Kolejne podejście do starych problemów

opublikowano: 28-01-2021, 20:00

Rząd ma wkrótce przedstawić Nowy Ład dla Polski, czyli szeroki program gospodarczo-społeczny na najbliższe lata. Z dostępnych mi informacji wynika, że jest to w dużej mierze opakowanie zaprezentowanych wcześniej inicjatyw w jedną chwytliwą nazwę, co – jak wiadomo – w polityce sprawdza się dobrze. Pomijając polityczne rozważania, widzę jednak w programie kilka wątków wartych uwagi, które pozwalają zrozumieć priorytety polityki publicznej w najbliższych latach.

Przez ostatnich pięć lat rząd dość skutecznie zrealizował swój pomysł na zwiększoną redystrybucję dochodów, ale znacznie słabiej radził sobie z rozwiązywaniem problemów bardziej złożonych, szczególnie z dbałością o jakość usług publicznych. Nowy Ład można potraktować jako próbę nowego podejścia do tych problemów. Oczywiście z zaznaczeniem, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane i trzeba poczekać na szczegóły i skuteczność w realizacji.

Pierwszym punktem na liście priorytetów jest zdrowie. I to jest, jak sądzę, symboliczny fakt. Po roku 2020, który dowiódł, jak kosztowna jest niska wydolność systemu ochrony zdrowia w Polsce (liczba zgonów wywołanych pośrednio lub bezpośrednio przez COVID-19 należy w Polsce do najwyższych w Unii Europejskiej), nie mogło być inaczej. Największym wyzwaniem społecznym najbliższej dekady jest zapewnienie starzejącemu się społeczeństwu godnej opieki zdrowotnej. Będzie to prawdopodobnie wymagało znacznie większego finansowania – obecnie wydajemy na ochronę zdrowia niecałe 5 proc. PKB, będąc na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej.

Nie dostrzegłem niestety szczegółów, jak rząd zorganizuje system finansowania, by ogólna pula pieniędzy znacznie wzrosła. Może dowiemy się wkrótce. Jak nie, to suche zapewnienia o celach można włożyć między bajki.

W programie widać też, że rząd próbuje nowego podejścia do jednego z najważniejszych celów gospodarczych, których nie udało mu się zrealizować – większych inwestycji. Słynny plan Morawieckiego z 2016 r. zakładał, że udział inwestycji w PKB wzrośnie do 25 proc. Tymczasem spadł on w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy do około 18 proc. Dlatego planuje się wprowadzenie różnych ulg i zachęt do inwestowania, szczególnie w nowe technologie. Ciekawym punktem jest na przykład ulga na debiut na rynku kapitałowym, która ma pomóc rozwinąć ten rynek jako miejsce pozyskiwania kapitału na rozwój.

Czy to się uda? Stopa inwestycji stała się trochę fetyszem, a jej praktyczne znaczenie nie jest wysokie. Są przecież kraje – np. Irlandia – które rozwijały się bardzo szybko przy bardzo niskiej stopie inwestycji. Nie przeceniałbym więc znaczenia tego wskaźnika. Na pewno natomiast potrzebne jest wprowadzenie bodźców do inwestycji dla średnich polskich firm, które potencjalnie mają szanse na szybki rozwój. W Polsce za około 45 proc. inwestycji firm spoza obszaru mikroprzedsiębiorstw odpowiadają podmioty zagraniczne. Wnoszą do polskiej gospodarki potężną wartość poprzez transfer wiedzy i technologii, ale docelowo rozwój powinien w większym stopniu opierać się na firmach krajowych – tylko takie firmy bowiem będą lokować w Polsce najbardziej wartościowe elementy łańcucha dostaw, czyli zarządzanie, badania, projektowanie itd. Trudno powiedzieć, dlaczego inwestycji w tej grupie jest w Polsce wciąż za mało. Może przeszkadza destabilizowanie systemu sądownictwa? Albo permanentne zmiany w podatkach?

Istotnym aspektem programu gospodarczego – z mojego punktu widzenia – ma być obniżenie kosztów obsługi długu publicznego. To oznacza, że rząd chce zahamować przyrost długu wywołany epidemią i nie planuje realizacji wielkich inwestycji finansowanych z emisji obligacji. Jest to też sygnał, że Zjednoczona Prawica dość dużą wagę przywiązuje do utrzymywania wysokiej wiarygodności kraju i takich wskaźników, jak inflacja, rachunek bieżący czy wskaźniki długu. Wbrew pozorom polska prawica ma mały apetyt na poddanie się nowej fali myślenia ekonomicznego, które jest bardzo wyrozumiałe wobec długu publicznego.

Czy to słuszne podejście? Jestem zwolennikiem maksymalnego wykorzystania długu do stabilizacji gospodarki i uważam, że dopóki nie wyjdzie ona całkowicie na prostą, to obniżanie wskaźników długu nie ma żadnego sensu. Mam nadzieję, że nie jest planowane. Jednocześnie ważnym celem polityki gospodarczej w długim okresie powinno być podnoszenie wiarygodności Polski na rynkach finansowych. Kryzys dowiódł, że kraje o najwyższej wiarygodności najłatwiej stawiają czoło kryzysom, dlatego warto docenić, że stabilność makroekonomiczna jest stawiana wysoko w agendzie polityki gospodarczej.

Nowy program zawiera jednocześnie bardzo istotne braki. Dotyczą one m.in. usług publicznych takich jak edukacja. Widziałem np. w materiałach hasło „więcej historii w szkołach”. Czy naprawdę tego potrzebujemy? W kraju, gdzie wiedza historyczna jest dość dobrze rozwinięta, a ewidentne braki w nauczaniu matematyki niemałe? Trudno mi ocenić inne luki, bo nie znam całości programu, ale bazując na haśle „więcej historii”, podejrzewam, że zrozumienie strategicznych wyzwań rozwojowych nie jest wciąż w pełni rozwinięte.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane