Doniesienia na temat owego pakietu nie szokują — wygląda na to, że rząd chce wprawdzie sprywatyzować maksymalnie dużo, jednak na tyle mało, by nie rozsierdzić zanadto najzagorzalszych przeciwników przekształceń własnościowych. Tym zapewne można tłumaczyć brak na prywatyzacyjnej liście KGHM.
Problem leży nie tylko w nieśmiałości prywatyzacyjnych planów, ale
również w coraz bardziej widocznym braku determinacji rządu. Oczywiście,
realizacja opracowanego w resorcie skarbu planu prywatyzacyjnego będzie
zdecydowanym krokiem naprzód, jeśli chodzi o przekształcenia własnościowe, w
porównaniu z kilkoma poprzednimi rządami (jeśli wyjąć okres rządów Jacka Sochy w
resorcie skarbu). Nie zmienia to tego, że rząd Donalda Tuska w sprawie
prywatyzacji dobrze wypada jedynie na dość bladym tle.
Zamiast próbować przekonać do prywatyzacji parlamentarną większość i
opinię publiczną (nikt nie mówi, że to łatwe) rząd najwyraźniej chce
przeprowadzić przekształcenia własnościowe troszeczkę chyłkiem — sprzedawane
będą mniejsze, niebudzące kontrowersji firmy. Niewykluczone, że okaże się to
skuteczną strategią. Jest jednak ryzyko, że o odważniejszych prywatyzacjach
(koleje, sektor paliwowy) będziemy mogli zapomnieć. Trudno bowiem o społeczne
przyzwolenie, skoro się o nie nie zabiega.