Koń trojański Ameryki? A może mediator...

Jarosław Sroka
opublikowano: 2004-04-30 00:00

Stare polskie przysłowie mówi: „pokorne cielę dwie matki ssie”. Czy to kierując się tą zasadą, czy też z racji historycznych i politycznych uwarunkowań Polska, leżąca przecież w Europie i siłą rzeczy gospodarczo i kulturowo najbardziej związana z tym regionem, zawsze pielęgnowała relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

Szczególnie wyraźnie było to widoczne, paradoksalnie, w ostatnim okresie, podczas negocjowania warunków naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Na ten czas przypadły bowiem ważne wydarzenia, które wymagały jednoznacznego opowiedzenia się po którejś ze stron. Polska wybrała amerykański model porządkowania świata, walki z terroryzmem, co nie pozostało bez wpływu na nastrój procesu negocjacji akcesji do Unii. Nie znalazło to może odzwierciedlenia w pogorszeniu warunków naszego członkostwa, te bardziej zależały od zdolności negocjacyjnych i determinacji, ale jeszcze nie znaleźliśmy się w strukturach zjednoczonej Europy, a już okrzyczano nas koniem trojańskim. Mało komfortowa to sytuacja, tym bardziej że — jak się okazało — jednoczesne siedzenie na dwóch fotelach tylko pozornie daje poczucie luzu, w istocie jest bardzo niewygodne. Amerykanie, zajęci swoimi problemami, nie kwapią się z okazywaniem uczucia wdzięczności, a część starej Europy zaczyna napomykać o idei kilku prędkości, której wdrożenie byłoby początkiem końca zjednoczonej Europy.

Czy Polska, ze swoim dorobkiem, ale i ciążącym balastem, może stać się „powiewem wiosny ze wschodu”, tak potrzebnym skostniałej nieco gospodarce UE? Wydaje się, że tak. Polska nie jest petentem starej Europy. Z postawą bliższą raczej apelowi, jaki wygłosił niegdyś do swoich współobywateli prezydent Kennedy, nie pyta, co Europa może zrobić dla niej, pyta, co może zrobić dla Europy. I w wianie, obok niestabilności politycznej, która jednak ma niewielki wpływ na gospodarkę, wnosi najwyższy wzrost gospodarczy na kontynencie, chłonny, rosnący rynek wewnętrzny, stabilną walutę, i — przede wszystkim — ofertę stania się pomostem między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi z jednej strony, a Unią oraz Rosją i innymi krajami byłego bloku wschodniego — z drugiej. Inną sprawą jest, czy kraje Unii będą chciały z tego politycznego czy geograficznego pomostu skorzystać. Warto, by w takiej sytuacji ich decydenci pamiętali, że we współczesnej gospodarce prawdziwym bogiem jest efektywność, a szukanie obejść albo innych „dróg na skróty” może być znacznie bardziej kosztowne.

Zapraszamy do naszego serwisu europejskiego: http://www.pulsbiznesu.pl/ue