanotowały największy wzrost pod względem liczby sklepów (aż o 38 proc.), co świadczy o dużym zapotrzebowaniu na tańszą odzież i obuwie — mówi Katarzyna Twardzik, analityk handlu z firmy badawczej PMR.
W 2010 r. KIK miał 1,66 mld EUR przychodów (ok. 7,6 mld zł). Na ten wynik zapracowało ponad 3 tys. sklepów, w tym około 2,5 tys. działających w Niemczech. Plany sieci zakładają otwarcie tysiąca nowych placówek do 2015 r.
— Poza Niemcami działamy na sześciu zagranicznych rynkach: w Austrii, Czechach, Chorwacji, Słowenii, na Słowacji i Węgrzech. Sądzimy, że polscy klienci też przekonają się do naszego konceptu. Poza ubraniami w niskich cenach będziemy sprzedawać m.in. zabawki, artykuły kosmetyczne i domowe akcesoria — mówi Janina Hoffmeister.