KONIEM POCIĄGOWYM NADAL BĘDZIE GAZETA
Na tym się znamy: Rynek mediów jest naszym przeznaczeniem i zamierzamy się tego trzymać. Nie znamy się na innej działalności.
Dzisiaj Agora ma poinformować o planach rozwoju działalności internetowej w roku 2000. Wiadomo, że giełdowa spółka nie zamierza na razie więcej inwestować w Canal+ Polska. Poważnie zastanawia się natomiast nad agresywnym wejściem na rynek reklamy zewnętrznej. Planuje też kolejne akwizycje stacji radiowych.
„Puls Biznesu”: Od dłuższego czasu na rynku krążą pogłoski, że Agora jest zainteresowana inwestycjami w branżę reklamy zewnętrznej. Czy rozważa Pani takie przedsięwzięcie?
Wanda Rapaczynski: Wszystko zaczęło się od tego, że uruchomiliśmy własne przedsięwzięcie outdoorowe — Mobile. To spowodowało, że zaczęliśmy otrzymywać oferty od firm z tego rynku. Przyznaję, że uważnie badamy możliwości inwestycji w tej branży. Na razie są to jednak tylko plany. Problem polega na tym, że rynek polskiej reklamy zewnętrznej przejmuje nie tylko pomysły na biznes od zachodnich firm, ale również sposoby ich wyceny, które raczej nie odpowiadają naszym realiom.
Kiedy należy się spodziewać konkretnych decyzji w tej sprawie? Na rynku pojawiają się duże koncerny międzynarodowe i wkrótce może być za późno na inwestycje w firmy outdoorowe.
— Na pewno do końca 2000 roku rozstrzygnie się, czy będziemy inwestować w tę branżę. Jeżeli tak, to odbędzie się to przez akwizycje już istniejących firm. Budowanie takiego przedsięwzięcia od podstaw byłoby zbyt kosztowne i ryzykowne. Ten rynek został już zabudowany i najatrakcyjniejsze lokalizacje są po prostu zajęte.
Może Agora mogłaby skorzystać z amerykańskich wzorców, gdzie bardzo popularne jest łączenie w grupy spółek outdoo- rowych i stacji radiowych?
— Raczej nie. To prawda, że najlepszą metodą reklamowania stacji radiowych są billboardy. Nie zależy nam jednak na kupieniu tylko nośnika reklamy. To tak, jakby operatorzy telefonii komórkowej postanowili kupić „Gazetę Wyborczą” tylko po to, by zamieszczać w niej darmowe reklamy.
Czy Agora rozważała pakietową sprzedaż reklam w „GW” i posiadanych stacjach lokalnych?
— Podjęliśmy nawet takie próby, zresztą wbrew sugestiom naszych doradców. Eksperyment ten okazał się jednak zupełną klęską.
Jak skomentuje Pani pogłoski o zainteresowaniu Agory projektem uruchomienia własnego tabloidu — popularnej gazety na wzór „SuperExpressu”?
— Zdecydowanie dementuję te plotki, jak również pogłoski o planowanych inwestycjach w PAP czy tygodnik „Wprost”.
Przejdźmy zatem do kolejnego medium — telewizji. Przed upublicznieniem spółki zarząd Agory podjął decyzję o wstrzymaniu inwestycji w TKP — operatora Canal+ Polska i Cyfry+ Polska. Czy było to spowodowane niewiarą w powodzenie tego przedsięwzięcia, czy też projekt ten przerósł możliwości finansowe Agory?
— Nigdy nie podjęliśmy decyzji o wstrzymaniu inwestycji w TKP. W momencie wejścia Agory do tej spółki określono jej potrzeby finansowe i wysokość wkładów kapitałowych jej wspólników. Wywiązaliśmy się z tych zobowiązań. Nowe potrzeby finansowe TKP pojawiły się w momencie uruchomienia Cyfry+. Głownym celem publicznej emisji Agory przeprowadzonej w 1998 r. było uzyskanie środków na rozwój poligrafii i samej „GW”. Wbrew pozorom prowadzimy raczej konserwatywną działalność, co oznacza, że nie jesteśmy zainteresowani bardzo ryzykownymi projektami. Być może będziemy w przyszłości tego żałować.
