Śladem Łap mogą pójść kolejne zakłady taboru kolejowego. Branża żąda pomocy. Resort infrastruktury rozkłada ręce.
Kolejne zakłady naprawy taboru kolejowego zwalniają ludzi. Zaczęło się od ZNTK Łapy, potem był Newag, Gniewczyna i Ostrów Wielkopolski.
— Zwolniliśmy 200 osób, a redukcje mogą objąć kolejne 300-400 osób — mówi Tomasz Żabolicki z PESA.
Wczoraj razem z szefami innych zakładów przekonywał posłów, że zaplecze remontowe rozpadnie się bez zleceń PKP. W branży (wraz z budownictwem kolejowym) pracuje 18 tys. osób. Zespół Doradców Gospodarczych TOR ostrzega, że pracę może stracić połowa.
— Proponujemy, by PKP Intercity, które planują remont 240 wagonów w tym roku, złożyły zlecenie w najbliższych sześciu miesiącach. To pozwoli nam przetrwać najtrudniejszy okres — mówi prezes Żaboklicki.
Zakłady mogą wiązać nadzieje tylko z PKP Cargo. Nadzieje płonne.
— Jesteśmy w stanie zrobić wszystkie remonty we własnym zakresie — mówi Wojciech Balczun, szef PKP Cargo.
Resort infrastruktury rozkłada ręce.
— Nie mogę ręcznie dzielić zleceń między przedsiębiorstwa. Zaplecze potrzebuje zleceń, ale sytuacja PKP Cargo jest bardzo trudna — mówi wiceminister Juliusz Engelhardt.
Potwierdza to raport TOR, który nie zostawia suchej nitki na rządowej strategii dla kolei z wiosny 2007 r. Wciąż obowiązuje, choć sytuacja się zmieniła. TOR uważa, że nie ma w tym roku szans na upublicznienie PKP Intercity, a o wejściu na giełdę PKP Cargo za rok można zapomnieć. W konsekwencji kolej nie dostanie z ich sprzedaży pieniędzy na spłatę długów. W tym roku musi oddać 1,5 mld zł a w latach 2010-11 — 2,7 mld zł.