System szyty na miarę, w pudełku czy w chmurze? Chyba każdy przedsiębiorca zadaje sobie to pytanie przed zakupem rozwiązania ERP. Odpowiedź zależy od wielkości instytucji, skali jej działania i budżetu.

— Budowanie oprogramowania od zera — to opcja godna rozważenia przez korporacje, które przez wiele lat wypracowały własne, unikatowe procesy biznesowe. Zdecydowana większość małych i średnich firm może z powodzeniem skorzystać z najlepszych praktyk i branżowych systemów prekonfigurowanych, do których ostatnio przekonują się nawet duże przedsiębiorstwa — mówi Mirosław Kapustka, dyrektor sprzedaży w spółce itelligence
Dla każdego coś dobrego
W Polsce — inaczej niż np. w Niemczech — przedsiębiorstwa zatrudniające kilkadziesiąt czy kilkaset osób często są przekonane o wyjątkowości swoich procesów biznesowych. Dlatego nad rozwiązania prefigurowane przedkładają unikatowe, „od krawca”, czyli stworzone od podstaw z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb zamawiającego. Realizacja takich ambicji może nie przynieść klientowi oczekiwanych korzyści, narazi go natomiast na duże wydatki.
— Narzędzie opracowane z myślą o szerszej grupie odbiorców wcale nie musi być mniej elastyczne od tego, które zostało zaprojektowane dla konkretnego użytkownika. Renomowani dostawcy tacy jak itelligence oferują przecież tzw. dedykowane i certyfikowane przez SAP rozwiązania dla określonych branż, uwzględniające ich specyficzne potrzeby i funckjonalności — tłumaczy Mirosław Kapustka.
Dawniej o produktach z pudełka mówiono, że to, co się nadaje do wszystkiego, nie nadaje się do niczego. W dzisiejszych rozwiązaniach tej klasy uniwersalność nie wyklucza indywidualnego podejścia. Przykład? Systemy dla firm dystrybucyjnych różnią się nieco od tych, po które sięgają zakłady produkcyjne. W pierwszych najważniejszymi modułami są finanse, sprzedaż i marketing, a także logistyka i magazyn. W drugich „zaszyte” są podobne funkcjonalności, ale dodatkowo rozwiązanie ERP może być zintegrowane z oprogramowaniem MES (Manufacturing Execution System), aby zautomatyzować rejestrację i przetwarzanie danych zebranych z maszyn i hal fabrycznych. — Nie ma sensu wymyślać koła na nowo. Jeśli jakieś narzędzie zdało egzamin w wielu firmach o porównywalnej wielkości i specyfice działania, dlaczego nie miałoby sprawdzić się u nas? O jakość branżowych rozwiązań prekonfigurowanych naprawdę możemy być spokojni, bo są budowane według najlepszych praktyk biznesowych i z uwzględnieniem specyfiki danego segmentu rynku — przekonuje przedstawiciel itelligence.
IT płynie w obłokach
A jeśli firmy nie stać nawet na zakup pudełkowego rozwiązania? Alternatywą jest tzw. chmura obliczeniowa (cloud computing), zwłaszcza zaś jeden z jej modeli — SaaS (Software as a Service — aplikacja jako usługa). W tym przypadku klient biznesowy nie musi inwestować we własne środowisko informatyczne ani budować dużego zespołu IT. Mimo to korzysta z zaawansowanychtechnologii, które jeszcze niedawno były domeną wielkich instytucji. Chodzi o sprzęt, oprogramowanie i usługi zgromadzone w centrach danych należących do konkretnego operatora. — Dzięki cloudowi zmniejszają się koszty administrowania infrastrukturą, a pracownicy działu IT mogą się zajmować najbardziej istotnymi dla firmy problemami — zachwala Leszek Hołda, szef Integrated Solutions, spółki należącej do Orange Polska. Jak podkreśla, chmurę zaleca się głównie przedsiębiorstwom mniejszym i na dorobku. Tymczasem mogą na niej skorzystać również duże, wielooddziałowe firmy, które np. mają rozbudowaną sieć handlową lub produkcyjną.
— Im bardziej rozproszona struktura spółki, tym większe zapotrzebowanie na chmurę. Jak zaznaczają menedżerowie w takich firmach, wdrożenia w wydaniu cloudowym są łatwiejsze i szybciej można korzystać z nowej infrastruktury, zachowując ciągłość działania — tłumaczy Leszek Hołda.
Tym, co hamuje rozprzestrzenianie się cloudu, są obawy firm o bezpieczeństwo swoich danych. Niektóre przedsiębiorstwa swoje lęki przełamują „na raty”, stopniowo rezygnując z rozwiązań stacjonarnych, czyli instalowanych we własnej siedzibie, na rzecz dzierżawienia zasobów.
— Coraz więcej spółek stosuje strategię mieszaną. To znaczy: zachowują obsługę głównych systemów informatycznych, natomiast procesy dla ich biznesu mniej ważne, np. miękki HR czy marketing, realizują z pomocą narzędzi chmurowych — potwierdza Jacek Piotrowski, który w Oracle’u odpowiada za wdrożenia chmurowe w Europie Środkowej i Wschodniej. Efektem ubocznym mody na chmurę jest coraz większe otwarcie firm na współpracę z zewnętrznymi partnerami. Dotyczy to także tych przedsiębiorstw, które nie wyobrażają sobie działania bez tradycyjnych instalacji. Wynika to m.in. z coraz większej świadomości klientów, że na wdrożeniu rola integratorów się nie kończy — i to niezależnie od tego, o jaki system chodzi: szyty na miarę, pudełkowy czy w chmurze. Przykładem może być itelligence, który oferuje klientom kompleksowe usługi wsparcia i outsourcingu systemów IT.
— Nasi klienci nie zawsze mają kompetencje technologiczne. Zamiast budować własne zespoły IT, wolą koncentrować się na swojej działalności, a utrzymanie systemu powierzyć nam. Outsourcing to coraz częstszy model korzystania z zasobów IT — wskazuje Mirosław Kapustka.
