Klaster Dziesiątej Muzy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2015-08-27 22:00

Słynne adresy, takie jak Downing Street 10 brytyjskiego premiera w Londynie czy papieskie okno Franciszkańska 3 w Krakowie, są powszechnie znanymi symbolami. Dla polskiego filmu podobne znaczenie już od 66 lat ma warszawski adres Chełmska 21.

Wytwórnię Filmów Dokumentalnych (WFD) formalnie utworzył minister kultury i sztuki 29 grudnia 1949 r. Faktycznie działała już od wiosny 1949 r. pod wspomnianym adresem na warszawskich Sielcach (dzielnica Mokotów) w pierwszym nowym budynku wzniesionym po wojnie w stolicy. Taki inwestycyjny priorytet nowych władz był praktycznym przełożeniem tezy towarzysza Włodzimierza Lenina, że „Kino to najważniejsza ze sztuk”.

Odstąpiono jednak od budowy miasteczka filmów fabularnych, którego produkcję decyzją administracyjną skoncentrowano w niezniszczonej Łodzi (to także kultowy adres Łąkowa 29) oraz w usamodzielnionej później ze względów propagandowych, na Ziemiach Odzyskanych, wytwórni we Wrocławiu (Wystawowa 1).

Chełmska zatem nie stała się Hollywood Boulevard z wmontowanymi w chodnik odciskami dłoni gwiazd. Notabene wypada przypomnieć, że bracia Auguste i Louis Lumière w 1895 r. zainaugurowali światową kinematografię obrazem dokumentalnym „Wyjście robotników z fabryki Lumière w Lyonie”, ale już drugim ich dziełem była fabularna minikomedia „Ogrodnik polany”.

Burzliwy rozwój dziesiątej muzy od 120 lat wiąże się oczywiście z fabułą, wobec której dokument był, jest i pozostanie uboższym bratem. Dlatego WFD przez wiele lat faktycznej realizacji filmów obu rodzajów (pierwszy fabularny „Błękitny krzyż” powstał już w 1954 r., a od 1961 r. oddano na Chełmskiej do użytku nowe hale zdjęciowe) starała się o rozszerzenie formalnego statusu, co ziściło się dopiero w końcówce PRL. Od 27 czerwca 1988 r. jej nazwa brzmi: Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych (WFDiF).

Awangarda nowego ustroju

WFD wyrosła z tzw. Czołówki Filmowej Wojska Polskiego, która od jesieni 1944 r. realizowała materiały z walk frontowych. W epoce pretelewizyjnej właśnie film dokumentalny zgodnie z doktryną nowego ustroju stał się awangardą frontu walki o lepsze jutro.

Powstanie WFD zbiegło się akurat z intensywną stalinizacją. Dlatego zadaniem filmowych dokumentów stało się nie zwyczajne rejestrowanie wydarzeń, lecz „oświetlanie i wskazywanie drogi”. Jaskrawiej niż w fabule odbijały się przemiany polityczne. Efektem odwilży po październiku 1956 r. było powstanie tzw. polskiej szkoły dokumentu, podejmującej trudne tematy społeczne, oczywiście w ciągłej walce z cenzurą. Stopniowo jednak głównym polem indoktrynacji społeczeństwa w epoce PRL stawała się telewizja, zwłaszcza w dekadzie towarzysza Edwarda Gierka 1971–80.

Kamery WDF na takiej zmianie akcentów skorzystały, bo mogły pokazywać więcej niż TVP, czego dowodem był obraz pamiętnego strajku w sierpniu 1980 r., rozpoczynającego upadek realnego socjalizmu. 35 lat temu ekipa WFD była w Stoczni Gdańskiej, gdzie TVP w ogóle nie miała wstępu, i z materiałów wtedy nakręconych zmontowano najsłynniejszy w historii Polski i mający największe znaczenie społeczne film dokumentalny „Robotnicy ‘80”.

Najmocniej pozostającym w pamięci produktem WFD/WFDiF była Polska Kronika Filmowa (PKF). Ukazywała się regularnie przez pół wieku w latach 1944–94 i zanotowała aż 3866 wydań. Cotygodniowy magazyn aktualności nawiązywał do przedwojennej kroniki Polskiej Agencji Telegraficznej. PKF rozpowszechniana była w wielu kopiach i wyświetlana w kinach przed głównymi seansami, a w późniejszych latach emitowana także w telewizji.