Cyfra+ zaproponuje wkrótce nowe usługi, co przyczyni się pewnie do wzrostu jej wartości. Możliwe też, że dojdzie do fuzji dwóch działających w Polsce platform cyfrowych. Jakie jest stanowisko Agory w tej sprawie?
— W biznesie nie ma nieodwracalnych decyzji. Możliwe więc, że w przyszłości zainwestujemy dodatkowe środki w TKP. Dotychczas wspólnie z Coxem wydaliśmy na ten cel 35 mln USD. Jeśli chodzi o fuzję Wizji z Cyfrą+, to jesteśmy za. Lepiej byłoby, gdyby w Polsce działała jedna platforma cyfrowa.
Agora ostatnio kupiła warszawskie Radio Classic, a ma już na tym rynku dobrze prosperujące Radio Pogoda. Dlaczego zdecydowaliście się na tę akwizycję?
— Nasza strategia polega na dopasowywaniu programu do z góry określonej grupy odbiorców. W Poznaniu mamy trzy rozgłośnie, skierowane do trzech różnych grup. Stacje, które przejmujemy, często są zadłużone, a ich kondycja kiepska. To prawda, że taniej jest zbudować stację od zera, ale do tego potrzebne są koncesje. KRRiT nie była dla nas ostatnio łaskawa, ale nie poddajemy się.
Czy nie jest tak, że Krajowa Rada niechętnie przyznaje Agorze koncesje na rynkach lokalnych, bo boi się, że zechcą Państwo połączyć swoje rozgłośnie i wejść na rynek ogólnopolski kuchennymi drzwiami?
— Cały czas powtarzamy, że nigdy nie będziemy stacji łączyć w sieć. To są i będą osobne rozgłośnie lokalne.
Ile stacji docelowo znajdzie się w grupie Agory?
— Trzy lata temu postawiliśmy sobie za cel stworzenie grupy 15 radiostacji. Wydawało nam się, że będzie to minimalna liczba dająca możliwość stworzenia grupy. Dalszy rozwój zależy od wzrostu lokalnych rynków reklamowych. Im większe jest nasze doświadczenie, tym częściej decydujemy się wkraczać na mniejsze rynki.
Czy rozważa Pani wykupienie udziałów w jednej z ogólnopolskich komercyjnych stacji radiowych? Wiadomo przecież, że jeden z komercyjnych nadawców rozgląda się za inwestorem.
— To było sprzeczne z naszą strategią. Plotki na ten temat usłyszałam pierwszy raz w zeszłym tygodniu i byłam nimi zdumiona.
Jakie środki zamierzacie przeznaczyć na radio w tym roku?
— W poprzednich latach odkładaliśmy pewne środki na konkretne inwestycje. Ostatecznie jednak nie wszystko zależy od nas — jesteśmy uzależnieni chociażby od KRRiTV, która udziela radiowych koncesji. Alternatywą jest zakup już istniejących rozgłośni. W tym roku oprócz konkretnych zobowiązań, które musimy wypełnić, postanowiliśmy więc nie planować z góry wydatków na ten rynek.
Jakie inwestycje poczyniliście dotychczas na tym rynku?
— Jest to ponad 20 mln zł. Z tego na zakup stacji i podwyższenie ich kapitału — 12 mln zł, a na ich dofinansowanie 8 mln zł.
A co ze stacjami niemuzycznymi? Radio Tok FM, w którym macie udziały, okazało się niezbyt udanym projektem, w którym na zyski trzeba będzie poczekać dłużej niż pierwotnie zakładano.
