Emocje. Moje słowo klucz do całej motoryzacji. Słowem kluczem Škody jest praktyczność. Mówimy zatem innymi językami. Inne drzwi otwieramy i co innego za nimi znajdujemy, co innego nas zachwyca. Wchodzimy w motoryzacyjny świat innym wejściem, zatem rzadko się spotykamy. Ale te spotkania się zdarzają. Właśnie z jednego wróciłem.
Czeska fuzja

Już to pisałem, i też w odniesieniu do Škody. Mniej więcej rok temu. Wówczas były to odczucia po pierwszym spotkaniu z elektryczną Škodą Enyaq. Całość możecie przeczytać tu. Jeśli nie macie, moi drodzy, ochoty cofać się w czasie, przypomnę tylko, że uznałem ten model za pierwszą Škodę, do której pasuje słowo „fajna”. Nadal nie kipi emocjami, ale jest jakaś. Na tyle że nawet ja – choć wchodzę w motoryzację zupełnie innymi drzwiami – to zauważyłem. Tak, to była pierwsza Škoda, której posiadanie mógłbym rozważyć. Škoda dokonała wówczas fuzji. Fuzji tej swojej poprawności, praktyczności i „simply clever” z emocjami. Nie było ich zbyt wiele, ale na tyle dużo, że auto przestało być dla mnie przeźroczyste. No cóż, tylko raz w swojej karierze kupiłem auto rozumem i to jest ten raz, którego żałuję. A Škoda jest dla tych, u których o wyborze decyduje rozsądek. Jest poprawna, do bólu praktyczna i doprawdy trudno się przyczepić. Chyba że do emocji, a konkretnie ich braku. Jest ich tyle co na grzybach. Aż tu wjechał Enyaq. Nadal nie jest to karnawał w Rio, ale już nie dyskoteka w podstawówce. Jest znacznie lepiej. Magnes przyciągający do siebie słowa „Škoda” i „fajna” działa jeszcze mocniej. I kto by pomyślał, że emocje wjadą do Škody elektrykiem? No kto? Teraz robi się jeszcze ciekawiej. Wjeżdża Enyaq coupé i do tego RS. Jest jeszcze bardziej odarty z tego, co dotąd kojarzyło mi się ze Škodą, ale odarty w taki sposób, że nie obrażą się nawet ci, którzy do świata motoryzacji wchodzą tymi samymi drzwiami co Škoda.
Enyaq coupé RS to pierwszy elektryczny RS marki. Škoda zdążyła nas przyzwyczaić do tego, że nie epatuje. Niczym. Nawet jeśli jest usportowioną odmianą (czyli RS), nawet jeśli jest luksusowo wyposażoną wersją Superba, nie daje tego po sobie poznać. Tymczasem elektryczny RS niemal krzyczy: patrzcie, to ja! Wielkie 21-calowe felgi i – uwaga – podświetlany grill. Wszystko to sprawia, że auto rzuca się w oczy. Zupełnie jakby nie było Škodą.
Roleta za dopłatą