Obrazowała oficjalne święta z udziałem władzy oraz najróżniejsze wydarzenia z wielu dziedzin, a także zamieszczała minireportaże i felietony. Raczej pomijała katastrofy, bo zakłócało to ogólny obraz przyspieszonego rozwoju Polski. Kinowym standardem była emisja dziesięciominutowej kroniki, po czym następowała krótka przerwa dla dopełnienia sali przez widzów, którzy się spóźnili lub celowo sobie PKF odpuścili.

Dzisiaj seanse w multipleksach poprzedzane są coraz dłuższymi blokami reklamowymi, straszliwie denerwującymi widzów głównie dlatego, że nikt nie wie… ile czasu jeszcze potrwają. Pod tym względem w epoce PKF panował jednak porządek. Po zawieszeniu regularnego ukazywania się kroniki produkowanej przez WFDiF podtrzymywała ją w ograniczonej formule do 2012 r. spółka Studio Filmowe Kronika. Abstrahując od przeideologizowanych komentarzy, archiwalne wydania PKF stanowią kapitalny zapis powojennych dziejów Polski.

Krajobraz zatrzymany w czasie

Współczesny wizerunek WFDiF jest mieszanką epok. Rozległy teren przy Chełmskiej 21 prezentuje się podczas spaceru między budynkami niczym skansen, w którym czas zatrzymał się w schyłkowym okresie PRL. Dominuje rozrzucona niewysoka lub wręcz parterowa zabudowa pawilonowa. Najmłodszy obiekt pochodzi z lat 80. XX wieku, co wizerunkowo kontrastuje z wyrastającymi tuż za płotem wysokimi deweloperskimi apartamentowcami. Ale zgrubne wrażenie myli, ponieważ w siermiężnych bryłach kryje się najnowsza technologia. W branży filmowej nastąpił przecież ogromny postęp i nienadążanie za wymaganiami konkurencyjnego rynku natychmiast by WFDiF z niego wyeliminowało.

Teren należy do wytwórni, ale po ustrojowych przemianach funkcjonuje na nim kilkadziesiąt branżowych podmiotów, do czego nawiązuje tytuł tego tekstu. Zgodnie z klasyczną definicją klaster to skoncentrowana przestrzennie grupa firm pochodzących z tego samego lub pokrewnych sektorów, a także instytucji i organizacji, powiązanych siecią zależności, konkurujących i współpracujących ze sobą.

Przy Chełmskiej 21 znajduje się wszystko potrzebne do kręcenia filmów: profesjonalne hale zdjęciowe i studia, laboratoria i pracownie rekonstrukcji obrazu, wytwórnie i magazyny rekwizytów i kostiumów, firmy producenckie i dystrybucyjne, agencje aktorskie i modelingowe, studia castingowe, impresariat, prywatna szkoła filmowa, wytwórnia scenariuszy, branżowe wydawnictwa, izba producentów audiowizualnych z sądem arbitrażowym, jedna z prywatnych telewizji, archiwum filmowe oraz inne mniejsze podmioty. Notabene w scentralizowanej epoce PRL tabliczek wisiało przy Chełmskiej również niemało, ponieważ miały tam siedzibę ówczesne zespoły filmowe.

Wytwórnia systematycznie rekonstruuje i cyfryzuje swoje bezcenne zasoby filmów dokumentalnych. Taka jest współczesna branżowa konieczność, to samo robi m.in. Filmoteka Narodowa, która zresztą w kompleksie budynków WFDiF utrzymuje swoje archiwum — magazyn z taśmami, pracownie konserwacji i restauracji.

Współczesna widownia zafascynowana jest cyfrowymi wersjami starych filmów, zapewniającymi zdecydowanie wyższą ich jakość. Ale to tylko kopie z negatywów, wykorzystywane do bieżącej eksploatacji i upowszechniania. Archiwizację wieczystą gwarantuje wyłącznie tradycyjna taśma nitro, oczywiście przechowywana zgodnie z technologicznymi rygorami. Doświadczona kadra WFDiF ubolewa, że współczesna produkcja filmowa zapisywana jest już tylko cyfrowo.

Wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest to wcale nośnik trwały, dlatego dla cywilizacji fatalna jest okoliczność, że obecna twórczość artystyczna może dla następnych pokoleń po prostu nie przetrwać. Filmowy dorobek dokumentalny i fabularny z minionych dekad jest zdecydowanie trwalszy i takim pozostanie. Do produkcji współczesnej pasuje natomiast określenie „pokolenie znikające”.