— Ten format ma to do siebie, że bardzo powoli buduje swoją pozycję i jest bardzo kosztowny przy starcie. Ale ja się na tym projekcie nie zawiodłam. Obok Radia Maryja, jest to pierwsza mówiona stacja w Polsce. Takie radiostacje mają możliwość uzyskania wyższych cen za emisję spotów reklamowych niż stacje muzyczne.
Czy są Państwo zainteresowani działalnością wydawniczą? Niebawem czeka nas prywatyzacja kilku dużych przedsiębiorstw m.in Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych.
— Na razie są to rozważania czysto teoretyczne. Agora ma tylko dziesięć lat. Musimy się skoncentrować na naszych podstawowych projektach i nie możemy się rozwijać w 15 kierunkach jednocześnie. Dlatego nie przystąpiliśmy do prywatyzacji WSiP-u.
A co z planami internetowymi?
— O wszystkim poinformujemy na piątkowej konferencji prasowej.
Waszym partnerem jest działający także w Internecie amerykański koncern Cox. Czy ich doświadczenie może wam pomóc?
— Podobnie jak w innych dziedzinach Cox udostępnia nam swoje doświadczenia, co pozwala uniknąć wielu błędów. Ale nie wszystko, co robią Amerykanie, przystaje do naszych warunków. Europejskie spółki wydawnicze mają inne podejście i inne sukcesy niż amerykańskie.
Czy inwestycje w radio i plany internetowe mają związek z prognozowanym na najbliższe lata spadkiem czytelnictwa prasy?
— Nasze czytelnictwo stale idzie do góry. Informacje mówiące o śmierci gazet są przesadzone. Podobna histeria była, kiedy wchodziła telewizja. Mówiło się, że zniknie radio i nic takiego się nie stało.
Ale słuchalność radia spadła, podobnie może być teraz z prasą.
— Jest taka przesadna prostota myślenia: albo rybka, albo akwarium. Okazuje się, że można mieć i rybkę, i akwarium. Kiedy ludzie dostali telewizję, nie odstawili radia. Z przeprowadzonych w Ameryce badań wynika, że aktywni internauci czytają znacznie więcej gazet. To dobra wiadomość dla prasy.
Jak długo jeszcze główną siłą pociągową Agory będzie „Gazeta Wyborcza”?
— Myślę, że bardzo długo. „GW” jest olbrzymim przedsięwzięciem i szybko rośnie. Wprawdzie stacje radiowe mają szybsze tempo wzrostu, ale kiedy Dawid przerośnie Goliata? Wokół „GW“ zbudowaliśmy struktury obsługujące inne przedsięwzięcia. „Gazeta” ma być także napędem do naszego zaangażowania w Internet.
Kiedy rozpocznie się budowa nowej siedziby Agory?
— Ruszył proces wyboru wykonawcy. Mamy plan architektoniczny i chcemy zacząć budowę latem. Pierwszy etap pochłonie 130 mln zł. Budowa musi być zharmonizowana z uruchomieniem drukarni, która przenosi się do Białołęki. Do nowych biur wprowadzimy się w drugiej połowie 2002 r.
Jak Pani ocenia notowania giełdowe Agory?
— Po pierwsze, ogólnie ceny akcji na GPW poszły w górę. Rynek zaczął doceniać to, że mamy systematycznie solidne wyniki finansowe. Poza tym wyceny spółek medialnych na całym świecie mocno wzrosły. Także w Polsce jest grupa giełdowych firm powiązanych z Internetem, które bardzo zyskują.
"„Gazeta Wyborcza” jeszcze bardzo długo pozostanie motorem napędowym Agory. Stale zwiększamy jej sprzedaż oraz wysokość wpływów uzyskiwanych z reklam. Tylko w 2000 roku ich wartość ma wzrosnąć o 20-30 proc. Wprawdzie dynamika wzrostu kilku kontrolowanych przez nas stacji radiowych jest wyższa niż ma to miejsce w przypadku gazety, ale tutaj decydującą rolę odgrywa rozmiar".