Pierwsza elektryczna Škoda (znaczy pierwsza zbudowana jako wyłącznie elektryczna) zebrała dobre recenzje i wzbudziła spore zainteresowanie. Szczególnie na macierzystym rynku marki. Obserwując poczynania obecnego właściciela Škody i innych marek wchodzących w skład grupy VW, wprowadzenie do oferty odmiany będącej skrzyżowaniem crossovera i coupé nie jest zaskoczeniem. Robi tak Audi, zaczyna Volkswagen, a i w Seacie znajdziemy tego typu pomysły. Zresztą to popularne również w innych markach – BMW, Mercedesie, Volvo, Renaulcie. Škoda poddała się tej modzie, stąd elektryczny Enyaq coupé. Czym się różni od „normalnego” Enyaqa? Przede wszystkim opadającą linią dachu. To oczywiście przekłada się na aparycję (w mojej ocenie bardzo korzystnie) i na istotne w elektryku zmniejszenie oporu aerodynamicznego (do poziomu Cd = 0, 23). Bagażnik uległ zmniejszeniu o ledwie 15 l – ma ich 570.
Enyaq coupé ma jednak atut. Jest dostępny w wersji RS (tej na razie nie ma w zwykłym Enyaqu – ma się pojawić pod koniec roku). Co oznacza RS? Poza stylistycznym podkreśleniem bycia „eresem” oczywiście? Ano: akumulator o pojemności 82 kWh brutto. Możliwość ładowania ze szczytową mocą 135 kW (pół godziny od 5 do 80 proc., oczywiście przy odpowiedniej ładowarce), dwa elektryczne silniki o łącznej mocy 299 KM i przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 6,5 s. Podczas pierwszych jazd (trasa około 100 km) średnie zużycie energii wyniosło niecałe 20 kWh na 100 km, co oznacza zasięg w okolicach 380 km. RS to również – w standardzie – szklany dach bez rolety. Tę trzeba dokupić. RS to też nieco zmienione stylistycznie wnętrze (tak, znowu akcenty przypominające o tym, że masz RS). RS to wreszcie (ale tę cechę dzieli z każdym Enyaqiem – również tym niecoupé) wnętrze świetnie wykonane. Auto spoczywa na platformie MEB, tej samej, z której korzystają elektryki Audi czy VW, a niedługo będą korzystać elektryki Forda. Na razie jednak to Enyaqa (również tego coupé) uważam za zwycięzcę w kategorii najlepsze wnętrze zbudowane na MEB. Są pokryte „wełną” fotele (w cudzysłowie, bo to materiał z recyklingu plastikowych butelek), jest świetne spasowanie elementów i estetyka na dużo wyższym poziomie, niż się spodziewałem. Doceniam też wyciszenie wnętrza i dobre samopoczucie, które zapewnia kierowcy całość. Czego nie doceniam? Samej wersji RS.
Co się dzieje?

RS (na razie dostępny wyłącznie jako coupé) nie jest – wbrew sugestiom stylistycznym – autem sportowym. Nie prowadzi się jak auto sportowe (nawet mimo obniżonego adaptacyjnego zawieszenia). Jest po prostu najmocniejszą odmianą Enyaqa. To auto dla tych, którym dobrze ze sportową stylistyką, ale nie ze sportowym prowadzeniem. Co prowadzi do wniosku, że… może nie warto. W ofercie Enyaqa coupé jest też wersja z jednym silnikiem i tą samą baterią oraz podstawowa z ogniwami mieszczącymi 60 kWh. Na uwagę zasługuje szczególnie ta pierwsza. Ma 204 KM i przyspiesza do 100 km/h w 8,8 s. Ale dzięki zużyciu około 15 kWh na 100 km przejedzie nawet 500 km. Poświęcasz zatem nieco ponad 2 s przyspieszenia za ponad 100 km większy zasięg. Dla mnie warto, tym bardziej że elastyczność słabszej wersji jest niemal identyczna jak w RS. Różnice czuć jedynie przy przyspieszaniu. Różnice poczujemy zapewne też w cenie. Ale na to przyjdzie poczekać. Cenników jeszcze nie ma. Możemy (wzorem Audi) spodziewać się, że wersja coupé będzie nieco droższa. Możemy spodziewać się również kłopotów z terminami. Szalejący kryzys półprzewodnikowy podsyciły mocarstwowe aspiracje Kremla. Na nowe auta z pewnością przyjdzie nam poczekać dłużej.
Podsumowanie? Jeśli elektryk ze stajni Grupy Volkswagena, który ma służyć na co dzień jako wygodne auto rodzinne, to od dziś tylko Enyaq coupé. Ma wszystkie cechy praktyczne Škody i niebagatelny – jak na tę markę – dizajn. Jest świetnie wykonany, wyciszony i komfortowy. Nie jest przesadnie udziwniony, ale nie zginie w tłumie. No i polecam raczej słabszy silnik (204 KM) z dużą baterią. Moment! Czy ja właśnie wykazuję się rozsądkiem? Muszę powtórnie się zastanowić, czy to Škoda napakowała Enyaqa emocjami, czy ja się… zestarzałem.










