Know-how kolekcjonera win

opublikowano: 04-09-2019, 22:00

Co odróżnia koszyk win inwestycyjnych od sklepowego koszyka z prozą życia? Siedem czynników, chociaż o poetyce rodem ze zmęczonej głowy analityka

1. Nędzna podaż

Rynek kolekcjonerskich win nie odbiega pod tym względem od obiegu pozostałych inwestycyjnych zbytków: potencjał w roli lokaty tworzy stosownie celebrowana rzadkość. Mizerna podaż — w połączeniu z czynnikiem nr 2 — składa się na niezbędną dla budowania ceny legendę, niezależnie od tego, co decyduje o ilości wina w obiegu. Czasem mowa tylko o woli producenta, czasem o strategii podanej subtelniej: o niewielkim poletku z leciwą winoroślą, które zamyka mur z kamieni pamiętający wojny toczone przez rycerzy w zbrojach. Puentą bywa podaż skali 450 skrzynek po tuzin butelek, z których część skończy jeszcze na stole, generując ból głowy z tytułu tzw. kosztów utraconych możliwości.

2. Reputacja prymusa

Bycie na językach rozumiane dosłownie i w przenośni musi być istotne, jeśli zakładamy, że kolekcjonowane dobro ma w dłuższym horyzoncie przynieść zarobek. Rozważając inwestycję, można pod tym względem stanąć na rozdrożu: przygarnąć do koszyka aktywów wina niedoszacowane, ale też ciszej oklaskiwane, albo osławione blue-chipy — bordoskie, burgundzkie, kalifornijskie czy włoskie o progu wejścia rzędu nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. O tym, jak obrać drogę prostszą, choć bardziej stromą dla budżetu, informują systemy jakościowej klasyfikacji oraz indeksy, chociaż i na tej trasie pojawić się może zator — nic nie podbija atmosfery rzadkości tak, jak konieczność zapisania się na listę i oczekiwania na skrzyknę w ciężkiej cierpliwości.

3. Proweniencja — do zanotowania

Słowo, które jawić się może jako pretensjonalne, okazuje się powszechne na rynkach różnych obiektów kolekcjonerskich — określa się nim pochodzenie, a najczęściej przynależność do jakiegoś rozpoznawalnego zbioru, która korzystnie przekłada się na wartość w obiegu. Skrzynki win z piwnic uznanych kolekcjonerów bywają nieproporcjonalnie droższe, jednak czynnik działa na popyt dwutorowo: ciepłą aurą znanego właściciela i niemiłym dla kości chłodem, patrz punkt 4.

4. Z daleka od barku

O tym, czy wino ma jakikolwiek potencjał zwyżkowy, decydują nie tylko czynniki wprost wabiące popyt, ale również fundamentalne obowiązki, o których zwykle nie pisze się z takim zapałem jak o aukcyjnych rekordach. W przeciwieństwie do whisky wina wciąż dojrzewają po zabutelkowaniu, dlatego warunki ich starzenia się muszą być nieprzerwanie nienaganne — w przypadku dobrej proweniencji mowa więc również o ciągłości odpowiedniej temperatury, wilgotności i zaciemnienia. Chwytliwe historie dowodzą w końcu, że zamiast w salonowym barku, wiekowe trunki owocniej rozwijają się czasem we wraku zatopionego statku.

5. Fałszerz w kajdankach

Oprócz prozaicznych kwestii magazynowania z punktu nr 3 wyprowadzić można jeszcze jeden czynnik wpływający na inwestycyjny potencjał wina, a więc jego autentyczność. Drugi biegun względem udokumentowanego pochodzenia z nobliwej kolekcji tworzy na tym rynku pochodzenie z przydomowej fabryczki fałszerza. Podrobienie etykiety — a nawet jej delikatne postarzenie — nie wygląda na zadanie nie do wykonania, dlatego żeby zmniejszyć ryzyko zainwestowania w wino stołowe w eleganckim opakowaniu, trzeba uważać i nie dać się zwieść pozornej okazji. Domy aukcyjne, winnice i uznane platformy dla brokerów zwykle łagodzą prawdopodobieństwo straty, ale nie krzyczą też przecenami, bo każdy kolekcjonerski obiekt wyceniany głęboko poniżej rynkowej średniej może być podejrzany jak „burgundzkie château, szkło gratis”.

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

6. Starość bez zmarszczek

Wbrew powszechnemu przekonaniu starzenie się jak wino wcale nie powinno się zaliczać do życzeniowych fantazji na temat własnej siwizny — statystyki wskazują, że ludzie w miażdżącej większości

dojrzewają znacznie korzystniej niż przeciętne stołowe trunki. Potencjał długiego — a więc liczonego nawet w dekadach — starzenia się jest jednym z podstawowych wyróżników win inwestycyjnych, stąd nietrudno o przypuszczenie, że mogą go obiecać tylko nieliczne skrzynki. Recepta na długowieczność zasadza się w uproszczeniu na odpowiedniej zawartości alkoholu, stosownej kwasowości oraz wystarczającym poziomie tanin, czyli związków zamieszkujących winogronową skórkę. O ile wydaje się, że raz uchwyconą proporcję powielać można długimi latami, oprócz właściwości samej winorośli decydujące znaczenie ma łaskawość pogody — to ona warunkuje w końcu, czy na rynku zagości rocznik wyborny czy marny — patrz punkt 7.

7. Pytanie o PESEL

Średnia cena butelki Lafite Rothschild z rocznika 2010 to 4,5 tys. zł, podczas gdy sięgając po rok młodszą, zapłacilibyśmy już 2,7 tys. zł, wynika z bazy danych Wine Searcher. Czy to możliwe, żeby jedno z pięciu bordoskich win o statusie Premier Grand Cru tak nagle przestało być w trendzie? W warunkach niegasnącego pragnienia azjatyckich spekulantów trudno to sobie wyobrazić, jednak w rzeczywistości o różnicach w cenie roczników — i potencjale dalszej zwyżki — w istotnej mierze decydują warunki atmosferyczne.

Według ocen magazynu „Decanter” 2010 rok zapisał się taką wiązanką pochwał, że krytycy sugerowali nawet zwracanie uwagi na mniej doceniane winnice, bo ogólny poziom bordoskich win z tego okresu był na prawym i lewym brzegu emocjonująco wysoki. Rocznik 2011 natomiast po obu stronach przecinającej region rzeki wypadł w ogólnych ocenach na 2,5/5, dlatego że mimo cieplejszego początku roku lato okazało się chłodne i deszczowe, a jesienna pora winobrania mocno niezdecydowana. Ogół tych nieprzyjemności zaburzył właściwe dojrzewanie gron cabernet sauvignon i merlota, dlatego krytycy śmielej polecali już te wina z obszaru Pomerol czy Saint-Émilion, które miały obfitszy udział cabernet franc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy