Komisja żąda poprawek, a posłowie PiS chcą wezwać ministra w trybie
pilnym na konwent seniorów, by wytłumaczył się, czy rząd bierze udział w
doprowadzeniu do świadomej upadłości stoczni w Szczecinie. Takie podejrzenia to
wynik ujawnionej notatki, z której wynika, jakoby Komisja Europejska namawiała
przyszłych inwestorów, by wstrzymali się z zakupem stoczni, bo masa upadłościowa
będzie tańsza. Wątpliwe, by KE dawała komukolwiek takie rady, bo nie od tego
jest, a ponadto każdy inwestor doskonale sobie zdaje sprawę z zalet i wad (a są
i takie) zakupu masy upadłościowej zamiast funkcjonującego zakładu. Ale można
przy okazji sformułować zarzut o świadomym doprowadzeniu do upadłości stoczni, a
to wszak polityków rajcuje najbardziej.
Problem stoczni nie zaczął się jednak pod koniec czerwca, kiedy powstała
feralna notatka. Na dzisiejsze niepewne losy stoczni zapracowało zgodnie kilka
ostatnich ekip rządowych — zaniechaniami, pozorowanymi ruchami, politycznymi
nominacjami. Oczywiście w tym przypadku nie możemy mówić o świadomym
doprowadzeniu stoczni do upadłości. Co najwyżej o nieświadomym, a to wszak
zupełnie zmienia postać rzeczy. Zwłaszcza dla stoczniowców