Kolejna odsłona wojny walutowej

Marek Wierciszewski
21-03-2011, 00:00

Pół roku temu kraje rozwijające się osłabiały walutę,

aby wyjść z kryzysu. Teraz chcą mocnej waluty, aby zbić inflację

W ubiegłym roku ekonomiści ostrzegli przed groźbą globalnej wojny walutowej. Chodziło o to, że państwa broniły się jak mogły przed umocnieniem swoich walut, aby wspomóc w ten sposób eksporterów, czyli gospodarkę. Ostatnio jedna ze stron wywiesiła białą flagę — to kraje emerging markets. Ręce ich władzom monetarnym związała nękająca tamtejsze gospodarki coraz wyższa inflacja.

Zagrożenie wzrostem cen, którego dynamika już wcześniej była w wielu krajach niepokojąco wysoka, wzmogła nowa odsłona hossy surowcowej. Hossa wyraźnie przyspieszyła, odkąd Ben Bernanke, szef Fed, zasugerował 27 sierpnia możliwość wznowienia programu skupu aktywów.

Jakie skutki dla krajów rozwijających się przyniosła realizacja firmowanego przez Bena Bernanke programu? Mało kto wspomina teraz o kontrolach walutowych i interwencjach banków centralnych. Tymczasem jeszcze niespełna pół roku temu Guido Mantega, brazylijski minister finansów, mówił o rozpętanej m.in. przeciwko jego krajowi wojnie walutowej, próbując przy tym osłabić reala.

Już po kilku miesiącach dzia-

łania programów skupu akty-

wów w krajach uprzemysło-

wionych oraz prób osłabienia

własnych walut w gospodar-

kach wschodzących, stopa in-

flacji w tej drugiej grupie

sięgnęła 6 proc., podczas gdy kraje rozwinięte wciąż cieszyły się zaledwie 2-procentową dynamiką cen. Notowania ropy przekraczające 100 USD za baryłkę oraz najwyższe w historii ceny wielu płodów rolnych o 180 stopni zmieniły optykę banków centralnych emerging markets.

— Najszybszym sposobem, by podciąć skrzydła inflacji, jest rozejrzenie się za sposobami wzmocnienia własnej waluty — stwierdza Jens Nordvig, ekspert walutowy w nowojorskiej Nomurze.

Nordvig nie rzuca słów na wiatr. Od początku roku we wszystkich krajach grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny) podniesiono stopy procentowe. W Azji wschodzącej i Ameryce Łacińskiej do rzadkości należą kraje, które do tej pory utrzymują odziedziczony po kryzysie poziom kosztu pieniądza. W umocnieniu krajowych walut szansę na zbicie inflacyjnej gorączki dostrzegli m.in. minister finansów RPA oraz zastępca szefa banku centralnego Indonezji. Minister finansów Rosji zapowiedział, że kraj będzie preferować "bardzo elastyczny" kurs walutowy. Walutowe "zawieszenie broni" ogłosił nawet sam sprawca zamieszania Guido Mantega.

Punktem zwrotnym może się okazać jednak przełom w polityce Chin. Wiele wskazuje na to, że dokonuje on się na naszych oczach.

"Walka z inflacją stanie się dla

władz Chin absolutnym prio-

rytetem, bo drastyczne pod-

wyżki cen zagrażają spokojowi

społecznemu" — mówił pre-

mier tego kraju Wen Jiabao.

Obawy ludowych rządców Państwa Środka wzmogły dramatyczne wydarzenia z początku roku, których areną stał się Bliski Wschód. Nowa strategia gospodarcza zakłada, że kraj postawi na konsumpcję wewnętrzną.

To, że do antyinflacyjnego arsenału Chińczyków, obok stóp procentowych i stopy rezerw obowiązkowych, dołączy polityka walutowa, potwierdzają analitycy banku Standard Chartered.

"Chińskie władze są zdecydowane użyć kursu walutowego jako narzędzia do walki z inflacją" — napisali w raporcie analitycy banku.

Na inny niekorzystny aspekt dalszych interwencji na rynku walutowym wskazuje Yu Yongding, doradca banku Chin. Utrzymująca kurs juana na niskim poziomie polityka skupu dolarów wymusza ich lokowanie w amerykańskich obligacjach. Te jednak, ze względu na brak poprawy sytuacji fiskalnej USA, są przy obecnych, relatywnie niskich rentownościach coraz mniej atrakcyjną inwestycją.

"Ekonomiczne i społeczne koszty niekończących się interwencji banku centralnego na rynku walutowym są zbyt wysokie" — te zaskakujące słowa wypowiedział Yu na jednej z konferencji w Pekinie.

