KODEKS BRANŻY BYWA ŁAMANY

Dariusz Styczek
opublikowano: 25-06-1999, 00:00

KODEKS BRANŻY BYWA ŁAMANY

Wyławianie łowców głów

Konsultanci z firm doradztwa personalnego są jak spowiednicy — obowiązują ich specjalne zasady etyki zawodowej i zwykłej uczciwości tak wobec klientów, jak i pracodawcy. Z tym większym oburzeniem środowiska spotykają się przypadki połowów wewnątrz branży. Łowcy głów stają się zwierzyną, na którą się poluje, mimo że część firm zawarła niepisaną umowę, że nie będzie tego robić.

Wewnątrzśrodowiskowy headhunting w zasadzie niczym się nie różni od stosowanego wobec specjalistów z innych branż, najczęściej jest to typowy executive search. Telefon do wybranego konsultanta, potem dyskretna rozmowa wstępna, negocjacje co do pozycji w nowej firmie i warunków zatrudnienia. Z reguły podmiotem takich zabiegów są doświadczeni konsultanci z dużych renomowanych firm. Zdarzyło się już, iż konsultanci po przejściu do konkurencyjnych firm zostawali ich dyrektorami. Ludzie z branży mówią, że headhunting wewnątrz branży to zjawisko coraz częstsze, znaczące i będzie ono narastać. A jakie są jego przyczyny?

Ścieżka awansu

Tomasz Sokołowski, dyrektor zarządzajacy agencji w Take It, twierdzi, że headhunterzy z łatwością dają się łowić, a to dlatego, że stosowane wobec nich techniki są im doskonale znane. Mówi, że do Take It pozyskuje się pracowników w dwojaki sposób — zatrudnia osoby spoza branży i szkoli się je albo — rzadziej — korzysta z usług doświadczonego konsultanta, który wcześniej pracował w dużej firmie konkurencyjnej. Zdaniem Tomasza Sokołowskiego, w małych firmach trudniej o dobrych specjalistów. Stosowanie tej drugiej możliwości wynika poniekąd z płytkości rynku doradców personalnych. Jest ona praprzyczyną środowiskowego kanibalizmu. Firma, która się rozwija, często nie ma innego wyjścia. Dyrektor Sokołowski twierdzi, że nie każda zmiana pracy przez konsultanta to efekt executive search jego kolegi z konkurencji.

— Zwykle kulisy przejścia konsultanta z jednej firmy do drugiej są znane. Może być tak, że dotychczasowa firma ma problemy na rynku i to jest powód do odejścia. Odejście może się też wiązać z chęcią awansowania. Awansem jest już praca w dużej renomowanej firmie międzynarodowej, nawet na podobnej pozycji jak w poprzedniej agencji. Wreszcie, takim powodem do zmiany barw jest brak sukcesów w dotychczasowej firmie — tłumaczy.

Zdaniem Tomasza Sokołowskiego, nie ma nic moralnie nagannego, jeśli konsultant zmienia pracodawcę co 4-5 lat. Ze środowiskowym ostracyzmem spotkać się może jednak pracodawca, który pozyskuje konsultantów łowiąc ich u konkurentów z branży, mimo że zobowiązał się tego nie robić.

Zdaniem Wojciecha Borsuckiego, szefa Hill International Polska, skutki takiego działania są znaczące zwłaszcza dla małych firm, zatrudniających dwóch-trzech konsultantów.

— Takie firmy jak Hill, który zatrudnia 28 pracowników, poradzą sobie, nawet jeśli opuszczą je jacyś ludzie. Ale jeśli firma jest mała i któryś z konkurentów pozbawi ją jednego z filarów w postaci doświadczonego konsultanta — mimo że zobowiązał się tego nie robić — to ja rozumiem wściekłość tego, który traci takiego pracownika — mówi Wojciech Borsucki.

Taka firma musi na nowo odbudowywać kontakty — rzecz bezcenna w tej branży — które wraz z odejściem konsultant zabiera ze sobą.

Dżentelmeński układ

Każdy z 44 członków Stowarzyszenia Doradców Personalnych, do którego mogą należeć konsultanci, w momencie przystępowania do stowarzyszenia zobowiązuje się do przestrzegania kodeksu zasad postępowania etycznego w tym zawodzie.

— Jedną z nich jest nieprowadzenie aktywnej rekrutacji na terenie konkurencyjnej firmy — mówi Wiesław Gawlik, wiceprezes stowarzyszenia i konsultant w H. Neumann International.

— Do złamania tej zasady dochodzi wówczas, kiedy konsultant z firmy A aktywnie rekrutuje pracowników w firmie B. Natomiast jeśli konsultant z firmy B sam zgłosi się do firmy doradczej A i zostanie w niej zatrudniony, wówczas wszystko jest w porządku — wyjaśnia Wiesław Gawlik.

— Jeśli ktoś łamie to dobrowolne zobowiązanie, a taki przypadek miał miejsce, to jest nieszczery i należy go traktować jak osobę, z którą lepiej nie mieć do czynienia w przyszłości — uważa Wojciech Borsucki.

Dodaje, że nie można oczywiście potępiać tych, którzy robią to, ale żadnych zobowiązań nie składali.

Łamanie przyjętych przez środowisko zasad, zdaniem Wojciecha Borsuckiego, psuje opinię całej branży doradców personalnych, która w szczególności powinna odznaczać się wysokim poziomem etyki zawodowej. Jego zdaniem, stowarzyszenie to dobre miejsce dla ujawniania przypadków wewnątrzbranżowego headhuntingu. Poza tym każdy kij ma dwa końce.

— Jeśli ktoś raz zaatakuje moją firmę pozyskując dla siebie pracowników, to nie może być pewien, że ja za jakiś czas nie zaatakuję jego firmy, np. próbując podkupić jego konsultantów — wyjaśnia Wojciech Borsucki.

PRÓBY WYCHODZĄ NA JAW: W Hill Int., kierowanym przez Wojciecha Borsuckiego, każdy z konsultantów, a także członków managementu, z reguły ujawnia pod-jętą wobec niego próbę zwerbowania przez konkurencję. fot. TZ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Styczek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / KODEKS BRANŻY BYWA ŁAMANY