Najlepsze jest połączenie technik elektronicznych z tradycyjnymi formami nauczania.
„Puls Biznesu”: Czy e-learning wyprze tradycyjne szkolenia?
Danuta Bluj, dyrektor ds. realizacji szkoleń w Altkom Akademii: Bez obaw. Trenerzy mogą spać spokojnie, bezrobocie im nie grozi. Komputer, internet i programy multimedialne nie zastąpią człowieka. Te dwie formy edukacji — wirtualna i konwencjonalna — w coraz większym stopniu będą się uzupełniać.
Ostatnio coraz popularniejszy jest tzw. blended learning.
To właśnie ta metoda, o której mówi się też: hybrydowa, mieszana, łącząca techniki elektroniczne z tradycyjnymi formami nauczania, opartymi na relacji nauczyciel — uczeń.
Na czym polega rola nauczyciela w e-learningu?
Podam taki przykład: program komputerowy rejestruje aktywność uczestnika wirtualnego szkolenia, jego postępy w nauce albo to, przy jakich partiach materiału zatrzymuje się dłużej, a jakie pomija. Dostęp do tych informacji ma mentor i na ich podstawie skutecznie kieruje procesem e-learningu.
Innymi słowy, przywołuje do porządku leniwych kursantów?
Wolałabym to określić wspomaganiem lub stymulowaniem uczestników szkolenia. Niekiedy mentor widzi, że Jan Nowak w ogóle się nie zalogował. Wówczas pisze e-maila lub dzwoni do niego, żeby zapytać o przyczyny. Bywa, że uczeń nie zna hasła albo że kurs jest po angielsku, a on nie opanował języka w wystarczającym stopniu. To nauczyciel rozwiązuje takie problemy, odpowiada na wszystkie pytania, rozwiewa każdą wątpliwość ucznia.
Gdzie blended learning sprawdza się najlepiej?
Wszędzie tam, gdzie nie tylko przekazuje się wiedzę, ale także ćwiczy konkretne umiejętności, na przykład społeczne. Niezbędną teorię poznamy dzięki komputerowi. Trzeba jednak siąść naprzeciw siebie — inaczej nigdy nie nauczymy się negocjacji, komunikacji interpersonalnej czy tego, jak stać się asertywnym albo w jaki sposób zarządzać szefem.