Komentarz Adama Sofuła: Czas się szykować do wojny płacowej

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-05-15 07:43

Członkowie rządu Donalda Tuska wielokrotnie odżegnywali się w wywiadach od wielkich reform ustrojowych, preferując za to taktykę małych kroków.

Pierwsze miesiące funkcjonowania tego gabinetu to były bardzo małe kroki, a marsz ku świetlanej przyszłości przypominał bardziej dreptanie w miejscu. Tym bardziej cieszy prezentacja przez resort pracy założeń do ustawy o emeryturach pomostowych. Nie jest to być może tak duży krok, jak oczekiwali ekonomiści i przedsiębiorcy, ale postęp jest znaczący, zwłaszcza w porównaniu z zaniechaniami kilku poprzedników. Można uznać, że rząd słowa dotrzymuje, bo nie są to rewolucyjne zmiany — to małe kroki, często w dobrą stronę.


Taktyka małych kroków dotychczas się sprawdzała , ale najbliższe miesiące pokażą, czy może być to dobry plan na całą kadencję. O rządowy kształt ustawy o emeryturach pomostowych trzeba będzie stoczyć morderczą batalię w parlamencie i poza nim (już kilka godzin po prezentacji projektu „pomostówek” lider nauczycielskiej Solidarności stwierdził, że skoro minister pracy chce wojny, to będzie ją miała). I tu pojawia się pierwszy problem z taktyką małych kroków. O wielkie projekty chce się walczyć. Bo jak mawiał niegdyś prof. Michał Kulesza o reformie samorządowej — to reforma, dla której warto przegrać wybory. Czy obecny rząd potrafi wykrzesać z siebie determinację dla obrony mniej znaczących, mało spektakularnych zmian?


A determinacja będzie potrzebna. Nie tylko po to , aby przeprowadzić z powodzeniem przez parlament nawet te stosunkowo skromne rządowe plany, ale również po to, by stawić czoła rosnącej presji płacowej. Obecna ekipa nie jest ulubieńcem związków zawodowych, więc z tej strony nie może liczyć na taryfę ulgową. Zapowiedzi z kampanii wyborczej o godnych zarobkach w sferze budżetowej są dla związkowców dobrym argumentem, by ruszyć do boju o podwyżki. Pierwsze starcie w tej batalii rząd zakończył powodzeniem — udało mu się przeczekać falę protestów w służbie zdrowia, ale nie było to zwycięstwo — raczej remis ze wskazaniem. Bo protest przycichł, ale jego przyczyny nie ustały i pewnie w najbliższych miesiącach odezwie się ze zdwojoną siłą. A w kolejce do strajkowych bojów o podwyżki stoi coraz więcej grup społecznych.


Donald Tusk jako premier unikał dotychczas frontalnych starć — grał na czas, uspokajał, łagodził napięcia. Przynosiło to efekty, ale niewykluczone, że premier będzie musiał pokazać nieco bardziej surowe oblicze. Bo budżet nie wytrzyma realizacji wszystkich żądań, a to będzie już nie tylko kłopot rządu i ministra finansów. To będzie kłopot domagających się dziś szybkich wysokich podwyżek płac związkowców, ale nie tylko ich. Premier, a w ślad za nim jego ministrowie unikali wojny, ale muszą być na nią gotowi. Pierwsze odległe salwy już słychać.