Edukacja na planie filmowym

Zarządzeniem ministra kultury i dziedzictwa narodowego WFDiF została w 2013 r. przekształcona w państwową instytucję kultury. Budżet łoży tylko na jej istnienie, natomiast realizacja projektów podlega normalnej grze rynkowej. Produkcje WFDiF na ogólnych zasadach uczestniczą w konkursach o dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Wytwórnia ma jednak przewagę profesjonalizmu placówki, w której produkuje się film na wszystkich jego etapach — od prac scenariuszowych do wykonania kopii kinowej. Może także podeprzeć się największymi postaciami polskiej kinematografii, które kręciły przy Chełmskiej — Andrzeja Wajdy, Jerzego Antczaka, Krzysztofa Zanussiego, Krzysztofa Kieślowskiego, Jerzego Hoffmana. Tylko w ciągu ostatniej dekady WFDiF zdobyła Grand Prix na festiwalu debiutów w Koszalinie dla filmów „Lincz” i „Galerianki”, Złote Lwy festiwalu w Gdyni dla „Różyczki” oraz dziesiątki laurów dla „Róży”. Szczególną cechą wytwórni jest otaczanie troską młodych reżyserów i umożliwianie im debiutów szybciej niż dopiero po czterdziestce.

Jedną z nowatorskich inicjatyw producenckich WFDiF jest „Teatroteka”. To cykl ekranizacji młodej polskiej dramaturgii realizowanych przez młodych reżyserów. Spektakle stanowią ciekawą alternatywę dla współczesnej produkcji telewizyjnej i odnoszą sukcesy na festiwalach. Organizowany przez TVP w Sopocie prestiżowy festiwal Dwa Teatry (chodzi o Teatr Telewizji Polskiej oraz Teatr Polskiego Radia) w tym roku sensacyjnie wygrał w kategorii telewizyjnej spektakl „Walizka” o problemie Holokaustu zrealizowany przez WFDiF w jej studiu.

Chełmska odczuła wielką radość z pobicia ulicy Woronicza na jej boisku. Z kolei podczas WorldFest w Houston nagrodzone zostały spektakle „Walentyna”, o pierwszej kobiecie w kosmosie, oraz „Nad”. Od 2013 r. realizowany jest projekt edukacyjny „Plan filmowy”, który zyskuje coraz większą grupę odbiorców.

Edukacja połączona została z doświadczaniem najciekawszych elementów produkcji filmowej. W jednym ze studiów zorganizowano wystawę z wykorzystaniem kostiumów i rekwizytów z filmu „Miasto 44” wzbogaconą o materiały wizualne i dźwiękowe. Projekt spotyka się z wielkim zainteresowaniem szkół z całego kraju.

Braterstwo polsko-bułgarskie

Najnowsza duma WFDiF to wchodzący na ekrany w piątek 11 września obraz batalistyczny „Karbala”. Wytwórnia jest głównym producentem tego filmu, opowiadającego o dramatycznym epizodzie sojuszniczej interwencji w Iraku. W kwietniu 2004 r., gdy zaczęło się muzułmańskie święto Aszura, grupa 30 polskich i 20 bułgarskich żołnierzy przez cztery dni broniła ratusza w mieście Karbala przed atakami rebeliantów z tzw. Armii Mahdiego. Obrońcy nie ponieśli strat, a sami zlikwidowali może nawet 80 napastników.

Była to największa bitwa polskiego żołnierza od drugiej wojny światowej, a dokładniej od walk z banderowcami w Bieszczadach. Oryginalne plenery pustynne nakręcono w Jordanii, ale sama Karbala wyczarowana została w Warszawie. Rzecz jasna nie na Chełmskiej, lecz po praskiej stronie Wisły, w postindustrialnej scenerii byłej Fabryki Samochodów Osobowych (FSO) na Żeraniu.

Miało to szczególną symbolikę, albowiem FSO była niemal rówieśniczką WFDiF — jej budowa od podstaw rozpoczęła się w 1948 r., a pierwszy samochód na licencji radzieckiej zjechał w 1951 r. Po przemianach ustrojowych na upadającym Żeraniu podejmowali produkcję kolejni inwestorzy zagraniczni, najpierw Daewoo, a potem Chevrolet. Wszystko jednak skończyło się w 2009 r., a ostatnia licencja wygasła w 2011 r. FSO byłaby idealną kandydatką do przedstawienia w naszym wspomnieniowym cyklu „Było, nie minęło”, ale niestety nie dotrwała. Natomiast jej rówieśnica WFDiF z Chełmskiej 21 — jak najbardziej. &