Kłamca lustracyjny z PiS powrócił

opublikowano: 12-12-2016, 22:00

W lutym Dariusz Kłos zrezygnował z szefowania oddziałowi ARiMR w Szczecinie. Odnalazł się jako zastępca dyrektora innej rolniczej instytucji.

PiS od lat w kampaniach wyborczych przedstawia siebie jako partię dążącą do odnowy moralnej i dekomunizacji Polski. Ostatnio rysą na tym wizerunku stała się sprawa Stanisława Piotrowicza, prominentnego posła rządzącej partii, tłumaczącego się ze swojej przeszłości prokuratora w stanie wojennym. Nie jest to bynajmniej przykład jedyny. Kolejny dotyczy Dariusza Kłosa, skarbnika PiS w Szczecinie.

Obawa o bezrobocie

W styczniu 2016 r. został on dyrektorem zachodniopomorskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Na początku lutego „Gazeta Wyborcza” przypomniała jednak, że w 2012 r. sąd prawomocnie uznał go za kłamcę lustracyjnego i agenta SB o pseudonimie „Rudy”, który pod koniec lat 80. przez 10 miesięcy miał współpracować z Wojskową Służbą Wewnętrzną. Lokalni szefowie PiS, m.in. posłowie Michał Jach i Leszek Dobrzyński, byli dla kolegi wyrozumiali. Drugi z nich zapewniał też, że wyrok sądu lustracyjnego znany jest Joachimowi Brudzińskiemu, wiceprezesowi PiS i szefowi komitetu wykonawczego tej partii. Pytany o sprawę kilka dni później wiceminister kultury Jarosław Sellin powiedział jednak, że jeśli kłamstwo lustracyjne Dariusza Kłosa jest prawdą, to zostanie on odwołany. Dzień później działacz PiS faktycznie złożył rezygnację, tłumacząc, że nie chce, żeby jego sprawa obciążała kolegów z PiS i partię. — Muszę się oczyścić, w przeciwnym razie nigdzie nie będę mógł znaleźć pracy — mówił Dariusz Kłos.

A Jarosław Sellin dodawał, że „osoby uznane za kłamcę lustracyjnego z rekomendacji PiS nie mogą zajmować publicznych funkcji”. Szybko okazało się, że jednak mogą, a obawy szczecińskiego działacza PiS o bezrobocie były bezpodstawne.

Inna sytuacja

„PB” ustalił, że Dariusz Kłos jest dziś… pierwszym zastępcą dyrektora zachodniopomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego (ODR), podlegającego, podobnie jak ARiMR resortowi rolnictwa. — To zupełnie inna sytuacja. W ARiMR byłem dyrektorem, a w ODR jedynie pełnię obowiązki zastępcy dyrektora. Jeżeli mogę służyć krajowi i rolnictwu, robię to. Jeśli znowu ktoś uzna, że powinienem podać się do dymisji, to się podam — komentuje Dariusz Kłos. Dodaje jednocześnie, że z dymisją z ARiMR trochę się jednak pospieszył, bo sąd „niczego mu nie udowodnił”, żadnej współpracy nie było, wyrok go skrzywdził. Co z zapowiadanym oczyszczeniem? Dariusz Kłos zapewnia, że za pośrednictwem sądu złożył wniosek do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, by ten wystąpił do Sądu Najwyższego o kasację orzeczenia. Koledzy partyjni na rezultat tego wniosku najwyraźniej nie muszą czekać. Świadczy o tym nie tylko objęcie przez Dariusza Kłosa dyrektorskiego fotela w ODR, ale również to, że kilka tygodni temu ponownie wybrano go na szczecińskiego skarbnika PiS. Historia Dariusza Kłosa przypomina tę Bogusława Kowalskiego, który w grudniu 2015 r. z nadania PiS został prezesem PKP. Po dwóch dniach w atmosferze skandalu podał się do dymisji. W mediach pojawiły się bowiem doniesienia, że jako agent „Mieczysław” współpracował ze służbami PRL. W lipcu 2016 r. „PB” ujawnił, że jego związki z PKP wcale się jednak nie skończyły. Już miesiąc po dymisji kierowana przez niego firma Instytut Międzynarodowej Współpracy Gospodarczej podpisała umowę na świadczenie usług doradczych za około 25 tys. zł netto miesięcznie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kłamca lustracyjny z PiS powrócił