Kobiety uciekają z Wall Street

ŁO
opublikowano: 2010-09-11 09:48

Wall Street zwane kiedyś "boys' club" dawno nie było tak "boys".

Po latach gwałtownej emancypacji i napływie kobiet do pracy w finansach, w ostatnich 10 latach notowane są w tym względzie spadki.

Od 2000 roku liczba pracujących w finansach kobiet w wieku 20-35 lat spadła o 315 tys., czyli 16,5 proc. W tym samym czasie w amerykańskich instytucjach finansowych liczba mężczyzn w tym samym wieku poszybowała w górę o 93 tys., co daje 7,3 proc. wzrost.

Kobiety patrzą na reputację

- Dla kobiet było bardzo ważne, aby pracować w firmie, z której mogą być dumne - mówi w wywiadzie dla redakcyjnego bloga "The Wall Street Journal" Sylvia Ann Hewlett, założycielka i prezydent think tanku Center for Work-Life Policy.

Hewlett twierdzi, że szczególnie w okresie apogeum kryzysu finansowego, nadszarpnięta reputacja sektora finansowego odstraszała kobiety. Mężczyźni według Hewlett statystycznie przywiązują mniejszą wagę do takich kwestii, liczy się bardziej końcowa wypłata i pakiet świadczeń dodatkowych.

Inne ambicje, seksizm...

Ekonomistka podkreśla też, że różnica w systemie wartości jest widoczna również w pościgu za awansami. Gdy Center for Work-Life Policy podczas swoich badań pytało kobiety, czy polują na najwyższe stanowiska w firmie, większość odpowiadała, że nie ma takich ambicji.

Do tego dochodzą problemy z seksizmem w korporacjach finansowych i przerwy w karierze, na które decydują się młode kobiety na przykład z powodu porodu.

Firmy walczą o kobiety

Równocześnie czołowe firmy zabiegają o większą ilość kobiet w swoich szeregach. Hewlett chwali program Goldman Sachs Returnship i wspólny projekt Bank of America oraz Columbia University. W BofA widać już rezultaty długoletniej polityki - 61 proc. wszystkich pracowników stanowią kobiety.

- Firmą, która zrobiła wiele dobrego dla kobiet był bank Lehman Brothers. Mieli spektakularny program o nazwie Encore – dodaje Hewlett.