Klimatyczne równanie z małymi niewiadomymi

Eksperci tryskają optymizmem — umowa klimatyczna zostanie podpisana. Biznes jest realistyczny — mały postęp już będzie sukcesem. Ruszył szczyt w Paryżu.

Mimo że otwarcie paryskiego szczytu klimatycznego COP21 uświetniło 150 głów państw, zjechało na niego 45 tys. osób, a wydarzenie potrwa dwa tygodnie, wielkich niewiadomych nie ma. Cel ogólny to wprowadzenie takich rozwiązań, które do końca stulecia ograniczą ocieplenia globu do 2 stopni Celsjusza.

— Umowa w zasadzie już jest znana. Ma 31 stron i 26 artykułów — mówił wczoraj Marcin Korolec, były wiceminister środowiska i były pełnomocnik rządu ds. klimatu, na konferencji zorganizowanej przez Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych i fiński koncern energetyczny Fortum. Można założyć, że wie, co mówi. Jeszcze nieco ponad tydzień temu pracował w rządzie i przewodził polskiej ekipie negocjatorów zajmujących się kwestiami klimatycznymi.

Co kraj, to model

Zespół polskich negocjatorów przejął już jego następca, Paweł Sałek, ale perspektyw szczytu to raczej nie zmieni. Bo dokument, którego podpisaniem szczyt może się zakończyć, i tak będzie — w zależności od punktu widzenia — wiążący lub niewiążący. I nie narzuci krajom niechcianych zobowiązań. — Umowa zobowiąże kraje do przedstawienia zobowiązań. Nie będzie jednak rozpiski z wytycznymi dla każdego kraju z osobna — tłumaczy Marcin Korolec. Wachlarz możliwych form zobowiązań jest tak szeroki, że długo można wyliczać.

Przykładowo, Unia Europejska proponuje, że do 2030 r. zredukuje emisje gazów cieplarnianych o 40 proc. w stosunku do 1990 r. (pomysł musi jeszcze przejść przez wewnątrzunijne dyskusje), Stany Zjednoczone deklarują zmniejszenie emisji o 26- -28 proc., Chiny obiecują, że ich emisje nie będą rosły po 2030 r., a Kongo — że wyda kilka miliardów dolarów na inwestycje przyjazne klimatowi.

— Nie ma jednego szymelu — podkreśla Marcin Korolec.

Widać jednak, że nie tylko UE bierze na siebie zobowiązania. A to leży na sercu polskiej premier Beacie Szydło, która mówiła wczoraj, że „nie może być tak, że tylko kraje UE będą ponosiły odpowiedzialność i koszty tego porozumienia” (PAP). Wśród zapisów-pewniaków są te o charakterze finansowym, czyli przede wszystkim powtórzenie deklaracji mówiącej o przekazywaniu 100 mld USD rocznie przez kraje rozwinięte krajom rozwijającym się.

Optymiści i minimaliści

Optymistą, jeśli chodzi o wyniki COP21, jest Christoph Wolff, dyrektor Europejskiej Fundacji Klimatycznej.

— Tak wiele krajów przedstawiło już swoje zobowiązania, że nie ma mowy, by powtórzyła się porażka z Kopenhagi [szczyt z 2009 r., zakończony brakiem porozumienia — red.]. Sprzyjają mu zresztą realne zmiany w gospodarce, czyli gwałtowny spadek kosztów w energetyce odnawialnej, a także rosnący dystans instytucji finansowych do projektów węglowych — tłumaczy Christoph Wolff.

Porozumieniu sprzyja też kryzys imigracyjny. Maciej Bukowski, prezes WISE, podkreśla, że społeczeństwa nie zdają sobie sprawy, jak wiele światowych katastrof ma swoje źródła w zmianach klimatycznych.

— Imperium rzymskie upadło m.in. dlatego, że plemiona barbarzyńskie uciekały przed suszą. Obecny kryzys imigracyjny spowodowany jest przez wojnę, ale zmiany klimatu też odgrywają tu ważną rolę — przekonuje Maciej Bukowski.

Optymizm optymizmem, ale biznes nie spodziewa się po COP21 spektakularnych decyzji. — Jeśli szczyt zaowocuje dokumentem długoterminowym, to już będzie to sukces. Sukcesem będzie też, jeśli zobowiązania przyjęte przez poszczególne kraje będą bardziej spójne niż przed szczytem. Osiągnięciem będzie też jakikolwiek postęp w upowszechnianiu systemu opłat za emisje dwutlenku węgla — zauważa Esa Hyvarinen, wiceprezes fińskiego koncernu energetycznego Fortum.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Klimatyczne równanie z małymi niewiadomymi