Pierwsze miesiące funkcjonowania tego gabinetu to były bardzo małe kroki, a marsz ku świetlanej przyszłości przypominał bardziej dreptanie w miejscu. Tym bardziej cieszy prezentacja przez resort pracy założeń do ustawy o emeryturach pomostowych. Nie jest to być może tak duży krok, jak oczekiwali ekonomiści i przedsiębiorcy, ale postęp jest znaczący, zwłaszcza w porównaniu z zaniechaniami kilku poprzedników. Można uznać, że rząd słowa dotrzymuje, bo nie są to rewolucyjne zmiany — to małe kroki, często w dobrą stronę.
Taktyka małych kroków dotychczas się sprawdzała , ale najbliższe miesiące
pokażą, czy może być to dobry plan na całą kadencję. O rządowy kształt ustawy o
emeryturach pomostowych trzeba będzie stoczyć morderczą batalię w parlamencie i
poza nim (już kilka godzin po prezentacji projektu „pomostówek” lider
nauczycielskiej Solidarności stwierdził, że skoro minister pracy chce wojny, to
będzie ją miała). I tu pojawia się pierwszy problem z taktyką małych kroków. O
wielkie projekty chce się walczyć. Bo jak mawiał niegdyś prof. Michał Kulesza o
reformie samorządowej — to reforma, dla której warto przegrać wybory. Czy obecny
rząd potrafi wykrzesać z siebie determinację dla obrony mniej znaczących, mało
spektakularnych zmian?
A determinacja będzie potrzebna. Nie tylko po to , aby przeprowadzić z
powodzeniem przez parlament nawet te stosunkowo skromne rządowe plany, ale
również po to, by stawić czoła rosnącej presji płacowej. Obecna ekipa nie jest
ulubieńcem związków zawodowych, więc z tej strony nie może liczyć na taryfę
ulgową. Zapowiedzi z kampanii wyborczej o godnych zarobkach w sferze budżetowej
są dla związkowców dobrym argumentem, by ruszyć do boju o podwyżki. Pierwsze
starcie w tej batalii rząd zakończył powodzeniem — udało mu się przeczekać falę
protestów w służbie zdrowia, ale nie było to zwycięstwo — raczej remis ze
wskazaniem. Bo protest przycichł, ale jego przyczyny nie ustały i pewnie w
najbliższych miesiącach odezwie się ze zdwojoną siłą. A w kolejce do strajkowych
bojów o podwyżki stoi coraz więcej grup społecznych.
Donald Tusk jako premier unikał dotychczas frontalnych starć — grał na
czas, uspokajał, łagodził napięcia. Przynosiło to efekty, ale niewykluczone, że
premier będzie musiał pokazać nieco bardziej surowe oblicze. Bo budżet nie
wytrzyma realizacji wszystkich żądań, a to będzie już nie tylko kłopot rządu i
ministra finansów. To będzie kłopot domagających się dziś szybkich wysokich
podwyżek płac związkowców, ale nie tylko ich. Premier, a w ślad za nim jego
ministrowie unikali wojny, ale muszą być na nią gotowi. Pierwsze odległe salwy
już słychać.