400 mln zł — taką stratę w 2009 r. miały PKP Polskie Linie Kolejowe, spółka zarządzająca 19 tys. km torów w Polsce. W tym roku prawdopodobnie nie będzie lepiej. PKP PLK wyliczyły, że w najbliższych latach skumulowana strata netto sięgnie 9 mld zł.
Złe wyniki spółki niekoniecznie wynikają z kiepskiego zarządzania, choć poprzedni zarząd w założeniach na 2009 r. nie uwzględnił kryzysu i o 100 mln zł przestrzelił szacowane wpływy z opłat przewoźników za dostęp do torów.
Trochę inna spółka
Niestety, straty PLK wpisane są w DNA zarządcy sieci.
— Jesteśmy spółką akcyjną, ale dość specyficzną — mówi Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK.
"Normalna" spółka posiada własny majątek potrzebny do prowadzenia działalności. Żeby go odtworzyć, gdy się zużyje, gromadzi pieniądze dzięki amortyzacji, którą wrzuca w cenę produktu. W PKP PLK inwestycje w infrastrukturę kolejową (linie o znaczeniu państwowym, których jest 12 tys. km) finansuje budżet. A skoro tak, spółka nie korzysta z amortyzacji.
— Ona nie wchodzi w stawki dla przewoźników. Jednak w bilansie mamy koszty. Nie są to wprawdzie wydatki, lecz koszty niepokryte dochodami. To nam przynosi stratę bilansową — wyjaśnia prezes.
Jak w takiej sytuacji rozmawiać z bankami o kredytach, nie mówiąc już o zasadności wypłaty premii dla pracowników?

Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu