Kolejne branże maszerują na Warszawę

Katarzyna Jaźwińska
30-05-2006, 00:00

Górnicy myślą o strajku, zbrojeniówka — o manifestacji w stolicy.

Straszą nią też stoczniowcy.

Po strajkach lekarzy, którzy domagają się podwyżek, podobny postulat zgłosili górnicy. Wczoraj przeprowadzili referendum strajkowe. Następni w kolejce są stoczniowcy i zbrojeniówka.

Pracownicy firm zbrojeniowych nie zgadzają się na planowane otwarcie krajowego rynku dostaw dla wojska. Obawiają się, że przegrają konkurencję z zagranicznymi holdingami. Dlatego Rada Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego postanowiła rozpocząć 30 maja pogotowie strajkowe w branży.

— Kolejnym krokiem będzie manifestacja w Warszawie zaplanowana na 26 czerwca. Jeśli nie przyniesie efektów, po 1 lipca możemy ogłosić strajk ostrzegawczy. A jeśli i to nie poskutkuje, strajk okupacyjny — mówi Kazimierz Rychlak, wiceprzewodniczący Solidarności w Hucie Stalowa Wola.

Branża żąda 5-6-letniego okresu ochronnego. Co na to Ministerstwo Obrony Narodowej? Wiele zależy od zmian personalnych w tym resorcie. Jednym z kandydatów na wiceministra obrony, który ma odpowiadać za zakupy dla wojska, jest doradca Samoobrony Henryk Mika, generał brygady w stanie spoczynku. Generał podkreśla, że na razie oficjalnie nic o nominacji nie wie. Podziela jednak obawy pracowników.

— Powinny być ogłoszone swe- go rodzaju wakacje legislacyjne. W tym czasie moglibyśmy wprowadzić prawo holdingowe i przygotować zakłady do konkurencji — uważa Henryk Mika.

Zupełnie inne postulaty mają stoczniowcy, którzy też myślą o manifestacji w stolicy. Dariusz Adamski, szef Solidarności w Stoczni Gdynia, podkreśla, że do niej nie dojdzie, jeśli spółka otrzyma pierwszą transzę pożyczki restrukturyzacyjnej z Agencji Rozwoju Przemysłu (w sumie zabiega o 60 mln zł) oraz odpowiednio wysoką ofertę agencji i Energi na Stocznię Gdańską. Pierwotna opiewała na 12,5 mln zł. Ostateczna ma zostać przedstawiona do końca maja.

Kolejnym punktem zapalnym są długi sektora. Jest już projekt ustawy, która przewiduje umorzenie 300 mln zł wierzytelności publicznoprawnych, emisję obligacji za 350 mln zł gwarantowanych przez państwo i odroczenie 110 mln zł zobowiązań. Ministrowie i urzędnicy oceniają go sceptycznie. Boją się, że po stoczniowcach zgłoszą się kolejni po pomoc państwa. Tymczasem potencjalni inwestorzy dla stoczni nie chcą spłacać długów zakładów. A bez inwestorów stocznie mogą nie przetrwać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kolejne branże maszerują na Warszawę