Klienci podają nas sobie z rąk do rąk

Adrian Chimiak
opublikowano: 12-06-2006, 00:00

Są ostrożni i dobrze na tym wychodzą. Stawiają na rentowność, nie na obroty. Poza tym często korzystają z usług wywiadu gospodarczego.

Okna i konstrukcje z aluminium Alremeksu zdobią wiele budynków w Katowicach, Wrocławiu i w Opolu (np. gmach Uniwersytetu Opolskiego przy pl. Kopernika, Sąd Okręgowy czy Dom Handlowy Błękitna Wstęga). Firmę jednak trudno dostrzec na targach branżowych, nie reklamuje się w mediach.

— Kilkanaście lat pracowaliśmy na dobrą opinię. Obecnie firmy, z którymi pracowaliśmy wcześniej, polecają nas innym. To komfortowa sytuacja — uśmiecha się właściciel Romuald Krynicki.

Alremex (założony w 1993 roku) produkuje okna PCW (system Thyssen) oraz konstrukcje aluminiowe i aluminiowo-szklane. Wykonuje też prace budowlano-montażowe. Klienci indywidualni to zaledwie 30 proc. odbiorców.

— Stawiamy na rentowność, nie na obroty. Dzięki temu nigdy nie straciliśmy płynności finansowej. Poza tym często korzystamy z usług wywiadu gospodarczego, który bada wiarygodność naszego przyszłego partnera — przekonuje Krynicki.

Bywa jednak, że inwestor wpada w kłopoty finansowe i nie może zapłacić za przygotowane wyroby. Tak się stało w roku 2003 z budową przy ul. Oleskiej w Opolu (dyskoteka z kręgielnią).

— Do dziś czekają wyprodukowane konstrukcje aluminiowe — wskazuje magazyny Romuald Krynicki.

Ale zdarzyło się też, że zgłosiła się potężna firma z Niemiec. Wydawałoby się — idealny partner.

— Poprosiliśmy o zbadanie jej kondycji i okazało się, że kontrakt może być dla nas niekorzystny. Przy dużych sumach, a chodziło o zamówienie na okna PCW warte ponad milion euro, nie możemy sobie pozwolić na odraczanie płatności — przyznaje Krynicki.

Pamiętajcie o ogrodach

Coraz częściej i chętnie Alremex wykonuje ogrody zimowe. Zysk jest znacznie wyższy niż przy sprzedaży okien.

— Taka przychodzi z Zachodu moda. Panie uwielbiają zieleń, w ten sposób realizują swoje marzenia. Zimowy ogród podwyższa standard domu, jest miejscem wypoczynku i podnosi prestiż — mówi Romuald Krynicki.

Właściciel firmy z wykształcenia jest inżynierem budownictwa lądowego. Zaczynał jako asystent w Wyższej Szkole Inżynierskiej (dziś Politechnika) w Opolu. Obserwował, jak starsi koledzy zakładają własne interesy.

— Pensja i pewność zatrudnienia nie potrafiły zatrzymać mnie na państwowej uczelni. Założyłem firmę budowlaną, ale ciągle szukałem luki na rynku. I znalazłem. Kilkanaście lat temu istniało w Polsce tylko jedno przedsiębiorstwo wytwarzające konstrukcje aluminiowe wysokiej jakości. Stosowana tam technologia była przestarzała, a i tak nie mogli opędzić się od zamówień. Założyłem z żoną (także inżynierem budownictwa) Alremex. Taka była moda, żeby nazwa kończyła się na „ex”, miało to sugerować eksport. „Al” kojarzy się z aluminium, „rem” z remontem i moim imieniem — tłumaczy Romuald Krynicki.

Krynicki przyznaje z uśmiechem, że ta nazwa „to chyba nie był dobry pomysł — trudno ją wymówić i zapamiętać”. Jednak zmiana kosztowałaby zbyt wiele działań marketingowych oraz nakładów finansowych.

— Jeśli ktoś ma założyć nową firmę, powinien pięć razy zastanowić się nad brzmieniem, pisownią i skojarzeniami mogącymi pojawić się w związku z jej nazwą — przestrzega Romuald Krynicki.

Duma właściciela

W 1993 roku zaczynał od małej, 500-metrowej hali. Dziś produkcja odbywa się na pięciu tysiącach metrów kwadratowych (odkupionych od przedsiębiorstwa Społem), a kolejne trzy tysiące są właśnie przygotowywane. Biuro Alremeksu to pięknie odnowiony, przeszklony budynek. Na parterze powstaje spora ekspozycja produktów. Swoje miejsce znajdzie również statuetka Gazeli Biznesu.

— Nie wykorzystujemy tego znaku, a może warto by było? — zastanawia się Romuald Krynicki nad pomysłem autopromocji w postaci naklejek lub słownej informacji na opakowaniu okien.

Alremex ma wiele certyfikatów dotyczących wymagań jakościowych i przeciwpożarowych. Chciałby swoją firmę przekazać kiedyś córce (dzisiaj jest udziałowcem), lecz ona wybrała architekturę.

— Ech, nawet zięć mi się szykuje nie z branży — ubolewa właściciel.

Zastanawiał się nad zmianą profilu produkcji, jednak w takich chwilach patrzy na swoje okna (wytrzymałość szacowana na 40 lat, uszczelki odporne na starzenie się) i drzwi (wytrzymują napór ognia i dymu przez dwie godziny) zamontowane w domu i jest dumny, że to jego firma je wyprodukowała.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu