Andrzej Bratkowski, wiceprezes NBP, uważa, że założenia będące podstawą do konstrukcji budżetu są właściwe. Jednak brak reform strukturalnych obniża ogólną ocenę projektu i mocno ogranicza pole manewru RPP.
W ocenie Andrzeja Bratkowskiego, rządowy projekt budżetu na 2002 rok nie wykorzystuje możliwości, jakie daje niski poziom inflacji. Zawiera zbyt dużo rozwiązań doraźnych, brakuje zaś reform strukturalnych.
— Sytuacja gospodarcza jest trudna. Składa się na to spowolnienie wewnętrzne, związane również z restrykcyjną polityką pieniężną. Ważnym czynnikiem jest też pogarszająca się koniunktura zewnętrzna, szczególnie w Niemczech. Sytuacja budżetowa jest częściowo wynikiem spadku tempa wzrostu gospodarczego, częściowo zaś lekkomyślnego zaplanowania tegorocznych wydatków. Punktem wyjścia był wynoszący ponad 80 mld zł deficyt, i doceniam wysiłek MF, które sprowadziło niedobór do 40 mld zł. Są to jednak działania doraźne. Z punktu widzenia NBP, poziom deficytu nie jest zadowalający — mówi Andrzej Bratkowski.
Wskazuje, że nie został przedstawiony żaden konkretny plan naprawczy finansów publicznych. Mimo że udało się domknąć deficyt budżetu, większy niż planowano jest deficyt pozostałej części finansów publicznych.
— To nie jest tylko kwestia budżetu centralnego, pozostają problemy związane z reformami strukturalnymi, z rynkiem pracy, ograniczaniem monopoli. Nie wyrównano stawek VAT, a zamrożono progi podatkowe i wprowadzono podatek od oszczędności. Doceniam, że nie opodatkowano dochodów z giełdy, ale apeluję do ministra finansów, aby jeszcze raz przemyślał kwestię podatku od oszczędności. Pieniędzy z tego nie będzie dużo, a wpływ na poziom oszczędności może być negatywny. Grozi nam także wprowadzenia podatku importowego, który spowoduje natychmiastowy wzrost inflacji. To zaś wymusi utrzymywanie bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej — tłumaczy Andrzej Bratkowski.
Wiceprezes uważa jednak, że założenia do budżetu 2002 zostały właściwie ustalone. Istnieje duże prawdopodobieństwo ich realizacji, możliwa jest nawet poprawa niektórych wskaźników.
— Raczej uda się zrealizować założone tempo wzrostu PKB. Rząd rozumie także potrzebę realizacji średniookresowego celu inflacyjnego. Założenia makro NBP na 2002 rok są zbliżone do rządowych, jednak my w tym roku liczymy na wzrost PKB trochę większy niż 1,5 proc. Nie wierzę natomiast w odbicie inflacji, które prognozują niektórzy analitycy. Niebezpieczeństwo wzrostu cen jest nieduże, więc inflacja będzie stabilna. W tym roku jej poziom utrzyma się w granicach 4 proc., ze wskazaniem na lekki wzrost — analizuje wiceprezes NBP.
Andrzej Bratkowski uważa, że konstrukcja budżetu odsuwa kolejną redukcję stóp procentowych. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na 2002 rok są minimalne ich korekty.
— Generalnie MF zapobiegło katastrofie, ale nie ma zmiany relacji między polityką monetarną i fiskalną, Ta druga nadal jest luźna, więc polityka monetarna musi być restrykcyjna. Bardzo dużo będzie zależało od tego, czy rząd przedstawi program średniookresowy. Zwiększyłoby to pole manewru dla polityki pieniężnej — twierdzi wiceprezes NBP.
Dodaje, że w najbliższym czasie o poziomie rynkowych stóp procentowych nie będzie decydować wyłącznie RPP. Znaczne potrzeby pożyczkowe rządu mogą spowodować wzrost oprocentowania ponad progi ustalone przez radę.
— Deficyt budżetowy utrzymuje się na wysokim poziomie, brakuje jednak wpływów z prywatyzacji. Skarb Państwa będzie więc szukał pieniędzy na rynku. To zaś oznacza przyciąganie kapitału portfelowego, który będzie kupował polskie papiery skarbowe i utrzymywał wysoki kurs złotego. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze w 2002 r. inwestorzy będą traktowali Polskę jako partnera wiarygodnego. Pozostaje kwestia ceny, jaką trzeba będzie za to zapłacić. Najbliższy rok może doprowadzić do tego, że to właśnie finanse publiczne będą podtrzymywać wysokie rynkowe stopy procentowe — ostrzega Andrzej Bratkowski.
Przyszłość polskiej gospodarki nie jest jednak najgorsza. Powinna utrzymywać się dynamika eksportu, inflacja i kurs walutowy będą stabilne. Zagrożeniem jest niepewność na rynkach światowych.
— Utrzymuje się lekko gasnąca dynamika eksportu i stabilizacji importu. Oznacza to stabilną sytuację na rachunku obrotów bieżących. Poprawa w stosunku do poprzedniego roku jest efektem polepszenia salda obrotów niesklasyfikowanych, usług i transferów. Wierzę, że na dodatnim poziomie utrzyma się dynamika eksportu. Przy założeniach niskiego tempa wzrostu PKB nie należy oczekiwać wzrostu presji importowej, raczej stabilizacji w kierunku pogorszenia bilansu handlowego. Wzmocnienie złotego pod koniec 2000 roku i w I połowie tego stanowiło trudny egzamin dla naszych firm, ale wyniki finansowe eksporterów świadczą, że udało się im zachować konkurencyjność — twierdzi Andrzej Bratkowski.
Wiceprezes NBP uważa, że trudno określić optymalny kurs złotego, bo nie da się zadekretować wielkości napływu kapitału. Polskiej gospodarce potrzebny jest napływ kapitału na poziomie 5-6 proc. Nie zagraża to złotemu.
— Złoty nie jest przewartościowany. Mamy szansę ustabilizować go na poziomie 4,0-4,20 zł za USD. Wahania krótkookresowe są naturalne, ale przy prowadzeniu odpowiedzialnej polityki fiskalnej i monetarnej stabilizacja jest możliwa — mówi Andrzej Bratkowski.