Komentarz Jacka Zalewskiego: Pęknięta tarcza

Jacek Zalewski
16-02-2009, 07:43

Coroczna debata Sejmu o polityce zagranicznej miała poważną ska zę — jej podstawą była wersja rządowa, a przecież Polska prowadzi dwie polityki zagraniczne. Prezydent był w piątek demonstracyjnie nieobecny w swojej sejmowej loży. Obowiązku słuchania oczywiście nie ma, ale konstytucyjna logika taką obecność wskazuje.

Jednak nie przy obecnych relacjach między skonfliktowanymi ośrodkami władzy. Lech Kaczyński ciągle postrzega Radosława Sikorskiego przez pryzmat nie ich zgodnego występu na szczycie NATO w Bukareszcie, lecz przesłuchania ministra na okoliczność, czy zna Rona Asmusa. Premier Donald Tusk uznał ową sejmową nieobecność za wagary i zapytał, za co prezydent bierze pieniądze, głowa państwa odbiła zaś piłeczkę w kierunku szefa rządu. To taka wymiana specyficznych walentynek między rywalami do prezydentury, do której już się przyzwyczailiśmy.

Dualizm decyzyjności Polski w kwestiach międzynarodowych nakłada się na obiektywne, generalne osłabienie pozycji całego naszego regionu. Nigdy nie była ona wysoka, ale w okresie uderzenia na Irak, oprotestowanego przez Francję i Niemcy, Polska chwilowo zyskała znaczenie przynajmniej w oczach Amerykanów. Przyznajmy, że specyficzne — filozofia George’a W. Busha sprowadziła nas do roli bardzo przydatnego materiału jednorazowego użytku.

Najlepszym tego dowodem jest bezradność wobec nadchodzących z Waszyngtonu sprzecznych wieści na temat tarczy antyrakietowej. Dwustronne umowy zostały podpisane przez USA z Polską i Czechami, ale na pewno to nie Warszawa i Praga rozstrzygną, czy miraże Busha mają jakiekolwiek szanse materializacji. Wszystko wskazuje, że prezydent Barack Obama formalnie nie wyrzuci tarczy do kosza, ale jej przydatność będzie analizował, analizował, analizował… przez całą kadencję, albo i dwie. Czyli pozostanie ona związkiem zawartym, lecz nieskonsumowanym. Merytorycznie naprawdę nic nie stracimy, bo gdyby z tarczy wycisnąć wzniosłe słowa — to nie podnosiła ona poziomu bezpieczeństwa ani Polsce, ani Czechom. Pozostanie jednak wielki niesmak i poczucie uprzedmiotowienia w globalnych rozgrywkach.

Na szczęście rozważania o bezpieczeństwie Polski w wymiarze militarnym mają dzisiaj charakter bardziej teoretyczny. Za to wobec realnego uderzenia finansowego nasz region nie mógł się skryć za żadną tarczą, zwłaszcza że było ono zdradzieckim ciosem w plecy. Przecież to nie irański czy północno-koreański, lecz amerykański bank JP Morgan kilka razy uderzył w Polskę. Najpierw spekulacyjnie podbił  WIG20 o 5 proc. w słynnym "fixingu cudów", potem namieszał "pomyłką", że na koniec roku  euro będzie kosztowało… 2,81 złotego, wreszcie pogrążył naszą walutę — oraz równie naiwnych co pazernych posiadaczy opcji — tendencyjną prognozą, że gospodarka Polski zanotuje w tym roku wzrost zerowy. Cóż, kolejny raz potwierdziła się prawda, że z wrogami jakoś sobie poradzimy, za to chroń nas Boże od przyjaciół.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Komentarz Jacka Zalewskiego: Pęknięta tarcza