Koszty zmian w zatrudnieniu wyniosą od 2,6 do 3,6 mld zł. Podatnicy! Módlcie się o koniunkturę, bo wtedy dopłacicie mniej.
Zgodnie z rządowym programem naprawy górnictwa, branżę czeka zdecydowana redukcja zatrudnienia, a budżet państwa — tradycyjnie — związane z tym wydatki.
Duże pieniądze
Z wyliczeń resortu gospodarki wynika, że koszty sfinansowania restrukturyzacji zatrudnienia w latach 2004-06 wyniosą około 2,6 mld zł przy obecnej koniunkturze na węgiel. Jeśli nastąpi jej załamanie, wydatki wzrosną do 3,6 mld zł. Do 2006 r. spadnie zatrudnienie średnio o 19-22 tys. osób. Pożyczka zaciągnięta przez budżet państwa w Banku Światowym ma służyć m.in. realizacji tych planów.
Będą problemy
Obecnie w górnictwie pracuje 136,5 tys. osób, w tym 31 tys. stanowią zatrudnieni na powierzchni, czyli 23 proc. I to jest największy problem. Dlatego resort gospodarki stworzył tzw. pakiet socjalny dla zwalnianych, zwłaszcza z administracji. Część osób otrzymała propozycję pracy m.in. w zakładach przeróbki węgla.
— Górnicza Agencja Pracy prowadzi szkolenia dla bezrobotnych, ale potem i tak mają oni problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Brakuje ofert — mówi Andrzej Chwiluk, szef Krajowej Rady Związków Zawodowych Górników.
Związki zamierzają podjąć rozmowy z rządem na temat tempa restrukturyzacji zatrudnienia.
— W naszej kopalni zatrudnienie jest optymalne. Nie przewidujemy redukcji — mówi Piotr Czajkowski, prezes KWK Budryk.
Z rządowego programu wynika, że do 2006 r. kopalnie powinny ograniczyć wydobycie średnio o 7 mln ton węgla. Dla porównania: jedna kopalnia wydobywa rocznie 2-3 mln ton węgla.