Klimat lat minionych

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2014-06-27 00:00

Marcin Kryjom, prezes D35, postawił na przestrzenie przez duże P. Żadnych ciasnych pokoików ani narad w salce konferencyjnej. W jego firmie idee mają wzlatywać wysoko ponad dachy.

— Dlaczego postanowiliśmy się wynieść z przytulnej willi? Bo wielkie filmy, wielkie projekty potrzebują równie wielkiej przestrzeni — twierdzi Marcin Kryjom, prezes i twórca D35, firmy zajmującej się postprodukcją filmową, efektami specjalnymi, wypożyczaniem cyfrowego sprzętu oraz obsługą i archiwizacją danych z planu filmowego. Stoimy tuż za progiem pachnącej nowością siedziby D35 na terenie Soho Factory na warszawskim Kamionku. Przebudowa i aranżacja kosztowały miliony. Hall rozmiarami przypomina boisko do koszykówki. Kolorystyka jest mniej sportowa: dużo szkła i szarości poprzecinanej ciepłymi odcieniami błękitu. Po lewej stronie od wejścia — gabinet prezesa w przeszklonej kostce. Choć „gabinet” to w tym przypadku zdecydowanie określenie zbyt napuszone.

Hierarchii śmierć

— Nie czuję się jedynie prezesem tej firmy. Na wizytówce mam w końcu napisane: art director. Przeszklenie i położenie mojego biura ma kilka zalet ważnych w branży filmowej. Widać mnie z każdej strony, jestem otwarty dla wszystkich, nie sygnalizuję niepotrzebnej hierarchii. Gdy przychodzi znany producent, nie odbija się od deski recepcji. Widzę jego, a on widzi mnie i już go witam. Szkło ma otwierać pozamykane przestrzenie, nie chcę, żeby myśli odbijały się od murów — tłumaczy gospodarz.

Enklawa w Soho stworzona przez giełdowy Black Lion Fund przyciąga rozmaite biznesowe indywidua szukające innego środowiska pracy niż np. na Służewcu Przemysłowym. Soho jest nieco mniej zobowiązujące i sztywne, ale na swój sposób energetyczne — nie przez naszpikowanie technologią i windy wjeżdżające pod chmury. W murach dawnych fabrycznych zabudowań D35 znalazło swoje 1,8 tys. mkw., których serce to największa kinowa sala kolaudacyjna w Polsce. Właśnie siedzi w niej kilku znanych producentów i klatka po klatce analizują przyszły kinowy hit na miarę „Drogówki”.

Jest duma? — Gdy pierwszy raz tu wszedłem, zobaczyłem przeciekający dach, zaniedbaną infrastrukturęi gołą powierzchnię aż po dach. To było to. Postanowiłem zmierzyć się z wyzwaniem, bo była ku temu przestrzeń. Dopiero później się dowiedziałem, że niegdyś montowano tu kultowe skutery Osa — mówi Marcin Kryjom, oddany fan motoryzacji, szczególnie w dwukołowej wersji.

Creeper na longboardzie

Motoryzacyjną pasję widać już przed wejściem do D35. Szef parkuje tam swoją kilkunastoletnią hondę w wersji enduro sprowadzoną z Japonii. Barwny kask na biurku to jeden z czterech wyróżników stanowiska pracy Marcina Kryjoma. Kolejne to gigantyczny monitor, książka o kinowych osiągnięciach Juliusza Machulskiego i zielony pluszak, Creeper, postać znana fanom gry komputerowej Minecraft.

— Minecraftem pasjonuję się od czasów komputerów ZX Spectrum. A książkę dostałem od producenta, z którym wkrótce przyjdzie mi współpracować — tłumaczy Marcin Kryjom. I dopowiada, że z D35 wyszły filmy: „Papusza”, „Drogówka”, „Sęp”. Przy takich obrazach pracy jest co niemiara, dlatego obok siedziby spółki urządzono zaciemniony pokój z sofą do spania.

Od frontu wita gości część rozrywkowa — siada się z kubkiem kawy na kolorowych krzesłach z mieszczącego się naprzeciwko designerskiego sklepu meblowego, z kawą stoi się przy pamiętającym lata 90. — i wciąż działającym — automacie z grami wideo. Po kawie można się zaś przejechać na pstrokatym longboardzie wiszącym na filarze hali. — Lubujemy się w nowinkach technicznych, ale nie zapominamy o klimacie lat minionych. W końcu D w nazwie pochodzi od słowa digital, a 35 to rozmiar analogowej taśmy filmowej — wyjaśnia Marcin Kryjom. &

„Fil” stawia biało na czarnym

Z poprzedniej siedziby D35 do Soho Factory przyjechały wielkie plansze z czarnego szkła zabielonego kreską Tomasza „Fila” Wiśniowskiego. Wrocławski rysownik, uchodzący za kultowego w kręgu fanów komiksów, poświęcił osobną planszę każdemu biznesowemu działowi filmowej spółki. „Fil” swobodnie nawiązuje do kultowych filmów, postaci i twórców Hollywoodu. Jego efektowne linie ciekawią już od wejścia. — Znowu zawisną przy wejściach do poszczególnych pomieszczeń, z tych prac biją bowiem wartości i cele, którym hołdujemy — zaznacza Marcin Kryjom, prezes D35.