Kodeks znany był od stycznia

opublikowano: 09-09-2018, 22:00

Tegoroczne XXVIII Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju przeszło do historii, w tym wydaniu „PB” jeszcze je obszernie podsumowujemy.

W ostatnim komentarzu odnoszę się do wątku wyborczego, który przy krynickim deptaku zaznaczył się jedynie śladowo — wszak zbliżają się wybory samorządowe, a nie parlamentarne — ale został nagłośniony. Od początku krynickich zbiórek naturalnym zainteresowaniem cieszą się debaty z udziałem realnych decydentów — premiera, wicepremierów, ministrów gospodarczych. Opozycja znajduje sobie nisze na obrzeżach głównego nurtu. Przez lata wpadał z prezentacją np. prezes Jarosław Kaczyński. W tym roku zaś wspólnie wystąpili Grzegorz Schetyna i Katarzyna Lubnauer, ale nie w typowym panelu, lecz w nowej formule „Rozmowy o Polsce i świecie”.

Współtwórcy Koalicji Obywatelskiej (KO) przed wyborami samorządowymi wylali żale proceduralne. Nagłośnili zagrożenie zdominowaniem przez PiS liczenia głosów w komisjach obwodowych. Ten poważny problem realnie istnieje, jednak zdumiewa, że opozycja obudziła się 5 września na forum, gdy nowelizacja Kodeksu wyborczego uchwalona została 11 stycznia. PiS przeforsowało wtedy wiele sprytnych poprawek, niewiele mówiących laikom, natomiast maksymalizujących jego szanse na przechwycenie samorządów.

Jedna z nich dotyczy składów komisji obwodowych, bezpośrednio realizujących wybory w lokalach. Eksperymentem neutralnym politycznie jest wprowadzenie dwóch komisji — jedna wydaje wyborcom kartki, a druga wypoczęta zjawia się o godz. 21 i do rana liczy głosy. Liderom KO chodzi jednak o ich składy. Od początku III RP konstrukcja komisji obwodowych była prosta i uczciwa: jeden komitet zgłaszał jednego członka, zatem wszyscy wszystkim patrzyli na ręce. Zgłaszający byli prawnie równi, zarówno wielkie partie, jak i maleńkie komitety wystawiające w gminie jednego kandydata. Gdy liczba chętnych przekraczała pułap liczebności komisji — przeprowadzano losowanie. Z tego powodu wśród prawie 28 tys. komisji PiS ostatnio nie obsadziło około 2 tys. i mogło polegać w nich tylko na mężach zaufania. Wszechrządząca partia uznała to za skandal i podzieliła komitety na dwie kategorie. Lepszy sort ma miejsca zagwarantowane, gorszy zaś obsadza tylko pozostałe wolne i w razie nadmiaru zgłoszeń podlega losowaniu, Do uprzywilejowanej kasty PiS zaliczyło centralne partie/komitety, które ostatnio zdobyły mandaty do Sejmu lub do danego sejmiku wojewódzkiego: PiS, PO, Nowoczesną, Kukiz ’15, PSL oraz w części województw SLD. Taka segregacja komitetów, zwłaszcza w wyborach na poziomie gminnym, jest nieuczciwa i niekonstytucyjna. Jednak w pracach nad zmianą Kodeksu akurat ten przepis absolutnie nie został oprotestowany przez opozycję, która również skorzystała.

Dopiero po zawiązaniu komitetu wyborczego Platforma. Nowoczesna Koalicja Obywatelska obaj udziałowcy zorientowali się, że… stracili uprzywilejowanie. Do lepszego sortu należeli odrębnie, natomiast tworząc koalicję — wypadli. Połączony podmiot o obecnej nazwie nie istniał przecież i nie zdobył mandatów ani do Sejmu w 2015 r., ani do sejmików wojewódzkich w 2014 r. W tej sytuacji KO pozostaje zgłaszanie kandydatów do komisji obwodowych razem z gorszym sortem, liczenie na ograniczone zainteresowanie małych komitetów oraz na szczęście w losowaniu. W komisjach nieobsadzonych jedyną siłą opozycyjnej koalicji będą mężowie zaufania. Problem jest ważny, ale epizodyczny, wszak KO zdobędzie 21 października 2018 r. mandaty we wszystkich sejmikach i już na wybory 26 maja 2019 r. do Parlamentu Europejskiego wróci w komisjach liczących głosy do kategorii niekonstytucyjnie uprzywilejowanej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Kodeks znany był od stycznia