Z narastającymi kłopotami rynków wschodzących kontrastuje sytuacja gospodarcza największej gospodarki świata. Lutowy odczyt wskaźnika koniunktury w amerykańskim przemyśle wg ISM wyrównał szczytowy poziom zeszłego cyklu koniunkturalnego z 2004 r. W ostatnim tygodniu lutego liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych była najniższa od dwóch i pół roku. Mało tego, sami ekonomiści wydają się zadziwieni tempem poprawy sytuacji. Sporządzany przez Citigroup indeks zaskoczenia amerykańskimi danymi makroekonomicznymi rośnie niemal nieprzerwanie od 25 sierpnia zeszłego roku. Uderzająca jest zbieżność czasowa z pierwszymi zapowiedziami wznowienia amerykańskiego programu skupu aktywów.

Od końca sierpnia wskaźnik szerokiego rynku SP 500 zyskał 20 proc. W tym samym czasie obliczany przez MSCI wskaźnik giełd emerging markets wzrósł "zaledwie" o 15 proc., a od początku roku jest wręcz na ponad 3-procentowym minusie. Wiele wskazuje na to, że za odwracanie się trendu na rynkach wschodzących odpowiedzialna jest właśnie inflacja. Inwestorzy w cenach wydają się uwzględniać ryzyko, że tempo wzrostu cen jest zdolne podkopać fundamenty wzrostu gospodarczego.

Złoty nie będzie mocny

Nie widzę obecnie jakichś dodatkowych korzyści dla Polski poprzez wyraźne zmiany kursu waluty. Silne osłabienie złotego doprowadziłoby do wzrostu inflacji, a także wzrostu kosztów obsługi zadłużenia. Pojawiło by się też ryzyko przekroczenia konstytucyjnych progów długu w 2011 r. To zmusiłoby rząd do ostrego zaciskania pasa, co negatywnie odbiłoby się na całej gospodarce. Z kolei wyraźne umocnienie złotego mogłoby zmniejszyć naszą konkurencyjność i obniżyć dynamikę eksportu.

Niemniej z dwojga złego, to drugie rozwiązanie byłoby mniej szkodliwe. Tyle że scenariusz silnej aprecjacji złotego jest teraz mało realny. Niezależnie od sytuacji na rynkach światowych, zaufanie do działań polskich władz w kwestii koniecznych reform maleje i efekty tego, możemy zobaczyć już po jesiennych wyborach. Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej nie będzie skłonna do podwyższania stóp procentowych w krokach o 50 pkt. bazowych, gdyż obawia się wpływu zacieśnienia fiskalnego na gospodarkę w latach 2012-13.

Marek Rogalski

Zachód

działa z

opóźnieniem

Choć stopy procentowe spośród gospodarek rozwiniętych podniosły dotychczas jedynie Australia (z 3,0 proc. we wrześniu 2009. do 4,75 proc. obecnie), Kanada (z 0,25 proc. w maju 2010 r. do 1,0 proc.), Szwecja (z 0,25 proc w czerwcu do 1,5 proc.) oraz Norwegia (z 1,25 proc. we wrześniu 2009 r.), to jednak oczekiwania zaostrzenia polityki głównych banków są już powszechne.

Rynki wyceniają, że stopy procentowe EBC wzrosną przed końcem roku do 1,75 proc. z obecnego rekordowo niskiego poziomu 1 proc. Jean-Claude Trichet, prezes banku, zszokował inwestorów po marcowym posiedzeniu EBC stwierdzając, że do podniesienia kosztu pieniądza może dojść już na następnym spotkaniu.

Jeszcze nieco ponad miesiąc temu bank UBS prognozował, że w Szwajcarii cykl podwyżek rozpocznie się dopiero w czerwcu. Wątpliwości nie pozostawiają jednak ostatnie wypowiedzi Thomasa Jordana, wiceprezesa tamtejszego banku centralnego. Sądzi on, że "obecny poziom stóp procentowych jest nie do utrzymania" ponieważ "zagraża on stabilności cen". Rychły wzrost stóp rynki obstawiają także w Wielkiej Brytanii, gdzie inflacja dobiła poziomu 4 proc., dwukrotnie przekraczając cel inflacyjny Banku Anglii.

Jednak zegar tyka i dla Stanów Zjednoczonych. I to mimo zapewnień takich, jak wypowiedzi szefa oddziału Fed w nowym Jorku, Williama Dudley’a, który zaklinał się wobec dziennikarzy, że bank ma "zdolność i wolę", by zebrać z rynku nadmierną płynność wtedy, gdy będzie to konieczne.

"Jeżeli Bernanke chce inflacji, to ją dostanie" — grzmi Gerald Smith, zarządzający Baillie Gifford Co.

Za dzisiejszy boom w USA wysoką cenę płacą

gospodarki wschodzące. Pozostaje mieć nadzieję, że Fed zgodnie z obietnicami nie przeoczy momentu wyjścia z programów wsparcia gospodarki. W przeciwnym razie za obecną prosperity zapłacą również Amerykanie, a wtedy konsekwencje dla światowej gospodarki będą naprawdę opłakane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kolejna odsłona wojny walutowej