Wszystko wskazywało na to, że kończące się dziś dwudniowe posiedzenie RPP będzie najmniej spektakularnym z wydarzeń mijającego tygodnia. Teoretycznie wszyscy wiedzą, jaką decyzję podejmie rada. Znając wstrzemięźliwość tego gremium, nie należy się także spodziewać, że członkowie RPP kogokolwiek zaatakują. Prawdziwa sielanka.
Aż tu nagle okazało się, że przed oficjalnym posiedzeniem rady jej szef i zarazem prezes NBP Leszek Balcerowicz zaprosił do siebie na konspiracyjne spotkanie kilku członków władzy monetarnej. Obrady za szczelnie zamkniętymi drzwiami trwały trzy godziny. Ich przebieg — zgodnie z najnowszym zwyczajem NBP — utajniono. Nie udało nam się dowiedzieć, czego sprawa dotyczy. Wiemy jedynie, że Leszek Balcerowicz ma dziś przedstawić oświadczenie w tej sprawie. Czego może ono dotyczyć? Na pewno nie stóp procentowych — te już nie wywołują prawie żadnych emocji. Poza tym były tematem właściwego posiedzenia RPP. Pozostają dwie rzeczy: kwestia reżimu kursowego i ataku posłów na członków zarządu banku centralnego podczas prezentacji w Sejmie sprawozdania z działalności NBP w 2001 r. Sprawa złotego raczej odpada — trudno oczekiwać oficjalnych kroków NBP w polityce kursowej bez wcześniejszych konsultacji z rządem. Metodą redukcji dochodzimy więc do sprawy, która silnie wstrząsnęła bankiem centralnym — posłowie z komisji finansów publicznych nie chcieli dyskutować o sprawozdaniu NBP bez Leszka Belcerowicza, przy okazji obrzucając członków zarządu NBP i przedstawicieli RPP stosem wyzwisk. Kierownictwo banku mogło się poczuć urażone, i może chcieć dać swemu oburzeniu wyraz.
Ale to tylko spekulacje.